Po co nam Święty Mikołaj?

Magdalena Andrzejczyk / 14.12.2011
wp.pl>
 AAA
Po co nam Święty Mikołaj?
"Mamo, czy to prawda, że to rodzice kupują prezenty, a nie Mikołaj?" Pytanie zadano niewinnym tonem, córka rzuciła je ot tak w eter podczas zakupów nie mając bladego pojęcia, że właśnie wbija matce kołek w serce. "A kto ci to powiedział?"
"Maks w szkole".
Maks automatycznie wskoczył na moją czarną listę. Tyle lat misternych knowań, spiskowania, udawania i ściemniania własnych potomków, żeby tylko uwiarygodnić istnienie pewnego brodatego gościa i jakiś Maks próbuje zniweczyć wszystkie moje wysiłki jednym zdaniem?
"Porozmawiamy o tym w domu, teraz wybierz sobie jogurty" - zakończyłam szybko temat. Zgodnie z moimi przewidywaniami sprawa się rozmyła; zanim doszłyśmy do domu kwestia Mikołaja wsiąkła w czarną dziurę spraw wypartych z umysłu przez pracę domową, walkę o dostęp do komputera, walkę o niejedzenie obiadu, kłótnie z bratem i tym podobne elementy codzienności. Jednak mi sprawa świętego brodatego zaległa na wątrobie. Zaczęłam się zastanawiać: czy w erze szeroko dostępnych dziecięcych dóbr wszelakich istnienie Świętego Mikołaja ma jeszcze sens?

Kiedyś sprawy wyglądały inaczej. Sklepy świeciły pustkami, więc każdy prezent, nie tylko gwiazdkowy, który nie pochodził z pobliskiego kiosku Ruchu, stanowił cud, dziw nad dziwy i szybko zamieniał się w lokalną atrakcję. Moja śpiewająca po hiszpańsku lalka odbyła 30 lat temu tournée po całym osiedlu i odniosła tak duży sukces, że do dziś żałuję iż bliski kontakt III stopnia koleżanek z zabawką nie był biletowany. Zostałabym krezusem jeszcze w podstawówce.

Wyprawy do Baltony lub Peweksu były świętem, mały człowiek stał przy ladzie i po prostu gapił się i ślinił: Barbie, Matchbox, Lego, Duplo, Milka - zawrót głowy! I jeszcze te walkmany, zegarki elektroniczne z melodyjkami, magnetowidy, które całą rodzinę ustawiały na szczycie hierarchii osiedlowej...

Samo patrzenie było atrakcją i wyliczanie w myślach, cóż to ja bym sobie kupiła! O zakupach mowy nie było, rodzice stali w kolejce po szynkę „Krakus” i kawę i na takie wyliczanki czasu nie mieli. Ale za to kiedy pod choinką znalazło się takiego żelaźniaka albo jakąś zagraniczną lalę, to człowiek skakał ze szczęścia!

1 2 z 2 następna
oceń
0
0
Podziel się



Galerie

  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
~pawel [2011-12-15 05:28]

a po co nam choinka?

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Zobacz w innych serwisach

miejsce #12