"Zdjęcia były słabej jakości". Tak wyglądało mieszkanie z ogłoszenia
- Weszłam do środka i pierwsze, co poczułam, to zapach wilgoci. Ściany były odrapane, w łazience odpadały płytki, a w kuchni lodówka chyba pamiętała lata 80. - wspomina Dagmara. Nie tylko ona spotkała się z mieszkaniami na wynajem, których stan był wyjątkowo zły. Takich ofert nie brakuje.
W mediach społecznościowych co jakiś czas wybucha dyskusja o standardzie mieszkań na wynajem. Tym razem wszystko zaczęło się od krótkiego filmiku na TikToku. Jego autor, z profilu Sutener wynajmu, pokazuje w nim wnętrze jednego z mieszkań w Kaliszu - obdrapane ściany, stare meble, kuchnię pamiętającą czasy PRL-u i łazienkę, która wygląda jak z innej epoki. W komentarzach zawrzało.
"Mi tam nie chodzi o pieniądze"
W serwisie ogłoszeniowym można znaleźć jednak kilka podobnych ofert od tego samego właściciela. Jedno z mieszkań w centrum Kalisza ma ok. 50 mkw. i dwa pokoje. Cena? 699 zł miesięcznie. Inne ogłoszenie z tego samego budynku oferuje 60-metrowe mieszkanie za 599 zł.
Życie w Warszawie nie dla singli? Tyle wydają na mieszkanie
Największą uwagę przyciągają jednak zdjęcia z ogłoszeń. Widać stare parkiety, wysłużone meble lub ich całkowity brak, odrapane ściany i łazienkę, która wygląda jak z początku lat 80. Ale jest coś jeszcze, co wzbudza jeszcze większe emocje niż sam standard. W ogłoszeniu pojawia się lista wymagań wobec najemcy lub najemców.
"Wymagania właściciela obiektu względem najemcy: stała praca w kraju na umowę o pracę dochód udokumentowany min. 300 zł netto powyżej obowiązującej podstawy za pełen etat lub dochód w postaci emerytury min. 2200 netto. Brak zaległości komorniczych czy też w innych administracjach mieszkaniowych. Weryfikacja przed podpisaniem umowy" - czytamy.
Postanowiliśmy skontaktować się z właścicielem mieszkań. Na pierwsze pytanie, czy oferta jednego z nich jest jeszcze aktualna, odpowiedział: - Jak najbardziej.
Jak tłumaczył, mieszkania należą do niego od lat. - Nie robiłem tam dużych remontów. Ktoś może tam mieszkać tanio, a jak będzie chciał, może tam sobie zrobić remont - powiedział.
- Mi tam nie chodzi o pieniądze - deklarował zapytany, skąd tak niska cena wynajmu. Jednocześnie szybko zaczął pytać o pracę oraz dochody. W rozmowie dało się wyczuć, że nie chce tam pierwszej lepszej osoby. Jest też przeciwny obecności dzieci i zwierząt, więc mimo okazyjnej ceny ma swoje wymagania.
"Poczułam zapach wilgoci"
Kilka miesięcy temu Dagmara Zagórska szukała kawalerki do wynajęcia w Gdańsku. - Budżet miałam naprawdę niewielki. Wiedziałam, że cudów nie będzie - mówi wprost.
Jedno z ogłoszeń wyglądało podobnie do tych z Kalisza. - Na zdjęciach było widać stare meble, ale pomyślałam: OK, najwyżej sobie coś dokupię.
Na miejscu przeżyła jednak szok.
- Weszłam do środka i pierwsze, co poczułam, to zapach wilgoci. Ściany były odrapane, w łazience odpadały płytki, a w kuchni lodówka chyba pamiętała lata 80. Ostatni remont był robiony ze 30 lat temu - wspomina.
Najbardziej zaskoczyła ją rozmowa z właścicielem. - Powiedział mi: "Mieszkanie jest tanie, więc nie ma co wybrzydzać".
Dagmara przyznaje, że nie od razu była na "nie". Jej sytuacja nie pozwalała jednak na "wybrzydzenia". - W pewnym momencie człowiek myśli: dobra, wezmę cokolwiek, byle mieć gdzie mieszkać. Ale potem pomyślałam, że jednak nie chcę wracać codziennie do miejsca, które mnie przygnębia i jeszcze śmierdzi - zauważa. Ostatecznie znalazła nieco droższe miejsce, ale w znacznie lepszym stanie.
