"Już niczego nie udaje". Ekspertka o zmianach w zachowaniu Melanii
- Inna pierwsza dama raczej nie zatrudniłaby takiego reżysera, który ma na dodatek związki z Epsteinem. Mam wrażenie, że ma to na celu trochę drażnienie publiczności, grę zainteresowaniem, bo inaczej dokument mógłby przejść bez większego echa. A kontrowersje przyciągają uwagę. Melania Trump, żona skandalisty, wie o tym najlepiej - mówi Magdalena Górnicka-Partyka, komentując nowy dokument o pierwszej damie USA.
Zuzanna Sierzputowska, Wirtualna Polska: Już wkrótce międzynarodowa premiera dokumentu o Melanii Trump. Jakiego wizerunku pierwszej damy USA możemy się spodziewać?
Magdalena Górnicka-Partyka, analityczka polityki USA: Z tego filmu prawdopodobnie nie dowiemy się niczego nowego o Melanii ponad to, co sama chciała, żebyśmy o niej wiedzieli. To bardzo skryta pierwsza dama. Tam nie będzie żadnych szokujących ujęć, informacji, które pokażą ją w niekontrolowany sposób.
Melania napisała do Putina. "Coś nowego, czego nie widzieliśmy"
W takim razie co Melania zyska na tym dokumencie?
Jeśli ten film zostanie dobrze odebrany przez prawicę, może to być dla niej sposób na oddzielenie się od męża, znalezienie swojej niszy. Firma producencka może w przyszłości wziąć się za inne tematy, ważne dla obecnych wyborców Trumpa. Melania może zyskać niezależność. To może być też trop, czym Melania zajmie się po prezydenturze męża. Michelle Obama wydaje bestsellery, ma swój podcast. Może Melania, po odejściu z Białego Domu, skupi się na byciu producentką?
Wydaje mi się, że dokument ma na celu trochę "wybicie się" Melanii, która dotychczas była mocno wycofana. Teraz napisała książkę, wypuszcza film, stworzyła własną kryptowalutę. Buduje niezależność od Donalda. Film ma potwierdzić, że pierwsza dama ma własną agendę, swoje zdanie. To będzie mocno kontrolowana produkcja, choć jednocześnie kontrowersyjna z kilku powodów…
…zaczynając od reżysera Brett'a Ratnera, który był wcześniej oskarżany o molestowanie seksualne kobiet. Melanii to nie przeszkadza?
Ratner powraca do Hollywood po tym, jak był na świeczniku - to również powód dużego zainteresowania wokół dokumentu. Pamiętajmy, czyją żoną jest pierwsza dama USA. Zabójstwo Alexa Prettiego przez ICE to nie są rzeczy, które by ją odwiodły od promowania produkcji. Ona nie zwraca na to uwagi - gdyby było inaczej, nie byłaby żoną Trumpa.
Sam reżyser nie jest mocno eksponowany, w przeciwieństwie do Melanii jako producentki. Jej rola ma ją pokazywać jako "self-made woman", mózg stojący za całą operacją. Oczywiście inna pierwsza dama raczej nie zatrudniłaby takiego reżysera, który ma na dodatek związki z Epsteinem. Mam wrażenie, że ma to na celu trochę drażnienie publiczności, grę zainteresowaniem, bo inaczej dokument mógłby przejść bez większego echa. A kontrowersje przyciągają uwagę. Melania Trump, żona skandalisty, wie o tym najlepiej.
Prywatna premiera dokumentu została zorganizowana przez Melanię w Białym Domu. W momencie, kiedy w Stanach trwają protesty, a cały świat patrzy na Minnesotę.
A w Białym Domu mamy złoto, przepych i blichtr. Gdy porównamy to z tym, co się dzieje w Minnesocie, z protestami, z brutalnymi działaniami służb migracyjnych - to wszystko zwyczajnie się nie spina i pokazuje oderwanie Trumpów od problemów zwykłych Amerykanów. To bardzo mocno ze sobą kontrastuje - odgrodzenie elit, co jest paradoksalne, bo Donald Trump został wybrany jako ten, który rozliczy zgniłe elity, a on stworzył nowe i stał się ich częścią.
To niezbyt dobry moment na zorganizowanie takiej premiery filmowej, natomiast trzeba zaznaczyć, że ostatnio Melania Trump, która zwykle jest milcząca, wydała oświadczenie, wzywające do jedności i pokojowych protestów. Ten ruch faktycznie mógł być po to, aby podbić zainteresowanie filmem lub trochę znieść to odium oderwania po prywatnej premierze. Pamiętajmy, że Melania nie wydała podobnego oświadczenia po ataku na Kapitol 6 stycznia 2021. Pytano ją ponoć, czy ma wezwać do jedności, zaprzestania przemocy. Miała powiedzieć, że nie jest to konieczne - tak relacjonowali jej współpracownicy. Teraz to zrobiła.
