WAŻNE
TERAZ

Oto "11" na dziś? Jedna niewiadoma w składzie

Opisała historię szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie. "Tkwili w zamknięciu latami"

- Niektórzy pacjenci latami nie wychodzili nawet do parku, choć mieli go za oknem – mówi Krystyna Rożnowska, autorka książki "Można oszaleć. Opowieść o szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie".

Szpital w Kobierzynie - opisała realiaSzpital w Kobierzynie
Źródło zdjęć: © East News | FOT. ANNA KACZMARZ / DZIENNIK POLSKI / POLSKA PRESS

W 1907 roku, w podkrakowskiej wsi Kobierzyn założono szpital psychiatryczny. Był jak nowoczesne małe miasteczko - niestety, wojna i lata PRL odcisnęły na nim swoje piętno. Kiedy reporterka Krystyna Rożnowska po raz pierwszy odwiedziła szpital 30 lat temu, nie przypominał on już dawnego "zakładu". Jak potoczyła się jego historia?

Ewa Podsiadły-Natorska: Pamięta pani pierwsze zetknięcie z tym szpitalem?

Krystyna Rożnowska: O tak, doskonale. Zanim wejdziemy w szczegóły, powiem krótko, jak się tam znalazłam. W czasie stanu wojennego, gdy byłam dziennikarką "Gazety Krakowskiej", podjęłam decyzję, że rezygnuję z zawodu. Schowałam dyplom magisterski i poszłam do szkoły pielęgniarskiej.

Redakcja wciągnęła mnie jednak z powrotem. W 1986 roku pojechałam do tego szpitala pierwszy raz i doznałam szoku. Pacjentów było ponad dwa tysiące, choć kompleks zbudowano z myślą o kilkuset. Pamiętam metalowe miski, z których jedli chorzy, siedząc przy kaloryferach, sale po 20-30 osób. Najbardziej wstrząsnęła mną sytuacja na oddziale męskim.

Mówi o lekach na otyłość. Oto, co zadziała według niej lepiej

Co pani tam widziała?

Ok. 40 pacjentów w różnym wieku i z różnymi chorobami, którzy nie wychodzili z jednego pomieszczenia. A przecież tuż obok był piękny park! Tylko nikt ich nie wyprowadzał na dwór. Niektórzy tkwili w zamknięciu latami. Nie mogłam tego pojąć – jak to możliwe, że tuż obok miasta, w którym ludzie żyją normalnie, jest miejsce niczym obóz koncentracyjny i nikt o tym nie krzyczy?

Szpital ten faktycznie był samowystarczalnym miasteczkiem?

Tak. O jego przeszłości dowiedziałam się wiele od Janiny Sroki. Była to starsza pielęgniarka, inteligentna, oddana pacjentom, związana ze szpitalem przez całe życie. Przyszła tam przed wojną, kiedy szpital, nazwany wówczas Państwowym Zakładem dla Umysłowo i Nerwowo Chorych w Kobierzynie, był piękny i świetnie urządzony.

Wtedy rzeczywiście przypominał samowystarczalne miasteczko: budynki stały w parku jak wille, wszędzie rosły kwiaty, było nienagannie czysto i jak na początek XX wieku nowocześnie: poza oddziałami szpitalnymi – kuchnia centralna, kotłownia, maszynownia, do tego całe gospodarstwo zwane folwarkiem: stajnie, kurniki, stodoły, rzeźnia, uprawy rolne, ogrody, sady.

Jedną z form terapii pacjentów w tym miejscu była praca. Jakiego rodzaju?

Dziś nie wolno zatrudniać pacjentów, ale wtedy ich praca była podstawą funkcjonowania tego "miasteczka", formą terapii oraz sposobem wypełnienia czasu. Kiedy stan chorego się wyrównywał, kierowano go do różnych zajęć m.in. w kuchni, do sprzątania, pracy w ogrodach, sadzie, przy uprawie roli, w rzemiośle, do naprawy butów, odzieży, słowem do różnych zajęć gospodarczych. Proszę pamiętać, że w owym czasie niewiele było mechanizacji, dlatego praca była ciężka i długotrwała. A wszystko odbywało się z zachowaniem wyraźnej hierarchii – inne warunki życia w tym szpitalu miało kierownictwo, lekarze czy tzw. służba szpitalna, a jeszcze inne pacjenci.

Właśnie, hierarchia. W książce zwraca pani uwagę, jak różnicowano pacjentów: były oddziały dla "niespokojnych", "klasowych", pracujących…

To było odbicie podziałów w ówczesnym społeczeństwie. Pacjenci "klasowi", czyli zamożniejsi, którzy płacili za pobyt, mieli lepsze jedzenie, lepszą obsługę, większą uważność personelu. Pozostali byli traktowani gorzej.

W pani książce pojawiają się opisy metod uspokajania pacjentów sprzed epoki leków psychotropowych.

Były to wtedy jedyne metody uspokajania pobudzonego chorego. Np. wielogodzinne kąpiele w wannach: opiekunki pilnowały zanurzonych w nich pacjentów, dolewając co jakiś czas ciepłej wody, co miało działać kojąco. Później wprowadzono mokre prześcieradła, w które zawijano pobudzonych chorych. Stosowano też izolację. I choć personel bywał bity, szarpany, nie wolno było uderzyć pacjenta. Wszystko to pokazuje, jak bardzo psychiatria była bezradna wobec rozszalałych pacjentów, zanim pojawiły się leki.

Zaangażowane w działalność szpitala były zakonnice.

