"Dom zamieni się w hotel". Przed świętami musiała wziąć kredyt
- Mieszkam w domu dwupokoleniowym, razem z rodzicami, którzy są już na emeryturze. Nie mogę ich zostawić bez pomocy, choć sama finansowo ledwo w tym roku wyrabiam. Mama po raz pierwszy zobaczy na żywo teściową swojego jedynego syna. Nie ma więc mowy o skromnej Wigilii. Ma być "zastaw się, a postaw" - mówi Helena, która wzięła w banku przedświąteczną pożyczkę.
UCE Research i Shopfully Poland przedstawił nowe dane. Z raportu wynika, że w 2025 roku roku 16 proc. Polaków zaciągnie lub już zaciągnęło pożyczkę/kredyt w banku, barabanku albo pożyczy pieniądze od rodziny, aby sfinansować Wigilię i Boże Narodzenie. To o prawie 5 punktów procentowych więcej niż w ubiegłym roku.
- Z jednej strony mamy wzrost cen, z którym mierzyliśmy się w ostatnich latach. Teraz inflacja się ustabilizowała, ale w wielu przypadkach wynagrodzenia nie nadążały za jej tempem i dziś wielu osobom po prostu trudno jest spiąć domowy budżet. Szczególnie trudno jest to zrobić w grudniu, kiedy tych wydatków jest więcej - mówi Wirtualnej Polsce Monika Madej, ekonomistka i edukatorka finansowa.
Wigilia kością niezgody. Polacy chcą zakupów. Solidarność stawia sprawę jasno
Druga kwestia, na którą zwraca uwagę ekspertka, to coraz bardziej intensywny przekaz marketingowy, jakiego doświadczamy właśnie w grudniu.
- Jesteśmy bombardowani reklamami, które grają na emocjach. Kampanie świąteczne oczywiście mają wzbudzić w nas potrzebę obdarowywania bliskich, tworzenia idealnych świąt i, oczywiście, ta wizja idealnych świąt jest taka, że nasze domy muszą być udekorowane, prezentów musi być dużo, my musimy być pięknie ubrani i tak dalej. W grudniu ten przekaz jest ekstremalnie wzmożony - wyjaśnia rozmówczyni Wirtualnej Polski.
"Zastaw się, a postaw"
Helena* w tym roku przygotowuje święta razem z rodzicami - do domu zjadą się bliscy z różnych zakątków Polski, a także brat i siostra Heleny, którzy na co dzień mieszkają za granicą. 33-latka zadeklarowała, że zadba o prezenty dla wszystkich gości.
- Po raz pierwszy będzie u nas aż tyle ludzi. Rodzina brata przylatuje do Polski. Oprócz jego dzieci i żony, spędzą u nas kilka dni teściowie oraz siostra żony. Generalnie śmieję się, że dom zamieni się w hotel - mówi.
Przyznaje, że ma za sobą trudny rok. Sporo chorowała, nadal spłaca kredyt za mieszkanie, musiała zrobić przegląd samochodu. Ma wrażenie, że wciąż wszystko drożeje, tylko jej pensja stoi w miejscu.
- Jeszcze to leczenie zębów. Wydałam kilka tysięcy, leczenie kanałowe. Już w październiku mój budżet był zdecydowanie nadwyrężony. A tu czekają nas pierwsze święta w tak licznym gronie. Mieszkam w domu razem z rodzicami, którzy są już na emeryturze. Nie mogę ich zostawić bez pomocy, choć sama finansowo ledwo w tym roku wyrabiam. Mama po raz pierwszy zobaczy na żywo teściową swojego jedynego syna. Nie ma więc mowy o skromnej Wigilii. Ma być "zastaw się, a postaw" - tłumaczy.
Kiedy podliczyła jednak wydatki, zdała sobie sprawę, że nie wyrobi się ze wszystkim. Podjęła decyzję o niewielkim kredycie.
- Bank podsyłał "świąteczne oferty". Nigdy nie sądziłam, że z nich skorzystam, ale w tym roku inaczej po prostu nie dam rady. Nie będzie to duża pożyczka, mam nadzieję, że szybko spłacę, ale święta zorganizujemy, jak należy. Nie będziemy przecież prosić gości, aby coś przywozili taki kawał drogi (rodzina mieszka we Włoszech). Jakoś damy radę - kwituje.
"Nie miałam wyjścia"
Decyzję o kredycie na święta w tym roku podjęła też Marzena Kowalczyk. Przyznaje, że mierzyła się w ostatnim czasie ze sporymi problemami finansowymi. We wrześniu straciła pracę w wyniku zwolnień grupowych.
- Byłam w szoku, bo myślałam, że mając umowę o pracę na czas nieokreślony, jestem stosunkowo bezpieczna, ale tak nie było. Dostałam odprawę w wysokości trzech wypłat. Chociaż od razu zaczęłam szukać nowej pracy, okazało się, że na rynku jest obecnie dramat. Jestem z wykształcenia księgową, dlatego sądziłam, że nie będzie problemu, a jednak. Wysyłałam mnóstwo CV, ale telefon nie dzwonił - opowiada.
