Niepokojący trend randkowy. Najwięcej osób uprawia sledging zimą
Zwlekają z zerwaniem, by nie spędzać świąt samotnie. Dlaczego decydują się na sledging? - Z jednej strony to lęk przed samotnością, przed oceną, a czasami kwestia komfortu i stwierdzenia, że zachowując się w ten sposób, nie robimy przecież nic złego, a będziemy mieć święty spokój - tłumaczy psycholożka Barbara Piwek-Jewtuch.
Dominika Mika, dziennikarka Wirtualnej Polski: Słowo "sledging" nawiązuje do sanek - skąd wzięła się nazwa tego zjawiska? I dlaczego nasila się ono szczególnie w okolicach świąt?
Barbara Piwek-Jewtuch, psycholożka, autorka książki "Sploty rodzinne": Sledging, czyli, jak pani wspomniała, tłumacząc z języka angielskiego - "jazda na sankach", to odniesienie do zaobserwowanego względnie niedawno zjawiska, które nasila się znacznie w okresie świątecznym czy zimowym. Dotyczy jednak nie tylko pokolenia Z. Polega na tym, że zamiast rozstać się z osobą, z którą nie czujemy się do końca komfortowo, tylko myślimy o rozstaniu, przeciągając decyzję o zakończeniu związku na czas bardziej dogodny.
Działamy tak, chcąc przetrwać świąteczny okres, który łączy się z różnego rodzaju wymaganiami i oczekiwaniami społecznymi. Wystarczy spojrzeć na różne filmy świąteczne, chociażby na Netfliksie, które mają bardzo dużą warstwę romantyczną, sugerujące, że święta powinno się spędzać we dwoje, a nie święta powinno się spędzać we dwoje, a nie samotnie. Sledging wygląda więc tak, jakby ktoś miał nas przewieźć na wspomnianych sankach przez ten świąteczny czas, a potem już z tych sanek sobie możemy zsiąść albo możemy powiedzieć drugiej osobie, żeby ona z nich zsiadła, a my jedziemy dalej.
Warszawski jarmark bożonarodzeniowy. Ceny nie odstraszają turystów
Jakie najczęściej mogą być motywy osób, które stosują sledging? Czy takie osoby kierują się wyrachowaniem czy strachem?
Myślę, że te motywy się łączą. Mogą występować też w pewnym stopniu zamiennie, jednak ich podstawą jest skupienie się na sobie, swoich przeżyciach, swoim odczuwaniu i nie do końca uwzględnianiu w tych emocjach drugiej strony. Różne są powody takiego zachowania. W przypadku, w którym stwierdzamy, że tak bardzo nie chcemy kogoś ranić w czasie świąt, że z rozstaniem poczekamy na czas poświąteczny, nie do końca mówimy o sledgingu. Jest to trochę inny typ zjawiska.
Jeśli chodzi o same "sanki", to z jednej strony możemy bać się konfrontacji, z drugiej reakcji naszego otoczenia, pytań ze strony rodziny czy tego, że na przykład w jakiś sposób będziemy odstawać w tym świątecznym czasie. Myślimy, że skoro przy stole spotyka się cała rodzina, to fajnie byłoby z kimś do niego usiąść. Tutaj ciekawy wątek pojawia się z osobami, które będą poszukiwały relacji stricte na okres świąteczny. Zaczną się z kimś spotykać, zaproszą kogoś do siebie na święta, ale tuż po nich stwierdzą, że "to jednak nie do końca jest to", "nie do końca mnie to interesuje".
Z jednej strony to lęk przed samotnością, przed oceną, a czasami kwestia komfortu i stwierdzenia, że zachowując się w ten sposób, nie robimy przecież nic złego, a będziemy mieć święty spokój. To jest bardzo mocne skupienie się na sobie i swoich potrzebach, bez uwzględnienia drugiej strony.
Czy sledging może chwilowo chronić psychikę, czy raczej częściej pogłębia problemy emocjonalne?
