Coraz więcej imprez rozwodowych. Tak wygląda "świętowanie"
Kobiety po rozstaniu coraz częściej decydują się na imprezy rozwodowe. -Mężczyźni piszą, że to tragedia i że nie ma czego świętować. Kobiety z kolei często komentują: "Dobrze, uwolniła się" - mówi wokalistka Edyta Jończyk, której występ na takim wydarzeniu był transmitowany w sieci i stał się wiralem.
Jeszcze kilkanaście lat temu rozwód był tematem, o którym mówiło się raczej szeptem. Dziś coraz częściej staje się momentem symbolicznego zamknięcia pewnego etapu życia. Zamiast łez i samotnego wieczoru wiele kobiet wybiera coś zupełnie innego – imprezę rozwodową w gronie przyjaciółek. Są balony, tort, czasem konfetti, a przede wszystkim poczucie, że zaczyna się nowy rozdział.
"Najlepszy dzień w moim życiu". Kulisy imprezy rozwodowej
Eliza postanowiła pożegnać swoje małżeństwo w sposób, który na długo zapadnie jej w pamięci. - To był najlepszy dzień w moim życiu - mówi, wciąż wspominając imprezę rozwodową, którą sama zorganizowała.
W centrum wydarzenia znalazła się piniata z wizerunkiem byłego męża, która szybko stała się symbolem jej odzyskanej wolności. - Za każdym uderzeniem czułam, że pozbywam się ciężaru tych wszystkich smutnych lat - mówi.
To już koniec. Malwina Wędzikowska potwierdza rozstanie i mówi o życiu singielki
Impreza była pełna śmiechu, muzyki i wzajemnego wsparcia. - To był moment, w którym poczułam, że naprawdę mogę ruszyć dalej, że mogę zostawić za sobą przeszłość - dodaje.
Przyjaciółki przygotowały balony, girlandy, playlistę pełną ulubionych piosenek i… bingo, w którym pojawiły się zdjęcia najprzystojniejszych aktorów. Aby impreza była jeszcze bardziej pikantna, zaproszono striptizera. - Na jednym mężczyźnie świat się nie kończy - przyznaje organizatorka. - Bawiłam się do białego rana, aby wynagrodzić sobie te wszystkie dni - wspomina. - Na szczęście mogłam liczyć na wsparcie moich najbliższych, którzy wiedzą, ile mnie to kosztowało. Ostatnie lata były koszmarem - wyznaje.
Koncert na imprezie rozwodowej
Edyta Jończyk na co dzień występuje na scenach w całej Polsce. Niedawno jednak dostała zaproszenie, które bardzo ją zaskoczyło.
- Tym razem zadzwoniła do mnie kobieta i poprosiła, żebym zagrała koncert na jej imprezie rozwodowej - opowiada w rozmowie z Wirtualną Polską. - Powiedziała, że dwie piosenki z mojego repertuaru idealnie oddają to, co czuje. Chciała zakończyć ten związek z przytupem - dodaje.
Po występie nagranie z imprezy trafiło do internetu i szybko zaczęło krążyć w mediach społecznościowych. - Nie wiedziałam, że aż tyle osób za tym pójdzie. Filmik stał się viralem, a moja piosenka "Nauczyłam się żyć bez ciebie" zaczęła być nazywana hymnem rozwodowym. W tej chwili dostaję naprawdę dużo zapytań o to, czy zaśpiewałabym na kolejnych imprezach rozwodowych - przyznaje.
- W refrenie śpiewam: "Nauczyłam się żyć bez ciebie, kochać, marzyć i śnić bez ciebie. I udawać, że nie istniałeś. Przecież tego, kochany, chciałeś". Wiele osób mówi mi, że te słowa bardzo trafiają do ludzi po trudnych relacjach - tłumaczy wokalistka.
Tak wyglądała impreza rozwodowa. Nietypowy warunek
Jak wygląda takie wydarzenie w praktyce? - Ta impreza wyglądała trochę jak duże rodzinne spotkanie, coś w rodzaju imienin czy jubileuszu. Organizatorka zaprosiła najbliższą rodzinę, przyjaciół i osoby, które wspierały ją w trudnym czasie - opowiada Jończyk.
Jak wspomina, wśród gości panowała atmosfera wsparcia i solidarności. - W pewnym momencie syn wręczył jej bukiet kwiatów. To był bardzo wzruszający moment. Widać było, że ta kobieta przeszła trudną drogę i że dla niej to symboliczny początek nowego życia - mówi.
Świeżo upieczona rozwódka miała jednak jeden warunek - koncert musi być transmitowany na żywo w mediach społecznościowych. - Powiedziała mi, że mój występ musi iść na live w internecie. Chciała, żeby jej były partner to zobaczył - zdradza wokalistka.
Dla bohaterki wieczoru był to ważny sygnał. - To było takie symboliczne pokazanie: "Zobacz, świetnie sobie radzę i idę dalej". Chciała pokazać, że dobrze się bawi i zaczyna nowe życie.
Viral i tysiące komentarzy. "Najwięcej krytyki było od mężczyzn"
Nagranie z wydarzenia szybko zdobyło ogromną popularność w sieci. - Filmik miał ponad milion wyświetleń i mnóstwo komentarzy. Wiele osób pisało bardzo pozytywne rzeczy, ale muszę przyznać ze zdziwieniem, że sporo negatywnych komentarzy zostawiali mężczyźni - mówi Jończyk.
Niektóre opinie ją zaskoczyły. - Pisali, że to tragedia i że nie ma czego świętować. Kobiety z kolei często komentowały: "Dobrze, uwolniła się". Pomyślałam pół żartem, że może dla niektórych panów to faktycznie tragedia - bo nagle kończy się relacja, w której ktoś o nich dbał - zauważa.