"Jak scenografia z filmu z lat 90."
Kilka lat temu Zuza przeprowadziła się do Katowic na studia. - Budżet miałam naprawdę mały, bo nie chciałam obciążać rodziców. Szukałam czegoś najtańszego - wyjaśnia. Jeden z pokoi na wynajem kosztował 650 zł. - Zdjęcia były słabej jakości, ale pomyślałam: Pojadę zobaczyć.
Do dziś pamięta pierwsze wrażenie.
- To wyglądało jak scenografia z filmu z lat 90. Stare boazerie, zielone linoleum i meblościanka, której nikt nie ruszał od dekad - opowiada.
Ale właściciel był bardzo bezpośredni: - Powiedział do mnie: "Dziecko, to jest tanie mieszkanie. Jak komuś przeszkadza wygląd, to może sobie pomalować".
Kiedy na koniec spotkania oznajmiła mu, że nie jest jednak zainteresowana, mężczyzna nie ukrywał złości i stwierdził, że na jej miejsce ma jeszcze 50 innych osób. - Pomyślałam: Jasne, już widzę, jak chętnie się tu wprowadzają - dodaje Zuza.
Dlaczego takie mieszkania wciąż istnieją?
Eksperci rynku nieruchomości mówią wprost: powodem są pieniądze. Remont mieszkania potrafi kosztować dziesiątki tysięcy złotych. Wielu właścicieli woli więc wynająć lokal w takim stanie, w jakim jest.
Z punktu widzenia najemców sytuacja jest bardziej skomplikowana. Część osób szuka jak najtańszych ofert - zwłaszcza studenci, osoby dopiero zaczynające pracę czy pracownicy sezonowi. Właśnie dla nich takie ogłoszenia bywają jedyną opcją.
Czy wynajem tak wyglądających lokali jest jednak legalny? O to zapytaliśmy prawniczkę i ekspertkę ds. nieruchomości Oliwię Walentynowicz.
- Żeby odpowiedzieć na pytanie, trzeba wyjaśnić szerzej, co kryje się pod pojęciem "w złym stanie". To determinuje, czy taki lokal może zostać zgodnie z polskim prawem wynajęty czy nie - wyjaśnia Walentynowicz.
Kluczowy jest tu jeden przepis. - Art. 662 Kodeksu cywilnego wskazuje, że właściciel ma obowiązek wydać lokal w stanie przydatnym do umówionego użytku (czyli w tym wypadku zamieszkania). Natomiast kryterium to odnosi się do kwestii technicznych, stąd kwestie estetyczne nie wchodzą w zakres tego pojęcia - mówi prawniczka.
W praktyce oznacza to, że "brzydkie" mieszkanie niekoniecznie jest nielegalne.
- W praktyce oznacza to, że lokal, aby mógł zostać uznany za "zdatny do umówionego użytku", musi mieć zapewnione media, tj. dostęp do wody, sprawną instalację elektryczną, sprawną wentylację, źródło ciepła lub ogrzewania oraz ogólnie pojęty brak zagrożeń dla zdrowia - mowa o zagrzybieniu czy uszkodzonych elementach konstrukcyjnych budynku.
Istotne są też przepisy budowlane. - Osobną kwestię stanowią przepisy prawa budowlanego wskazujące, jakie wymogi musi spełniać budynek i lokal, aby był dopuszczony do użytkowania - dodaje.
Zapytana o przedstawione mieszkania w Kaliszu odpowiada:
- W mojej ocenie, jeśli stan techniczny budynku jest dobry, a lokale mają sprawne instalacje i ogrzewanie, należy uznać, że mogą zostać legalnie wynajęte - na warunkach uzgodnionych pomiędzy stronami.
W rozmowie z Wirtualną Polską ekspertka zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. - Czynsz jest bardzo niski jak na aktualne realia rynkowe, co często odzwierciedla niższy standard lokalu i stanowi jeden z czynników branych pod uwagę przez potencjalnych najemców przy podejmowaniu decyzji - podsumowuje Oliwia Walentynowicz.
Aleksandra Lewandowska, dziennikarka Wirtualnej Polski