Zwabiał do siebie i mordował. "Wokół niego powstał cały biznes"
– Kobiety nie polują, zabijają w środowiskach intymnych, rodzinnych. Mordercy mężczyźni polują; Dahmer na te polowania zakładał żółte soczewki, żeby poczuć się jak Imperator z Gwiezdnych Wojen czy Demon z Egzorcysty II. To pomagało mu w działaniu. Maska odgradzała go od człowieczeństwa – mówi Wirtualnej Polsce Renata Kuryłowicz, autorka książki o kanibalu z Milwaukee.
Kanibal z Milwaukee, potwór z Milwaukee, seryjny morderca i przestępca seksualny - wszystkie te określenia odnoszą się do jednego człowieka, Jeffrey'a Dahmera. Mężczyzna był i jest nadal jednym z najbardziej rozpoznawalnych seryjnych morderców na świecie. W latach 1978-1991 Dahmer zamordował i poćwiartował 17 mężczyzn i chłopców. Dopuszczał się też przestępstw seksualnych na martwych ciałach ofiar.
W trakcie przesłuchań przyznał się też do kanibalizmu. 17 lutego 1992 roku Dahmer został skazany na 15 kar dożywotniego więzienia. Nie spędził w więzieniu zbyt wiele czasu - został zamordowany przez innego przestępcę.
Twierdzi, że zabił 500 kobiet. Historia seryjnego mordercy
Zuzanna Sierzputowska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Dlaczego bohaterem pani książki jest akurat Dahmer, seryjny morderca, zbierający czaszki ofiar kanibal?
Renata Kuryłowicz, autorka książki "Jeffrey Dahmer bez cenzury. Narodziny mordercy i kanibala": Dlatego, że był niezwykły, jednak nie w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Nawet w swojej małej "grupie zawodowej", jaką są seryjni mordercy, był nietypowy. Jest wiele przekłamań na temat jego osoby. Pod wpływem ostatniego serialu o jego zbrodniach zrobiono z niego postać wręcz romantyczną, a romantyzmu w nim kompletnie nie było.
Myślę, że przy pisaniu książki przede wszystkim kierowało mną to, aby sprowadzić go na ziemię w oczach ludzi. Nie wiem, czy mi się to uda, bo prawdopodobnie dalej będzie romantyzowany. Przystojni seryjni mordercy mogą robić najohydniejsze rzeczy, ale ich uroda zawsze będzie szła przed nimi.
Przedstawiając historię Dahmera zaznacza pani, że chce go pokazać jako człowieka, a nie bestię, jak mówią o nim w zasadzie wszyscy.
Nadając takiej postaci znaczenie niemalże mitologiczne, mówimy: "On nie jest nasz, nie jest z naszej społeczności, populacji, nie mamy z nim nic wspólnego, myśmy go nie stworzyli". Niestety, bardzo często to społeczeństwo tworzy przysłowiowe potwory i pomaga im funkcjonować. Oczywiście, nieświadomie, przymykając oko na różne sprawy.
Dahmer za swoje pierwsze przestępstwa (m.in. onanizowanie się w miejscu publicznym, molestowanie seksualne 13-latka) był karany nieadekwatnie do ich ciężaru. Może gdyby było inaczej, a sąd nie poszedłby na skróty i nie uwierzył w jego charyzmę, którą niezaprzeczalnie posiadał, jego losy potoczyłyby się inaczej? Nie wiadomo, nie ma co gdybać. Natomiast my współtworzymy tych ludzi, czy tego chcemy, czy nie.
A propos charyzmy - popularność Dahmera jest niezaprzeczalna, tylko dlaczego?
Po pierwsze - jego atrakcyjność fizyczna. Po drugie - Jeffrey nie wyglądał na osobę homoseksualną. Z nikim nie rozmawiał o swojej orientacji seksualnej. Nawet kiedy siedział w więzieniu, dostawał listy od kobiet, które zaprzeczały jego orientacji: "Ty nie wiesz, czego chcesz, na pewno mnie pokochasz". Mnóstwo osób różnej płci było nim zainteresowanych pod względem erotycznym.
Do popularności Dahmera przyczyniło się też to, co mówią o nim media, wokół jego osoby powstał cały biznes. Rzeczy osobiste Jeffrey’a były swego czasu sprzedawane za bardzo wysokie kwoty. Sama widziałam odbitki zdjęć, które Dahmer robił swoim ofiarom, na aukcjach. I to nie w darknecie. Kto to w ogóle dopuścił do sprzedaży?
Ludzie bardzo często twierdzą, że Dahmer w dzieciństwie był ofiarą swojego ojca…
… o którym mówią, że był pedofilem, a Jeffrey został seryjnym mordercą, odreagowując w ten sposób traumę. To nieprawda. Cała rodzina odrzucała te zarzuty, włącznie z Jeffem.
Co można powiedzieć o dzieciństwie Dahmera? W jego domu nie było przemocy, czego zwykle oczekujemy w takich historiach, nie było też miłości. To też jest fenomen - on pochodził ze środowiska, z którego nie wyrastają przestępcy, a przynajmniej tak nam się wydaje. Przykładny dom, ojciec-naukowiec, zajmująca się dziećmi matka… Zło nie ma statusów społecznych czy ekonomicznych. Mordercą może zostać każdy.
