Piła od rana do nocy. Wpadła w sidła uzależnienia po śmierci męża
Śmierć ukochanej osoby potrafi zburzyć fundamenty świata. Gdy 16 stycznia 2017 roku zmarł polityk Tomasz Kalita, jego żona Anna została sama z rozdzierającą pustką. By uśmierzyć ból, sięgnęła po alkohol, który szybko stał się destrukcyjnym nałogiem.
W tym artykule:
Tomasz Kalita odszedł 16 stycznia 2017 roku, pozostawiając po sobie nie tylko dorobek polityczny (był m.in. rzecznikiem prasowym SLD), ale też ogromną pustkę w życiu najbliższych. Dla jego żony, Anny Kality, była to strata, z którą przez długi czas nie potrafiła sobie poradzić. Żałoba po Tomaszu Kalicie nie miała w sobie patosu ani wielkich słów – była cicha, samotna i stopniowo przeradzała się w coś znacznie groźniejszego. Alkohol stał się sposobem na uśmierzenie bólu, który wydawał się dla niej nie do uniesienia.
Tomasz Kalita chorował na glejaka wielopostaciowego — jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. Gdy w październiku 2016 roku poślubił Annę Monkos, dziennikarkę programu "Uwaga!" TVN, było już jasne, że czasu jest niewiele. Ich relacja toczyła się w cieniu choroby, leczenia i świadomości nadchodzącego końca. Po jego śmierci Anna Kalita została sama z doświadczeniem straty, które szybko zaczęło wpływać na jej codzienne funkcjonowanie.
Anna Kalita po śmierci męża walczyła z alkoholizmem
W wywiadzie opublikowanym w lutym 2020 roku na portalu gazeta.pl Anna Kalita po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o tym, jak wyglądało jej życie po śmierci męża. Rozmowa miała nietypową formę — formalnie dotyczyła doświadczeń Romana Kurkiewicza, ale bardzo szybko stała się również osobistym wyznaniem dziennikarki. Opisywała proces, który nie zaczął się gwałtownie ani spektakularnie. Alkohol pojawiał się jako coś dostępnego, społecznie akceptowalnego i — przynajmniej na początku — skutecznego w tłumieniu emocji.
W pewnym momencie zniknęła kontrola, a picie przestało być epizodem. Stało się codziennością, rytuałem i mechanizmem obronnym. Anna Kalita mówiła wprost o swojej relacji z alkoholem, nie próbując jej łagodzić ani usprawiedliwiać: – I bardzo szybko stało się tak, że nie było szans, żeby zostawić pół butelki wina w lodówce. Wypijałam wszystko. Do dna. Kochałam alkohol – mówiła.
Tomasz Kalita – dzień śmierci i moment przełomu
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów rozmowy był opis dnia, w którym zmarł Tomasz Kalita. To właśnie wtedy, jak przyznała jego żona, alkohol przestał być czymś okazjonalnym. Stał się natychmiastową reakcją na rzeczywistość, której nie była w stanie udźwignąć na trzeźwo. Wspomnienie tego momentu wracało do niej jako symbol początku spirali, z której trudno było się wydostać.
Anna Kalita opisywała bardzo konkretną, codzienną scenę — bez metafor, bez dramatyzowania. Zwykła kuchnia, otwarta butelka wina i decyzja podjęta niemal automatycznie:
– W kuchni stała butelka czerwonego wina z poprzedniego dnia. Do połowy pełna. Przelałam cały ten alkohol do kubka i wypiłam duszkiem. I ten koszmar, który miałam w głowie, ta rozpacz – one stały się mniej namacalne – ujawniła.
Z czasem picie przestało mieć jakiekolwiek ramy. Nie było już "wieczorem" ani "od święta". Pojawiła się regularność, która szybko przerodziła się w zależność. Anna Kalita mówiła o samotnym piciu, unikaniu ludzi i irytacji wobec tych, którzy próbowali reagować. Próby pomocy odbierała jako przeszkodę, nie wsparcie.
W długim fragmencie rozmowy bardzo szczegółowo opisała, jak wyglądało jej życie w okresie najgłębszego uzależnienia. Ten opis pokazuje skalę problemu i tempo, w jakim następowała eskalacja:
– Sama w domu – piłam, płakałam, spałam, a potem znowu piłam. Ludzie mi przeszkadzali. Zwracali uwagę, że piję za dużo, więc piłam bez nich. I bardzo szybko stało się tak, że piłam codziennie. Więcej i więcej. Najpierw to była jedna butelka wina, potem dwie albo trzy, potem to było picie w południe, a potem też rano i w środku nocy. Zawsze – opowiadała.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.