Tak jak wiele innych pułapek psychologicznych czy relacyjnych, sledging na krótką metę może dać poczucie ulgi i komfortu, bo nie musimy się mierzyć z tym, co jest trudne. Z drugiej strony zaczyna nas "uczyć" bardziej przedmiotowego podejścia do relacji, nie daje nam rozwinąć w sobie zdolności konfrontacji, zdolności do nazywania uczuć, brania odpowiedzialności za siebie i za relację, w jakiej jesteśmy. Tak więc długofalowo ze sledgingu nic dobrego nie wychodzi. Pojawią się tylko i wyłącznie narastające problemy. Najlepiej zupełnie go unikać i zdusić w samym zarodku.
A jak rozpoznać, że ktoś stosuje wobec na sledging? Czy są jakieś sygnały alarmowe, na które powinniśmy zwrócić uwagę?
Jednym z głównych sygnałów jest zawężanie perspektywy relacji, czyli skupianie się właśnie na tym, że zaraz będą święta - pojedziemy tu, pojedziemy tam. Natomiast gdy zaczynamy pytać o plany na wakacje, czy np. wspominać o wspólnym zamieszkaniu, to tematy się nagle ucinają. Możemy zauważyć, że osoba stosująca sledging interesuje się bardzo wąską, wspólną formą aktywności, a ciężej jest zacząć rozmawiać z nią o przyszłości.
Dodatkowo możemy odbierać sygnały mniejszego zaangażowania emocjonalnego i zauważyć, że stosunek do partnera zmienia się w otoczeniu bliskich osób. Przykładem jest sytuacja, kiedy ubieramy choinkę w domu rodzinnym jednej z osób, a potem jedziemy tam na święta i wszystko wydaje się być w porządku, a gdy jesteśmy tylko we dwójkę w domu, nagle jakoś tak "zimno się robi". To jest niespójność, która powinna zwrócić naszą uwagę.
Możemy jakoś usprawiedliwić takie zachowanie? Bo czy ostatecznie koniecznie relacji w okresie świąt nie jest bardziej bolesne?
To bardzo złożone pytanie, tak naprawdę jest ono związane z tym, w jaki sposób będziemy definiować święta, jak ważne są dla nas. Z jednej strony możemy powiedzieć: "fajnie, że ktoś nie musiał spędzać tych świąt samotnie". Jednak powinniśmy zadać sobie pytanie, czy ta druga osoba chciałaby - w sytuacji, gdy nic już do niej nie czujemy - dalej być utrzymywana w pewnej iluzji relacji. Myślę, że ciężko powiedzieć, co dla danego człowieka będzie bardziej bolesne. Jestem zawsze za tym, żebyśmy dawali innym prawo do decydowania o sobie, prawo wyboru, a wyboru możemy dokonać tylko wtedy, kiedy znamy prawdę.
A co powiedziałaby pani osobie, która boi się odejść przed świętami, choć czuje, że to konieczne? Jak w ogóle zacząć taką rozmowę?
Ważne, by pamiętać o tym, że nie jesteśmy w stanie znaleźć idealnego momentu na rozstanie. Natomiast relację buduje się na zaufaniu, wzajemnym szacunku i kluczowe jest to, na ile znamy partnera i jesteśmy w stanie zacząć rozmowę w sposób, który opiera się na typowym dla danego związku stylu komunikacji, na byciu autentycznym. Możemy przewidywać, że ktoś będzie zły, że ktoś rzuci argumentem: "no jak można to zrobić w święta?!".
Z drugiej strony, jeśli najważniejsze jest dla nas to, byśmy podchodzili do siebie z szacunkiem i dawali sobie znać, gdy coś jest nie w porządku, to każdy moment wydaje się wystarczająco dobry, by podjąć taką decyzję. Zachęcałabym więc do zadbania o to, żeby mieć przestrzeń na rozmowę, by nie robić tego gdzieś w samochodzie, w biegu czy przez wiadomość sms. Warto odbyć taką konwersację w spokoju, w jak najbardziej komfortowym otoczeniu.
Czyli szczególnie przed świętami powinniśmy stawiać na szczerość i otwartą komunikację?
Dokładnie tak!
Zapraszamy na grupę na Facebooku - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.