Zapłacił jej za towarzystwo na studniówce. Potem złożył propozycję
- Spotkaliśmy się wcześniej na kawie. Ustaliliśmy stawkę: 1000 zł za wieczór, plus, że idziemy "jako para", ale bez żadnych oczekiwań - opowiada Asia, która wynajęła osobę towarzyszącą na studniówkę. Justyna jest natomiast jedną z takich osób. Za kilka godzin towarzystwa potrafi zarobić nawet do 2,5 tys. zł.
"Hej, poszukuję partnerki na studniówkę, która odbędzie się w dniu 06.02.26 r. w Kaliszu. Jeśli lubisz taniec, masz od 18 do 20 lat i nie masz planów na ten dzień, to zapraszam. Więcej informacji na priv, jeśli odezwiesz się w komentarzu, to na pewno do Ciebie napiszę. O mnie: 19-letni ciemny blond, 187 cm wzrostu, posiadam umiejętności taneczne i lubię tańczyć, nie palę, dobrze bawię się bez alko. Więc potańczymy do rana, jeśli będziesz miała ochotę" - brzmi jedno z ogłoszeń, zamieszczonych na grupie "Szukam partnera - wesela, studniówki, imprezy" na Facebooku.
Jest ich jednak znacznie więcej. Bo choć studniówka ma być dla maturzystów przede wszystkim dobrą zabawą, dla niektórych to źródło stresu. Powodem jest brak osoby towarzyszącej.
- Najgorsze było to pytanie: "A ty z kim idziesz?" - opowiada Asia Roszkowska, maturzystka z Warszawy. - Niby drobiazg, ale słyszałam je codziennie - dodaje.
Aneta Kręglicka wspomina osiemnastkę i studniówkę
Płacą za towarzystwo na studniówce
Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę frazę "studniówka osoba towarzysząca", by trafić na dziesiątki postów. Jedne są krótkie i konkretne: "18 lat, 175 cm, potrafię tańczyć poloneza. Szukam osoby towarzyszącej na studniówkę w lutym. Może być koleżeńsko".
Inne, zamieszczane przez "zawodowe" osoby towarzyszące, od razu zawierają niemal wszystkie informacje - nawet kwotę: 3 tys. zł wynagrodzenia za jeden wspólny wieczór.
"Hej! Zajmuję się odpłatnym towarzyszeniem na terenie całej Polski na weselach i każdego rodzaju uroczystości, mam w tym duże doświadczenie. Potrafię odnaleźć się w każdej sytuacji oraz godnie reprezentować. Każdy komu miałam okazję towarzyszyć, był bardzo zadowolony, a na rodzinie i znajomych zawsze wywieram świetne wrażenie co mówią mi wprost. Mam dar nawiązywania dosłownie z każdym świetnej relacji. Jestem pozytywną, inteligentną i otwartą na nowe znajomości dziewczyną, z którą możesz porozmawiać na dowolny temat przy stole, jak i przetańczyć całą noc. Miłą aparycją oraz nieznikającym z twarzy uśmiechem z pewnością wzbudzę pozytywne odczucia wśród gości. Na co dzień zajmuję się sportem, muzyką, aktorstwem i modelingiem. Mieszkam w Łodzi, ale bez problemu dojadę w każdy zakątek Polski. *Nie świadczę usług seksualnych" - czytamy w ogłoszeniu "Partnerki na imprezy" z Warszawy.
Z jednej z takich ofert, zamieszczonej przez młodego mężczyznę, skorzystała Asia. Obecnie 22-letnia, wówczas chodziła do jednego z warszawskich liceów. Kiedy większość jej znajomych była już wtedy "ustawiona" na studniówkę, ona została sama.
- Po prostu nie chciałam siedzieć przy stole i udawać, że mi to nie przeszkadza - przyznaje. - Rodzice mówili: "Idź sama", ale w szkole to wygląda inaczej - dodaje.
To wtedy zdecydowała się odpowiedzieć na ogłoszenie na Facebooku. Napisał je chłopak z Krakowa, student pierwszego roku. - Spotkaliśmy się wcześniej na kawie. Normalny, spokojny. Ustaliliśmy stawkę: 1000 zł za wieczór, plus, że idziemy "jako para", ale bez żadnych oczekiwań - wspomina Asia.
Choć studniówka minęła spokojnie, a ona i jej partner bawili się naprawdę dobrze - bo mężczyzna okazał się być duszą towarzystwa, nie obyło się bez niezręcznych sytuacji.
- Kolega z klasy zapytał mojego partnera, ile mu zapłaciłam, bo nie wierzył, że moglibyśmy być razem. Było mi strasznie głupio. Był jednak bardzo w porządku, bo nie "wydał", że jest dla mnie kimś obcym i nie wciągnął się w dyskusję - podsumowuje.
