W Rosji żarty o religii mogą kosztować wolność. "System kija"
W Rosji, gdzie wolność słowa jest coraz bardziej ograniczana, nawet żart o religii może mieć poważne konsekwencje. Stand-uperzy, artyści i internauci coraz częściej trafiają przed sąd pod zarzutem obrazy uczuć religijnych.
Jak donosi Marcin Łuniewski w artykule w "Nowej Europie Wschodniej", przedrukowanym przez Onet, w ostatnich latach w Rosji znacznie wzrosła liczba osób oskarżonych o bluźnierstwo. Jednym z głośnych przypadków jest stand-uper Guram Demidow, który podczas występu w Samarze żartował o Jezusie, mówiąc między innymi: "Jestem pewien, że Jezus był Rosjaninem. Jestem też pewien, że założył sieć Czerwone i Białe".
Sala wybuchła śmiechem, ale nie wszyscy docenili żart. Popularny dziennikarz i aktywista Roman Gołowanow uznał występ za wyśmiewanie Chrystusa i prawosławia, co natychmiast wywołało lawinę skarg. Demidow musiał publicznie przyznać się do błędu, a jego kolejne występy zostały odwołane.
Ida Nowakowska wyznaje: "Inspiruję się Matką Boską". Czyta Pismo Święte w domu?
Jak dowiadujemy się z tekstu, jednym z głośniejszych przypadków był też Nikita Żurawel, 19-latek z Wołgogradu, oskarżony w 2023 roku o spalenie Koranu. Po aresztowaniu został przewieziony do Czeczenii, gdzie został pobity i ostatecznie skazany na 13 lat więzienia. Z kolei Maksym Borysow, który przebrał się za zakonnicę podczas imprezy z okazji Halloween, zapłacił grzywnę za "rażący brak szacunku dla krzyża łacińskiego".
Wzrost represji wobec osób oskarżanych o obrazę uczuć religijnych ma swoje źródło w rosyjskim prawie. W 2013 roku Władimir Putin podpisał nowelizację artykułu 148 kodeksu karnego, która przewiduje karę za publiczne działania "wyrażające jawny brak szacunku dla społeczeństwa i mające na celu obrazę uczuć religijnych wierzących".
Początkowo kary były łagodne, jednak po rozpoczęciu wojny na pełną skalę na Ukrainie represje znacznie się nasiliły. "W 2024 r. za obrazę uczuć religijnych przed sądem stanęła rekordowa liczba pięćdziesięciu trzech osób. Kolejne dwadzieścia dwie osoby oskarżono o znieważenie symboli religijnych" - pisze Łuniewski.
System donosów i rosnąca inwigilacja
Wzrost represji nie jest przypadkowy. Władze Rosji wykorzystują religię jako narzędzie kontroli nad przestrzenią publiczną i cyfrową. Prawo jest nieprecyzyjne, więc wystarczy, że ktoś poczuje się urażony, aby rozpocząć postępowanie karne. W praktyce wiele spraw rozpoczyna się dzięki donosom samych obywateli. Od początku wojny do 2024 roku w kraju złożono ponad 3,5 tysiąca denuncjacji. Powstała sieć "profesjonalnych donosicieli" monitorujących media społecznościowe w poszukiwaniu naruszeń tradycyjnych wartości.
- Wzmożenie służb ma też bardziej prozaiczne wyjaśnienie. W Rosji nadal obowiązuje "system kija", co oznacza, że dla służb bezpieczeństwa ważne jest pokazywanie wyników. Muszą one składać sprawozdania z wykrytych przestępstw, a sprawy dotyczące bluźnierstwa są łatwe do rozwiązania, ponieważ "winnego" można znaleźć za pomocą kilku kliknięć myszką - tłumaczy "Nowej Europie Wschodniej" Maria Nowikowa, prawniczka i wykładowczyni na niezależnym Wolnym Uniwersytecie, uznanym przez Kreml za "organizację niepożądaną".
Religia jako instrument państwa
Rosyjska Cerkiew Prawosławna wspiera politykę państwa, a prawo chroniące "uczucia religijne" służy również legitymizacji Kremla. W tej atmosferze nawet niewinne działania artystyczne czy internetowe mogą prowadzić do grzywien, aresztów lub więzienia. Prawosławie stało się narzędziem kontroli, a osoby wyrażające krytykę wobec systemu czy religii często ponoszą konsekwencje.
- W zasadzie w dzisiejszej Rosji można wierzyć, ale tylko "zgodnie z instrukcją". Każda praktyka religijna, która wykracza poza model zatwierdzony przez państwo, jest postrzegana jako zagrożenie i może skutkować grzywnami, przeszukaniami, przesłuchaniami, a nawet postępowaniem karnym - zaznacza Maria Nowikowa.
Źródło: Nowa Europa Wschodnia / Newsweek / Onet
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.