Czy w trakcie researchu do książki pojawiło się coś na tyle szokującego o samym Dahmerze, że poczuła pani potrzebę zrobienia sobie przerwy od jego makabryczności?
Przeciążenie Dahmerem przyszło po skończeniu pisania. Siedziałam w tym wszystkim tak intensywnie, że weszłam w jego świat, wręcz w jego głowę. Niepotrzebnie, bo nawet profilerzy kryminalni tego nie robią. Wydaje mi się, że na jakimś etapie w pewnym sensie zaczęłam rozumieć to, co on robi, choć to nadal jest za mocne słowo. Dla Dahmera jego czyny były logiczne, dla nas są niezrozumiałe, jednak nie oszukujmy się, nie wejdziemy w jego umysł.
Mówiłyśmy już o ojcu Dahmera, a chciałabym jeszcze nawiązać do jego matki - kobiety z depresją poporodową, która w trakcie ciąży przyjmowała codziennie garść silnych leków.
Pamiętajmy, że matka Dahmera tak samo źle przechodziła obie ciąże - a mordercą został tylko Jeffrey. Z tego, co wiemy, jego młodszy brat nie popełniał żadnych przestępstw. Był przeciwieństwem Jeffa: ambitny, towarzyski. Skończył studia, założył rodzinę.
Wróćmy do matki - przyjmowanie takiej ilości tak silnych leków bez wątpienia działa na organizm kobiety w ciąży i płód. Po urodzeniu syna matka Dahmera była nieobecna, nie zaspokajała podstawowych potrzeb dzieci, żyła w swoim świecie. Dopiero później, kiedy Dahmer był już w więzieniu, próbowała nadrobić kontakt z synem. Po dziadku od strony matki Jeff na pewno odziedziczył gen alkoholizmu, był uzależniony już w wieku 14 lat. Obecnie wiemy, że choroba alkoholowa jest dziedziczna. Ważne są też korzenie całej rodziny Dahmera - "zimny chów", jakiego doświadczała w dzieciństwie jego matka, losy dziadków.
Ojciec Jeffa, który niedawno zmarł, sam się diagnozował - dostrzegał, że jest w spektrum autyzmu. Ogólnie postać ojca dla mnie jest niesamowita. Zrobił wiwisekcję własnej osoby i próbował zrozumieć syna. Walczył o jego człowieczeństwo. O to, aby nie robić z niego bestii.
Co można powiedzieć o samej psychice seryjnego mordercy?
Psychika mordercy jest taka sama jak nasza. My również mamy bardzo skomplikowane życie wewnętrzne i podejmujemy wybory, na które wpływ miało nasze wychowanie, rodzice albo ich brak, pochodzenie, tradycje rodzinne, otoczenie, środowisko. Jest milion czynników. Tak samo na to, że ktoś staje się przestępcą, mordercą lekarzem, księdzem - na te wybory składa się mnóstwo rzeczy. Jesteśmy zbyt skomplikowani, aby wyrokować, że młody człowiek, który moczy się do 12-14 roku życia, znęca się nad zwierzętami czy małymi dziećmi i fascynuje go podpalanie, stanie się mordercą.
Warto też dodać, że ta "mordercza triada" Macdonalda występuje tylko o u mężczyzn morderców, u kobiet - seryjnych morderczyń nie. Kobiety nie polują, zabijają w środowiskach intymnych, rodzinnych. Mordercy mężczyźni polują, Dahmer na te polowania zakładał żółte soczewki, żeby poczuć się jak imperator z Gwiezdnych Wojen, szatan z Egzorcysty. To pomagało mu w działaniu. Maska odgradzała go od człowieczeństwa.
Czy to dobrze, że dajemy mordercom tyle uwagi nawet po ich śmierci? Sami, w większości, bardzo pragnęli znaleźć się w świetle sławy…
Warto o nich mówić, chociaż w określony sposób, tak, żeby ich nie romantyzować. Jest taki odcinek w pierwszym sezonie serialu "Monster" - Dahmer poznaje głuchego chłopaka. Pojawia się sugestia, że tam było coś więcej, wzajemna fascynacja między mężczyznami. I właśnie po to jest moja książka, aby powiedzieć: "Stop, to jest kompletna bzdura". On rzeczywiście poznał głuchego Tony'ego. Chłopak po dwóch godzinach od spotkania już nie żył. Nie było romantycznej, wielodniowej historii, zastanawiania się nad morderstwem. Dahmer poznał Tony’ego w klubie, a potem go zamordował. Kropka.
Chciałabym, aby właśnie tak przedstawiać zbrodniarzy. Nie dodawać im nutki romantyzmu i nie podsuwać sugestii, że mogliby być kimś innym. Nie mogliby. Aktualnie ich stan jest nieuleczalny. Nie da się ich naprawić terapią czy lekami. Dahmer poznawał swoje ofiary, zaprowadzał je do domu, zabijał, a potem okaleczał lub pozbywał się ciała. To był zaplanowany proces, w którym widzimy, jak bezduszny był sprawca. Po morderstwie robił krzywdę ciału, tym samym jeszcze mocniej uderzając w rodzinę ofiary.
Pamiętajmy też, że prawda, również ta o zbrodniarzach, nas wyzwoli. Opowiadanie ich historii nie sprawia, że mamy ich więcej. Dane wskazują, że liczba seryjnych morderców na świecie spada.
Rozmawiała Zuzanna Sierzputowska, dziennikarka Wirtualnej Polski