"Zaproponował, żebym została na noc w hotelu"
Justyna ma 24 lata i studiuje w Warszawie. Jak mówi w rozmowie z Wirtualną Polską, towarzystwo na imprezach jest dla niej "fajną formą dorobienia". Najpierw dorabiała sobie jako partnerka na weselach. Od trzech lat chodzi również na studniówki.
- Wystarczył jeden post, że chętnie potowarzyszę. Odzew był ogromny - ujawnia. Za każdą taką imprezę dostawała od 1500 do 2500 zł - w zależności od tego, jak daleko musiała dojechać, a także "nagrody" w postaci biżuterii czy vouchera. Pytana o to, czy kiedykolwiek spotkała się z negocjowaniem stawki, odpowiada wprost, że nigdy. - Młodzi mają na to budżet. Płacą bez problemu, jeszcze przed imprezą - oznajmia.
Choć ma z tym głównie miłe wspomnienia, czasami zdarzały się sytuacje, kiedy musiała powiedzieć "stop".
- Zawsze jasno stawiałam granice. To miało być tylko towarzystwo: rozmowa, taniec, wspólne zdjęcia. Nic więcej. Ale była taka sytuacja, gdy jeden chłopak zaproponował, żebym "została na noc w hotelu, skoro i tak jestem opłacona". Oferował dodatkowe pieniądze - i to kilka tys. zł. Na moje "nie" na początku praktycznie nie reagował. Kiedy widział już, że "nie" oznacza naprawdę "nie", odpuścił - opowiada Justyna.
"Próbował mnie namówić na wspólną noc"
27-letnia Magdalena pracuje w branży eventowej. Na studniówki trafiała z polecenia. - Ktoś komuś powiedział, że "znam się na takich imprezach" - mówi. - Dostawałam różne propozycje - nie tylko pieniądze za towarzystwo, ale i na sukienkę, buty, fryzjera - ujawnia.
Choć rok temu zakończyła swoją przygodę ze studniówkami, ponieważ twierdzi, że "to już nie dla niej i na jej wiek", nie ukrywa, że zazwyczaj dobrze się na nich bawiła.
- Trzeba tylko uważać, co się mówi, jak i z kim się tańczy, z kim się rozmawia. Na każdej studniówce składano mi niestosowne propozycje, nawet od ojców maturzystów, kiedy niedaleko stały ich żony i oglądały swoje dzieci, tańczące poloneza. Rok temu jeden z ojców zapytał mnie, czy jestem zajęta i z kim przyszłam. Gdy dałam mu do zrozumienia, że nie nikogo nie mam, że jestem tylko towarzyszką, próbował mnie namówić na wspólną noc. Okropne - wspomina.
"W relacji 'płacę - wymagam' bardzo łatwo o nadużycia"
- Studniówka przestała być jedynie zabawą, a stała się rodzajem testu społecznego. Młodzi ludzie sprawdzają na niej nie tylko swoje umiejętności taneczne, ale też to, jak są postrzegani przez rówieśników, czy "nadążają" - tłumaczy psycholożka Dorota Minta.
W rozmowie z Wirtualną Polską zwraca uwagę, że presja związana ze studniówką narasta od kilku lat, głównie za sprawą mediów społecznościowych. - Instagram i TikTok pełne są nagrań z idealnych studniówek: piękne pary, wystawne sale, dopracowane stylizacje. Młody człowiek, który to ogląda, zaczyna myśleć, że brak osoby towarzyszącej może oznaczać bycie gorszym - mówi.
Jej zdaniem, to właśnie lęk przed oceną popycha maturzystów do szukania partnerów lub partnerek w internecie. - Nie chodzi o miłość czy relację. Chodzi o uniknięcie wstydu i poczucia bycia "tym bez pary". To bardzo silny mechanizm, szczególnie w wieku 18-19 lat, gdy tożsamość wciąż się kształtuje - stwierdza.
Według niej, samo skorzystanie z ogłoszenia nie jest niczym złym. - Jeśli obie strony jasno określą swoje granice, a relacja ma charakter czysto towarzyski, nie ma w tym nic niepokojącego. To forma umowy społecznej. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pojawia się nierówność sił. W relacji "płacę - wymagam" bardzo łatwo o nadużycia. Młodzi chłopcy, często niedojrzali emocjonalnie, mogą błędnie interpretować fakt zapłaty jako przyzwolenie na przekraczanie granic. Stąd niestosowne propozycje, sugestie seksualne czy próby manipulacji - podsumowuje Dorota Minta.
Aleksandra Lewandowska, dziennikarka Wirtualnej Polski