Jednocześnie podkreśla, że wśród komentarzy pojawiło się też wiele słów wsparcia. - Wiele kobiet pisało, że właśnie tak powinno się zaczynać nowe życie - z przytupem, a nie w smutku - dodaje.
Imprezy rozwodowe coraz częściej pojawiają się w kalendarzach
Balony, muzyka, kieliszek wina i przyjaciółki przy jednym stole - tak wygląda coraz częściej symboliczny finał nieudanego związku. W niektórych miejscach takie wydarzenia zaczynają pojawiać się regularnie. - Mniej więcej raz na tydzień, chociaż zapytań mamy sporo więcej - opowiada Marcin Wołoszczak z Winnicy Mazovia.
Pomysł organizowania takich spotkań pojawił się stosunkowo niedawno. Inspiracja była prosta. - Pamiętam, że kiedy pierwszy raz usłyszałem o czymś takim, sam byłem zaskoczony. Pomyślałem jednak: skoro są wieczory panieńskie i różne inne uroczystości, które można zorganizować w winnicy, to dlaczego nie spróbować także z takimi wydarzeniami - mówi.
Tort ze zdjęciem byłego partnera
Choć imprezy rozwodowe bywają kameralne, nie brakuje w nich humoru i symbolicznych gestów. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów bywa tort. Na przykład fikuśny tort ze zdjęciem byłego partnera, który potem jest symbolicznie krojony.
- Zdarza się, że na lukrze pojawia się jego fotografia albo zabawna grafika, a cała sytuacja zamienia się w żartobliwy rytuał zamknięcia pewnego etapu. Najpierw jest śmiech i komentarze przyjaciółek, potem wspólne zdjęcia, a na końcu pierwszy kawałek tortu odkrojony przez bohaterkę wieczoru - opowiada Marcin Wołoszczak.
- Dziewczyny bawią się świetnie. To nie są ciche, nostalgiczne spotkania przy lampce wina. Bardzo często atmosfera robi się naprawdę żywiołowa: jest dużo śmiechu, muzyki i spontanicznych rozmów. Czasami takie przyjęcia są nawet głośniejsze, bardziej szalone i zdecydowanie bardziej zabawne niż niejedna impreza.
Kto najczęściej decyduje się na takie wydarzenie? Jak się okazuje, to głównie kobiety po czterdziestce. - Najczęściej to panie 40 plus. O wiek oczywiście nie pytam, ale podejrzewam, że najstarsze uczestniczki mają około 50-52 lat - mówi rozmówca. Co ciekawe, inicjatywa niemal zawsze wychodzi od kobiet. - Panowie raczej nie składają takich zapytań - dodaje.
Nie zawsze chodzi zresztą o formalny rozwód. Czasem to symboliczne zakończenie wieloletniego związku. - Zdarza się, że wcale nie chodzi o rozwód. Po prostu związek się kończy i ktoś chce symbolicznie zamknąć ten rozdział - mówi Wołoszczak.
Organizator przyznaje, że w rozmowach z kobietami często pojawia się sporo humoru i dystansu. - Jedna z pań powiedziała kiedyś pół żartem: "A wie pan, ja się w końcu żegnam z tym swoim chłopem".
Nowy trend po rozwodzie?
Czy imprezy rozwodowe będą już standardem? Zdaniem Edyty Jończyk takie wydarzenia mogą pojawiać się coraz częściej. Powód jest prosty - ludzie szukają różnych sposobów radzenia sobie z końcem relacji. - Jedni po rozstaniu pójdą na terapię, inni zrobią spotkanie z przyjaciółmi. Każdy ma prawo przeżyć to po swojemu - mówi.
I nie ukrywa, że jeśli pojawią się kolejne zaproszenia, chętnie je przyjmie. - Dla mnie nie ma różnicy, czy śpiewam na ślubie, czy dla kobiety, która właśnie zaczyna nowe życie. Jeśli moja muzyka daje komuś siłę albo choćby pozwala się pośmiać i poczuć lepiej - to znaczy, że spełnia swoją rolę - podkreśla.
Jak dodaje, wszystko wskazuje na to, że imprezy rozwodowe dopiero zaczynają zdobywać popularność. Rozwodów jest coraz więcej, a ludzie chcą jakoś zamknąć pewien etap. Jedni robią to w ciszy, inni wśród przyjaciół i muzyki. I każdy ma do tego prawo - podsumowuje.
Faktycznie, rozstań jest dziś coraz więcej, a sposób przeżywania końca relacji wyraźnie się zmienia. Niektórzy winią za to technologię, która daje nam iluzję nieskończonych możliwości. Czy słusznie?
- Technologia nie jest głównym winowajcą rozpadu związków. Sądzę, że raczej przyspiesza procesy, które i tak by się wydarzyły. Prawdziwy problem leży gdzie indziej. Pandemia odebrała wielu młodym ludziom lata "ćwiczenia relacji" - w szkole, pracy czy przestrzeni publicznej. Zamknęła ich w domach w kluczowym momencie rozwoju, kiedy kształtują się kompetencje społeczne - mówi Marek Kołosiński, członek zarządu Fotka.pl.
Choć przyczyny końca związków bywają złożone, coraz więcej osób szuka sposobu, by zamknąć ten rozdział świadomie. Imprezy rozwodowe - pełne przyjaciół, muzyki i symbolicznych gestów - dają poczucie kontroli i możliwość świętowania nowego początku, zamiast pogrążać się w smutku.
Agnieszka Woźniak, dziennikarka Wirtualnej Polski