Pozbywają się ich przed feriami. "Widziałam to wielokrotnie"
Sezon zimowy, a w szczególności ferie, to wyjątkowo trudny czas dla pracowników służby zdrowia. SOR-y są przepełnione. - Pacjentów przybywa lawinowo, a dominują seniorzy. Ich liczba rośnie nawet trzykrotnie przez infekcje oddechowe, grypę, powikłania krążeniowe i urazy po upadkach na lodzie czy gołoledzi - nie ukrywa w rozmowie z nami ratowniczka medyczna Marika Rutka. Niektórzy też "oddają" seniorów do szpitala na czas ferii.
Złamane kości biodrowe, nogi i nadgarstki. Poważne wypadki na drogach, bo ktoś za bardzo się spieszył, a zastała go gołoledź. Ale też... hospitalizowanie osób starszych "na siłę", aby wyjechać w okresie szkolnych ferii zimowych z dziećmi na wypoczynek. Pojawiają się również pacjenci, których stan wcale nie jest nagły i przyszli na oddział, choć mogliby spokojnie udać się po skierowanie do odpowiedniej poradni specjalistycznej do lekarza prowadzącego. To codzienność ratowników medycznych i pracowników SOR-ów w wymagającym czasie.
– W tym czasie naprawdę jesteśmy na granicy sił, obsługując nie tylko seniorów, ale i osoby z urazami ze stoków czy lodowisk podczas ferii – mówi Wirtualnej Polsce Marika Rutka.
Burza śnieżna nad s7. Nagrania mrożą krew w żyłach
"Pacjentów przybywa lawinowo"
Marika Rutka pracowała w jednym z warszawskich szpitali kilkanaście lat. Bardzo dużo czasu spędziła właśnie na SOR-ze.
– Mogę potwierdzić: zima to sezon, w którym pacjentów przybywa lawinowo, a dominują seniorzy. Ich liczba rośnie nawet trzykrotnie przez infekcje oddechowe, grypę, powikłania krążeniowe i urazy po upadkach na lodzie czy gołoledzi. Na oddziałach ratunkowych obłożenie skacze o dziesiątki procent – mówi Wirtualnej Polsce.
W zimowym sezonie seniorzy często przyjeżdżają do szpitala również ze złamaniem bioder czy nadgarstków po poślizgnięciu się na oblodzonych chodnikach. Ratowniczka medyczna podkreśla, że to codzienne realia, gdy chłody osłabiają i tak kruchy organizm.
– Szczególnie boli sytuacja przed feriami szkolnymi. Zdarza się, że rodziny hospitalizują babcię czy dziadka "na siłę", by wyjechać na zimowy wypoczynek. Widziałam to wielokrotnie – samotni seniorzy leżą na oddziałach, choć nie wymagają pilnej interwencji medycznej, blokując łóżka dla tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Lekarze apelują o to od lat, wskazując na ryzyko infekcji szpitalnych i poczucie odrzucenia – zauważa Marika.
"Takie tragedie powtarzają się co sezon"
Oprócz dyżurów na SOR-ze Marika jeździ karetką. – Wyjazdy w tym czasie to "zimowa pułapka śmierci". Zespoły ratunkowe ruszają w mróz, śnieg i gołoledź – wylicza.
– Pamiętam jeden z najbardziej wstrząsających wyjazdów: na prostym odcinku drogi, gdzie kierowca nie dostosował prędkości do warunków, doszło do czołowego zderzenia dwóch aut. 19-letnia kobieta w ciąży poniosła śmierć na miejscu – pełna życia, z marzeniami o dziecku, odeszła w jednej chwili przez lód i pośpiech. Takie tragedie powtarzają się co sezon: policja raportuje setki kolizji dziennie, z ofiarami śmiertelnymi, złamaniami – wspomina ratowniczka.
Marika przyznaje, że w tym trudnym sezonie cały personel - od osób pracujących na rejestracji, przez ratowników, po lekarzy - ma pełne ręce roboty.
– W tym czasie naprawdę jesteśmy na granicy sił, obsługując nie tylko seniorów, ale i osoby z urazami ze stoków czy lodowisk podczas ferii. Klucz to profilaktyka: odśnieżanie chodników, antypoślizgowe buty dla starszych, ostrożna jazda i szybka reakcja na objawy grypy. Każdy uniknięty wypadek to mniej cierpienia i odciążenie systemu – podkreśla.
"Zima pokazała ortopedom, że w tym czasie w roku pracuje się więcej"
Dr Agnieszka Ponieważ, ordynatorka SOR WSS Lublin zauważa, że w tym roku intensywność zimy zaskoczyła nie tylko kierowców. Mróz, śnieg, niebezpieczna gołoledź sprawiają, że o wypadki jest nietrudno.
– Obecnie mamy na SOR-ze 30 pacjentów, z czego przynajmniej połowa to są poranne urazy. Mamy gołoledź, więc wielu ma urazy kończyn i głowy. Na pewno część zbędzie zakwalifikowana do zabiegów operacyjnych ortopedycznych. Ta zima pokazała lekarzom, że w tym okresie pracuje się znacznie intensywniej, choć przez pewien czas aura była dla nas nieco łaskawsza – przyznaje.
W związku z trudną sytuacją pogodową ortopedzi mają znacznie więcej pracy. – W takiej sytuacji obsługa zdecydowanie się wydłuża, bo jest bardzo duża liczba pacjentów. Ortopedzi są zmuszeni przekładać operacje planowe, aby zająć się pacjentami z SOR-ów w stanach nagłych, których jest bardzo dużo.
Jak dodaje, dużą część pacjentów na SOR-ach stanowią seniorzy, u których w wyniku upadku bardzo łatwo jest o złamania.
– Już parę razy zdarzało mi się apelować, żeby w taką pogodę po prostu, jeżeli mają możliwość nie wychodzić z domu, ponieważ u takiej osoby ryzyko złamania, zwłaszcza u kobiet, jest o wiele większe między innymi ze względu na osteoporozę – podkreśla dr Ponieważ.
"Pan pójdzie na SOR, to szybciej pana przyjmą"
Niestety i w tym czasie na SOR-ach pojawiają się pacjenci, którzy powinni udać się na spokojnie do lekarza pierwszego kontaktu i otrzymać skierowanie do odpowiedniej poradni. Tymczasem pojawiają się na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym wraz z osobami, które rzeczywiście potrzebują szybkiego wsparcia odpowiedniego specjalisty.
– My jesteśmy przychodnią na kółkach. Zastępujemy i łatamy dziury systemu. Nie oszukujmy się, bo wielu pacjentów, którzy do nas trafiają, spokojnie mogłaby zostać skierowana przez lekarzy rodzinnych do odpowiednich poradni. Lekarze rodzinni sami dobrze o tym wiedzą, ale często sami radzą: "Pan pójdzie na SOR, to szybciej pana przyjmą". Oczywiście nie powinno to tak wyglądać. Gdyby w Polsce za zgłoszenie na SOR obowiązywała odpłatność, na pewno spadłaby nam liczba przypadków, myślę, że spokojnie o 30 proc. – tłumaczy ordynatorka.
Niestety, nie brakuje też osób, które przychodząc na SOR, liczą na to, że zrobią sobie szybciej badania. – Jeżeli przychodzi ktoś, kto zgłasza bóle w klatce, to przecież nie mogę odmówić diagnostyki. Nawet jeżeli wiem, że nic na tym badaniu nie wyjdzie – kwituje dr Ponieważ.
Zuzanna Sierzputowska, dziennikarka Wirtualnej Polski