Po prawie trzech miesiącach Marzenie udało znaleźć się pracę, ale zaczyna dopiero od stycznia. Tymczasem święta były już za pasem.
- Nie miałam wyjścia i musiałam zaciągnąć w banku małą pożyczkę. Mam dwójkę dzieci, które chodzą do szkoły, nie chciałam psuć im tej magii świąt. Wzięłam 2 tys. zł i starczyło na jedzenie, plus drobne upominki dla wszystkich. Spłacę, gdy dostanę pierwszą wypłatę. Nie ukrywam, że bałam się to zrobić, ale chciałam, żeby mimo kłopotów finansowych, którymi nasze dzieci i tak już bardzo się przejmują, miały normalne święta i mogły się nimi cieszyć - wyjaśnia.
"Bardzo niepokojący sygnał"
Monika Madej zauważa, że w dzisiejszych czasach kredyty są bardzo łatwo dostępne. Coraz więcej sklepów wprowadza też odroczone płatności.
- Nie musimy iść do banku, badać zdolności kredytowej. Ten kredyt jest ekstremalnie prosty do zaciągnięcia. Odroczone płatności brzmią łagodniej niż słowo kredyt, choć to tak naprawdę jest to samo. Coraz więcej osób z nich korzysta, więc zjawisko ciągłego zadłużania się staje się czymś normalnym. Tym bardziej, że regularnie jesteśmy zachęcani do ciągłego kupowania nowych rzeczy. Wzrost zadłużenia, niezależnie od formy jest bardzo niepokojącym sygnałem - wyjaśnia ekspertka.
Alarmuje, że nieważne, czy to jest odroczona płatność, karta kredytowa, czy kredyt konsumencki w banku - nawet kilka zobowiązań na niewielkie kwoty może szybko przerodzić się w pętlę zadłużenia, z której bardzo trudno się później wydostać.
- Odroczona płatność to nadal zobowiązanie. Nawet jeżeli kupujemy coś za 50, 100, 200 zł. Jeżeli tych odroczonych płatności będzie kilka, potem będzie trudno nam się w tym połapać, a pieniądze któregoś dnia zaczną schodzić z konta - ostrzega ekspertka.
Zapanować nad budżetowym chaosem
Monika Madej przyznaje, że okres świąteczny, ale przede wszystkim czas już po świętach, to moment, kiedy wiele osób uświadamia sobie problem wydanych pieniędzy. - Często wtedy pojawia się myśl, aby w nowym roku zacząć z czystą kartą - zauważa.
Specjalistka wyjaśnia, że podstawą jest oczywiście kontrola budżetu i świadomość, gdzie "uciekają" nam pieniądze. Zachęca, aby zamiast np. zbierania paragonów, pobrać aplikację na telefon, gdzie będziemy zapisywać swoje wydatki od razu po zakupach. Potem, pod koniec miesiąca, możemy zobaczyć podsumowanie i bardziej świadomie podejść do wydatków i zacząć szukać rozwiązań, jak te wydatki możemy zmniejszyć.
- W kontekście świąt warto pomyśleć o prezentach wcześniej, rozłożyć te zakupy w czasie i dać sobie przestrzeń na szukanie okazji, aby np. kupić coś w promocyjnej cenie. Ale oczywiście też planowanie dotyczy takich codziennych rzeczy, które w ciągu roku warto prowadzić: chodzenie na zakupy z listą, planowanie posiłków. Pewnie każdy z nas wie, że im częściej jesteśmy w sklepie, tym bardziej poddajemy się przekazowi marketingowemu i mamy potrzebę kupienia czegoś, czego nie planowaliśmy - wyjaśnia Monika Madej.
Ekspertka dodaje, aby nie polegać jedynie na silnej woli, dotyczącej postanowień noworocznych. - Warto założyć sobie stałe zlecenie w banku na konto oszczędnościowe. Pieniądze będą przelewać się automatycznie, zanim zdecydujemy się podjąć decyzję, czy chcemy oszczędzić w danym miesiącu, czy nie - poleca.
Zachęca też do przedświątecznej refleksji. - Zastanówmy się, czy te wszystkie wydatki są nam potrzebne. Czy rzeczywiście dobrym pomysłem jest, aby każdy każdemu kupować oddzielny prezent? Czy faktycznie potrzebujemy aż tyle dekoracji, czy naprawdę potrzebujemy nowych co roku? Przede wszystkim warto pamiętać o tym, że my poświęcamy czas i energię, wiele godzin swojego życia, na pracę, ciężką pracę. Więc czy warto jest potem tak lekką ręką te pieniądze po prostu wydawać? - kwituje Madej.
Zuzanna Sierzputowska, dziennikarka Wirtualnej Polski
*Imię zmienione na prośbę rozmówczyni