Partner odchodzi... Zostaję JA

Życie czasem stawia nas przed trudnymi bardzo wyzwaniami. Jednym z nich jest odejście małżonka, partnera, przyjaciela, z którym przeżyliśmy wiele lat, z którym czuliśmy się bezpiecznie, dobrze. Jednostronna decyzja, stawiająca drugą stronę przed faktem dokonanym.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
(Jupiterimages)

Życie czasem stawia nas przed trudnymi bardzo wyzwaniami. Jednym z nich jest odejście małżonka, partnera, przyjaciela, z którym przeżyliśmy wiele lat, z którym czuliśmy się bezpiecznie, dobrze. Jednostronna decyzja, stawiająca drugą stronę przed faktem dokonanym.

Na ogół, nawet jeśli od jakiegoś czasu trudności w związku były zauważalne i dotkliwe, wiadomość o tym, że bliska osoba chce wystąpić o rozwód, jest już z kimś związana, nie wyobraża sobie dalszego życia razem itp., jest szokiem dla osoby, która nie była na to przygotowana. Gdy nie ma zgody ze strony inicjatora rozstania na to, aby podjąć rozmowy, ratować związek, aby wspólnie zastanowić się nad tym, co wpłynęło na kryzys i jak z niego wyjść, dobrze jest zobaczyć tę sytuację w kontekście ochrony i odbudowania samego siebie.

Andrzej, którego żona zakochała się w swoim koledze z pracy - urokliwym reżyserze - w pierwszej chwili, gdy się o tym dowiedział, niemal wycofał się z życia. Czuł się tak, jakby go coś zablokowało. Jakby serce mu stanęło i nie miało sił bić dalej… Pomógł mu wtedy coach, z którym miał spotkania dotyczące głównie efektywności w sferze zawodowej. W takich emocjonalnych trudnościach nie da się oddzielić swojego życia osobistego od tego, co dzieje się w pracy.

Andrzej poprosił na jednym ze spotkań, aby zająć się tematem odrzucenia, gdyż boleśnie odczuwał to, co stało się w jego małżeństwie z Małgosią. Coach skupił się nie na dociekaniu przyczyn problemu, a głównie na tym, w jaki sposób wnioski z tego doświadczenia można przełożyć na funkcjonowanie w teraźniejszości oraz na przyszłość. Dzięki jego wsparciu Andrzej potraktował to, co się stało, jako punkt wyjścia do uzyskania lepszego wglądu w siebie. Dzięki temu mógł sobie poradzić z odejściem żony, z żałobą po jej utracie. Udało mu się też zaakceptować jej decyzję i nie uzależniać poczucia własnej wartości od tego, że ona wybrała innego mężczyznę.

Każdą tego typu sytuację można zobaczyć też z pozytywnej strony – dostrzec w niej szansę na zmiany, których możemy dokonać w sobie. Gdy na innych ludzi mamy niewielki wpływ, jedynie sami ze sobą możemy coś zrobić. Trudności, jeśli nie da się ich pokonać, gdy decyzje partnera nie zależą już od nas, można tylko zaakceptować. I warto się tej sztuki akceptacji uczyć. Pomaga ona bowiem myśleć konstruktywnie o przyszłości, skupić się nad rozwiązaniami i zająć się własnym życiem, nie rozpamiętując krzywd, żali, pretensji.

Mój mąż - mój pierwszy...

Agnieszka po odejściu męża załamała się. Nie spodziewała się tego, że on może tak postąpić. Wyprowadził się nagle, mówiąc, że ma dość, że ich związek nie ma sensu. Po dwóch miesiącach dostała pozew o rozwód. Bez wcześniejszej informacji, że zamierza go złożyć. Nie mogła sobie poradzić z emocjami, z odtrąceniem…

To był jej drugi mąż, z pierwszym rozstali się, nie mogąc się porozumieć. Miała nadzieję, że z Pawłem będzie inaczej. Szczególnie, że mieli dwoje dzieci, które oboje kochali… Jednak i w tej relacji okazało się, że coś jest nie tak. Znowu być może była zbyt uległa, albo za dużo czasu poświęcała dzieciom, za mało Pawłowi. Być może nie umiała go kochać tak, jak inne kobiety potrafią. Może za mało było seksu w ich związku, może ona nie była dla niego atrakcyjną partnerką…

Agnieszka w ten sposób doszukiwała się winy tylko w sobie. Doprowadziło ją to niemal do depresji. Pomogły jej spotkania z psychoterapeutą. Terapia wzmocniła ją, pokazała, że ma w sobie wiele sił, aby poradzić sobie z odrzuceniem, z bólem, cierpieniem. Zauważyła, jak twórczą i kreatywną jest osobą. Doceniła swoje dotychczasowe życie, w którym świetnie sobie radziła, łącząc aktywną pracę szefowej dużego zespołu w firmie telekomunikacyjnej z obowiązkami rodzinnymi. Udało jej się przeformułować odejście męża jako krok ku własnej wolności, możliwość uleczenia swoich zranień, wyjście ze stanu uzależnienia od niego...

Poradzenie sobie z odrzuceniem jest zawsze bardzo trudne. Nawet, gdy realnie widzi się, że związek nie był satysfakcjonujący, wypalił się, zakończył, i że szans na jego utrzymanie nie było. Niełatwo zaakceptować odtrącenie, trudno też pogodzić się z samotnością, która pojawia się nagle jak czarna dziura po stracie bliskiej osoby. Gdy ktoś nam mówi, że odchodzi, że nie chce być z nami, że nie kocha, często doszukujemy się w tym własnej winy, myślimy o sobie, że nie jesteśmy nic warci, że coś źle zrobiliśmy.

Aby uwolnić się od tych myśli, zaczynamy z kolei oskarżać partnera, osądzać go, upatrywać w nim źródło swojego zranienia. Ani jedna, ani druga postawa nie przynosi ulgi, a pogłębia dotkliwie cierpienie. Warto więc zobaczyć taką sytuację życiową jako szansę na zbudowanie mocnego poczucia własnej wartości, bez względu na to, jak wobec nas zachowują się inni ludzie, co robią, mówią o nas i w jaki sposób nas oceniają.

Alicja Krata – mediator; trener; prezes Zarządu Fundacji Mediare: Dialog-Mediacja-Prawo; założycielka Szkoły Miłości, w ramach której prowadzi treningi indywidualne oraz warsztaty dla osób i par, które chcą budować dobre relacje, dialog i współpracę, tworzyć szczęśliwe związki.

Mój mąż - mój pierwszy...

Polub WP Kobieta
Trwa ładowanie
.
.
.
Głosuj
Głosuj
Wow!
Ważne
Słabe
Straszne
Podziel się na Facebooku