Siostry zakonne z Dębicy ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej były w tym szpitalu od początku jego istnienia. Stały wyżej w hierarchii niż świeckie pielęgniarki i salowe, dlatego nadzorowały opiekę na oddziałach i kierowały częścią administracji. Jedne były troskliwe, inne bardziej surowe. W czasie wojny Niemcy chcieli, aby opuściły szpital, ale one podjęły decyzję, że zostają z pacjentami. Po wojnie, kiedy zmienił się stosunek państwa do Kościoła, zakonnice stopniowo usuwano ze szpitali – tak też stało się i tutaj.

Jednym z najbardziej wstrząsających opisów w pani książce jest okres wojny. Jak wyglądała wtedy codzienność chorych i personelu?

Szpital przejęli Niemcy. Zaczęły się głód i zimno, porcje żywności były coraz mniejsze; jedzono zupy z lebiody, pokrzyw, niewiele czarnego chleba, czasem kapustę i ziemniaki, ale i tego szybko zabrakło. Chorzy i służba szpitalna umierali z głodu i wyniszczenia, odmrażali sobie ręce, nogi, bo nie było w co się ubrać. Żydzi mieli jeszcze mniejsze racje żywnościowe, w 1941 roku wywieziono ich do obozu. Zaczął obowiązywać nazistowski plan eksterminacji psychicznie chorych – "życie niewarte życia". 23 czerwca 1942 roku ponad 560 pacjentów wywieziono do Oświęcimia, a tych w najcięższym stanie zabito na miejscu.

Jak zachowywali się pacjenci, gdy zrozumieli, że jadą na śmierć?

Różnie. Płakali. Niektórzy znali niemiecki i błagali o litość, inni próbowali uciekać, ale byli i tacy, co śpiewali hymn polski. Pani Janina Sroka opowiadała o tym z ogromnym wzruszeniem. Personel też bał się o życie, bo nikt nie wiedział, czy świadków tej zbrodni nie spotka śmierć. Dyrektor szpitala Alexander Kroll, który współorganizował tę akcję z SS, nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Tylko jedna z pacjentek, Waleria Białońska, ocalała – ukryła się za szafą. Pielęgniarka Stanisława Pałys oświadczyła Niemcom, narażając życie, że w oddziale nikogo już nie ma. W nocy chora wymknęła się i uciekła. W szpitalu wciąż się o tym pamięta.

Te opisy są szokujące. Jednak w Kobierzynie były też dobre chwile.

Bywały przed wojną i są dziś, zwłaszcza już w naszym stuleciu, odkąd szpital został wyremontowany i wprowadzono w nim nowoczesne metody terapii nie tylko farmakologicznej. Pacjenci brali udział w przedstawieniach organizowanych w miejscowym teatrze, śpiewali, grali w orkiestrze, wystawiali jasełka, w soboty i niedziele odbywały się zabawy taneczne. Ci w lepszej kondycji wyjeżdżali na wycieczki do Krakowa.

Kobierzyn przez dziesięciolecia był miejscem, w którym ludzie "znikali", często w milczeniu i wstydzie. Co to mówi o naszym społecznym stosunku do chorych psychicznie? Jak wiele z tego myślenia wciąż w nas tkwi?

Po wojnie, aż do lat 70., szpital ten był "workiem", do którego wpychano ludzi uważanych za zbędnych i sprawiających problemy w społeczeństwie: nie tylko chorych, ale i bezradnych życiowo. A przed świętami państwowymi umieszczano w nim ponoć przeciwników politycznych, by nie zakłócali uroczystości np. pierwszomajowych. Ale przyszedł czas, że zaczęto myśleć o leczonych tu pacjentach inaczej: skoro mają wracać do społeczeństwa, a przebywali w szpitalu latami, trzeba ich nauczyć normalnego życia.

Powstawały więc hostele, gdzie uczono ich, jak zrobić herbatę, jajecznicę, zakupy, jak załatwić sprawy w urzędzie. Społeczeństwo też nakłaniano do dobrego przyjęcia ludzi po leczeniu psychiatrycznym, powtarzając dane wzięte ze statystyk, że osoby cierpiące na choroby psychicznie nie są bardziej groźne niż tzw. zdrowi, że wcale nie popełniają częściej ciężkich przestępstw, tylko trudniej zrozumieć ich motywację i stąd stają się one bardziej sensacyjne.

Gdy wróciłam tu w 2014 roku, zobaczyłam inny szpital – po remontach, z bogatą terapią nieograniczoną tylko do leków, z życiem kulturalnym, twórczością pacjentów, biblioteką, filmami, dyskusjami o sztuce, książkach, malarstwie, konkursami w różnych dziedzinach, ba, uczestniczyłam tu nawet w karaoke. Mentalność społeczeństwa jednak zmienia się najpóźniej. Wciąż działa stygmatyzacja; choć każdy przecież może zachorować psychicznie i nie jest to choroba zawiniona, ludzie boją się, że informacja o leczeniu psychiatrycznym im zaszkodzi w miejscu pracy czy stosunkach towarzyskich.

Pamiętam kobietę, która po powrocie ze szpitala na imieninach z entuzjazmem opowiadała gościom o wernisażach, muzykoterapii, dyskusjach o książkach oraz wycieczkach, w których brała udział. Ktoś zapytał, gdzie to było. Odpowiedziała, że w szpitalu psychiatrycznym. Zapadła krępująca cisza. Syn jej później uświadomił, że nie powinna się przyznawać, iż tam była, bo to "wstyd dla rodziny". Nawet nazwę "Kobierzyn" uznano za pejoratywną i zastępuje się ją określeniem "Szpital Specjalistyczny im. dr. J. Babińskiego". Nasuwa się więc nadal to samo pytanie: czy umiemy zobaczyć człowieka, nie chorobę?

Dla WP rozmawiała Ewa Podsiadły-Natorska.

Wybrane dla Ciebie
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