Nasze hity
Co ciekawe, jak zauważa celnie Waldman, bycie Dobrym Ojcem jest o wiele prostsze niż bycie Dobrą Matką. On wystarczy, że po prostu jest. Przy porodzie, podczas kąpieli, czasem na spacerze. Sam fakt, że nie odchodzi, nie znika i nawet czasem zmieni pieluchę i przejdzie się z wózkiem po parku, nobilituje go jako rodzica. Matka musi się nieźle narobić, żeby ktoś zauważył jej starania.
Analogiczna sytuacja ma miejsce - moim zdaniem - w przypadku Złych Rodziców. Zły Tata musi porzucić rodzinę, maltretować ją przez lata, przepijać pieniądze i w ogóle dokonywać czynów strasznych i haniebnych, żeby przypięto mu odpowiednią łatkę. A Zła Matka… wystarczy, że nie karmi piersią. Wynajmuje opiekunkę. Albo - wyrodna małpa - oddaje dziecko do żłobka i idzie do pracy.
Z reguły decyzja o żłobku jest wspólna, ale odpowiedzialność za takie posunięcie spada na barki mamy. Bo pewnie „nie chciało jej się siedzieć w domu, to oddała dzieciaka do obcych”. No przecież muszą być jakieś priorytety, jak się chciało dziecka, to teraz trzeba się nim zająć, a nie robić karierę. I co, serce pani nie pękało, jak zostawiała malucha w takim żłobku? Albo z nianią?
Ano pękało. I może nawet łzę uroniłam. Ale potem zasuwałam na pociąg/autobus/tramwaj, żeby zdążyć do pracy, bo ta kariera, o którą się nas z taką łatwością oskarża, to czasami konieczność wymuszona rachunkiem ekonomicznym. Z jednej pensji rodzinę utrzymać niełatwo. Poza tym nie po to kończyłyśmy kiedyś studia i zbierałyśmy doświadczenie zawodowe, żeby teraz zostać pełnoetatowymi mamami.



