Dlaczego? Chodzi tylko o dokument?
Ratując swoją reputację, czy chcąc się odciąć od tych ekstremalnych i źle ocenianych polityk Donalda Trumpa, zaznaczyła swoją odrębność. Zrobiła to, zanim jeszcze sam prezydent zaczął się dystansować. To pokazuje próbę Melanii ratowania swojego wizerunku, być może trochę wybicia się na niezależność. To nie pierwszy jej taki ruch w drugiej kadencji.
O jakich innych sytuacjach mówimy?
Na przykład wtedy, kiedy amerykański prezydent relacjonował spotkanie z Putinem. Zapewniał, że miał z nim świetną rozmowę. Melania powiedziała wówczas, że przecież Putin zrzucił bomby na dom starców. To ona mówiła, żeby nie wierzyć prezydentowi Rosji. Melania się odcinała, dystansowała, próbowała Donalda naprowadzić na inną ścieżkę myślenia, ale nie przeceniałabym jej roli jako doradczyni. Trump słucha przede wszystkim samego siebie.
Trzeba jednak zauważyć, że podczas drugiej kadencji prezydent USA kilkukrotnie mówił, że Melania coś mu sugerowała, z czymś się nie zgadzała, zwracała mu uwagę. Tak było w przypadku Gazy, kiedy Donald mówił, jak przeraziły go zdjęcia, które zobaczył - to był wpływ jego żony. Podobnych sytuacji, na ostrzu noża, było kilka. Choć oczywiście Trump nie zmienił zdania np. w kwestii Ukrainy, ale miał momenty wahania.
Czym obecna Melania Trump różni się od tej z pierwszej kadencji?
Melania w pierwszej kadencji właściwie nie wiedziała, czym zajmuje się pierwsza dama, jak sprawować tę rolę. Poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko przez Michelle Obamę. Melania nie była w stanie jej doścignąć.
Podczas pierwszej kadencji próbowała się wpisać w stereotyp pierwszej damy, co widać nawet po jej ówczesnej garderobie - nosiła pastele. Nie była pierwszą damą na cały etat, dość późno wprowadziła się do Białego Domu, skupiała się na synu. Próbowała łączyć rolę matki i pierwszej damy, często z niedobrym skutkiem. Choć oczywiście przez zwolenników Trumpa była oceniana jako symbol klasy.
Mam wrażenie, że w drugiej kadencji Melania już niczego nie udaje. Wiemy, że nie mieszka cały czas w Białym Domu - przyjeżdża tu na własnych warunkach. Zupełnie inaczej się ubiera, celując w ciemniejsze stroje. Próbuje kreować inny wizerunek, niezależny od Donalda. Bardzo długo była nieobecna w drugiej kampanii prezydenckiej swojego męża - zaczęła się pojawiać u jego boku pod sam koniec.
Jak donoszą media, ma dużo mniejszy krąg współpracowników - ich liczba zmniejszyła się z 11 do 5. To pokazuje, że dość świadomie wybiera to, czym się zajmuje. Nie stara się pełnić wszystkich obowiązków pierwszej damy, być wszędzie obecna. Nie wybiera się również sama na wizyty zagraniczne, tak jak inne pierwsze damy. Co najwyżej towarzyszy mężowi. Bardzo starannie selekcjonuje wizyty. Być może po to, aby uniknąć większego zaangażowania politycznego, ale ma też swoje kilka niezależnych inicjatyw politycznych.
Na przykład?
W drugiej kadencji mocno wspiera dzieci wychodzące z pieczy zastępczej. No i słynny list Melanii do Władimira Putina oraz działania mające na celu odzyskanie porwanych ukraińskich dzieci. To było najbardziej spektakularne i komentowane działanie Melanii na arenie międzynarodowej. Pierwsze damy USA mają na swoim koncie podobne działania - Nancy Reagan rozmawiała bezpośrednio z Gorbaczowem.
W mediach często pojawiał się zwrot "biedna Melania" w kontekście jej związku z Trumpem. Czy rzeczywiście małżeństwo Trumpów wciąż możemy określać jako czysto formalne?
Były bardzo duże spekulacje na ten temat, natomiast wydaje mi się, że określenie "biedna" jest bardzo daleko idące. Melania doskonale wie, co robi, nauczyła się świadomie występować w roli pierwszej damy. Nie jest osobą uwięzioną w związku, nie oczekuje współczucia. Myślę, że ma swoje powody pozostawania w tym małżeństwie. Gdyby chciała, rozwiodłaby się z Donaldem, kiedy był na dnie politycznym, po odejściu w niesławie po pierwszej kadencji. Coś Melanię zatrzymało i nie sądzę, aby to były pieniądze. Być może tam jest jakiś układ, którego nie widać.
Natomiast widać to, że Donald Trump faktycznie liczy się ze zdaniem żony. Nie przebywają ze sobą dużo, ale rozmawiają dość często. Melania dzieli się swoimi spostrzeżeniami z mężem. Trump potrzebuje kogoś, z kim może zderzyć swoje opinie - raczej się nie radzi, bo zwykle robi to, co chce, ale potrzebuje lustra. I to jest rola Melanii.
Amerykanie ostatnio mogą być mocno zdenerwowani - ponownie wybrali Trumpa, a teraz wydaje się, że wiele jego wyborców mocno tę decyzję kwestionuje.
Tak, Donald Trump potrzebuje żony, żeby trochę łagodzić nastroje, zwłaszcza, aby nie odeszli od niego konserwatyści - ludzie, którzy uwierzyli w jego wizję Ameryki. Melania stała się "bezpiecznikiem" w publicznym kreowaniu jego wizerunku. Zwłaszcza w momencie, gdy nad Trumpem wciąż wisi widmo Epsteina, co mocno mu szkodzi obyczajowo.
Swego czasu po sieci krążyły nagrania z wystąpień publicznych pary prezydenckiej i memy, które pokazywały szybko zmieniające gesty i mimikę Melanii przy mężu…
Melania jest bardzo prywatną osobą i nie przepada za mediami. Żona Trumpa jest też w pewnego rodzaju potrzasku - z jednej strony ma męża prezydenta, który wywołuje dużo kontrowersji, sprawia, że Ameryka płonie, kiedy mowa m.in. o akcji deportacyjnej.
Z drugiej strony mamy Melanię, która nie ma realnej władzy, ale też potrzeby, aby się mocno uzewnętrzniać. Jeżeli popatrzymy na jej działania, kiedy mowa o polityce wewnętrznej, ona popiera Trumpa bardziej, niż nam się wydaje. Choć stara się oddzielić od męża w najbardziej kontrowersyjnych kwestiach, aby zaznaczyć swoją niezależność. Zabranie głosu w sprawie Minnesoty to wyjątek od reguły.
A co z działaniami w sprawie migrantów? Ostre wypowiedzi i działania Trumpa mogą zostać odebrane jako hipokryzja - Melania sama pochodzi z rodziny, która wyemigrowała do USA z Jugosławii.
Hipokryzja amerykańskiej prawicy nie jest niczym zaskakującym. Okiem Trumpa Melania może być dowodem sukcesu tej legalnej migracji - kobieta, która emigrowała i została pierwszą damą USA. Oczywiście taki tok rozumowania to patrzenie jednostkowe, nie systemowe. Nie dziwi mnie to jednak w przypadku Trumpa. Poprzednia żona Donalda, Iwana, również była migrantką. To tylko pokazuje, że jego życie prywatne i poglądy polityczne nie do końca ze sobą współgrają.
W mediach wciąż ważnym tematem jest kwestia Grenlandii. Melania jest powściągliwa, coraz rzadziej pojawia się u boku męża. Od tej sprawy woli się odsunąć?
To zdecydowanie jedna z tych spraw, w których Melania woli się nie wypowiadać - to by w niczym jej nie pomogło, nie ma tu nic do ugrania. Pierwsza dama wypowiada się wtedy, kiedy pojawiają się kwestie typowo humanitarne. Roszczenia Trumpa o Grenlandię są też bardzo niepopularną polityką wśród republikanów.
Przeprowadzone badania pokazały, że 75 proc. Amerykanów nie chce, aby USA przejmowały Grenlandię. Trump jest krytykowany za te działania przez własny obóz polityczny. Dlatego nie widzę powodu, aby Melania miała się wypowiadać w tej kwestii. Zwłaszcza że Melania nie jest "megafonem" polityki swojego męża, jaką była na przykład Jill Biden. Jeżeli Stany nie przejmą Grenlandii, nie ma żadnego powodu, aby zbierać głos. A na to się raczej nie zanosi. Trump jest po rozmowach i wydaje się, że żadna próba siłowa przejęcia wyspy nie nastąpi.
Rozmawiała Zuzanna Sierzputowska, dziennikarka Wirtualnej Polski