Mówi, co się dzieje teraz na siłowniach. "Przychodzą w grupkach"
Styczeń w klubach fitness to tłok i zderzenie chwilowego zrywu entuzjazmu z panującymi na siłowniach zasadami. Ten okres jest uciążliwy dla innych ćwiczących, ale przede wszystkim dla personelu. - Przychodzą w grupkach, głośno klną, zostawiają po sobie śmieci i nie reagują na zwracanie uwagi - opisuje Klaudia, recepcjonistka w jednej siłowni.
Początek roku w wielu siłowniach wygląda jak galerie handlowe tuż przed świętami. Tłok, gwar i rosnąca irytacja. Pracownicy klubów mówią, że da się rozpoznać nowych bywalców niemal od razu: świeże sportowe zestawy, modne gadżety i ambitny plan, by od razu wejść na pełne obroty.
Motywacja nie bierze się znikąd. Według badań, Polacy deklarują, że z nowym rokiem chcą zwiększać aktywność fizyczną, schudnąć czy zadbać o zdrowie psychiczne.
Polacy zaczęli realizować postanowienia noworoczne. To dzieje się na siłowniach
Noworoczny boom w klubach fitness
Choć trenerów i pracowników siłowni z założenia cieszy motywacja do podjęcia aktywności fizycznej, wielu z nich zgodnie podkreśla, że styczniowy zryw utrudnia im życie i pracę. Przykład? Wysoce zdeterminowani klubowicze rezerwują miejsca na zajęciach hurtowo, a potem tracą zapał i nie odwołują wizyt. Ale to dopiero początek.
- Kalendarze na zajęcia są zapchane już pod koniec grudnia i bywa, że stali bywalcy mają problem z zapisami. Potem się frustrują, bo widzą, że grupa jest tylko w połowie zapełniona, a oni nie mogli się dostać. To jednak nic w porównaniu z osobami, które nie tylko nie znają etykiety na siłowni, ale zachowują się, jakby w ogóle nie znały zasad zachowania w cywilizowanym społeczeństwie. Przychodzą całymi grupami, głośno klną, zostawiają po sobie śmieci i nie reagują na zwracanie uwagi - mówi w rozmowie z WP Kobieta pani Klaudia, recepcjonistka w jednej z warszawskich siłowni.
- Zdarzyło mi się, że klientki skarżyły się też, że inne ćwiczące na każdym kroku robią zdjęcia i selfie z koleżankami. Nie patrzyły kto jeszcze znajduje się na tych zdjęciach, jak wygląda, czy jest w pełni ubrany, czy nie. Biorąc pod uwagę, że część tych zdjęć ląduje potem w mediach społecznościowych, jest to ogromny brak kultury i pogwałcenie czyjejś prywatności. Co z tego, że my tej osoby nie znamy - ktoś inny może znać, a nie każdy ma ochotę być fotografowany na siłowni - dodaje.
Pracownica klubu fitness wspomina także o zupełnym lekceważeniu zasad higieny i porządku. Klienci i klientki "zapychają prysznice peelingami, brudzą szafki mokrymi i ubłoconymi butami", a nawet próbują niepostrzeżenie wejść do strefy ćwiczeń w obuwiu, w którym przyszli z zewnątrz - nawet podczas deszczu czy śnieżycy.
Traktują siłownię jak klubokawiarnię
O swoich doświadczeniach z "noworocznymi świeżakami" opowiada też w rozmowie z WP Kobieta trenerka personalna, masażystka i studentka fizjoterapii Olga Soluch.
- W styczniu ćwiczenia dla stałych bywalców, ale i prowadzenie treningów stają się bardzo uciążliwe. Siłownia sama w sobie nie jest miejscem cichym, mamy muzykę z kilku źródeł, rozmowy – to normalne. Problem zaczyna się, kiedy dołączają osoby zupełnie lekceważące regulamin i zasady współżycia. Przychodzą w grupkach, traktują siłownię jak swój prywatny dom albo klubokawiarnię: głośno rozmawiają, krzyczą, nie sprzątają po sobie, nie noszą ręczników, nie myją maszyn - mówi trenerka.
- Zdarzały mi się sytuacje, gdzie klienci, na prośbę, aby posprzątali po sobie maszyny (np. zdjęli ciężary), odpowiadali, że "oni nie są tu od sprzątania" - dodaje.
Brak dbałości o higienę to oczywiście kwestia komfortu innych ćwiczących, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Jest to szczególnie istotne zwłaszcza zimą, w szczycie sezonu infekcyjnego.
- Temperatura i wilgotność panujące na siłowni, wynikające z aktywności ćwiczących (pocenie, wydzielanie większej ilości ciepła w czasie wysiłku) mogą sprzyjać rozwojowi bakterii oraz grzybów na sprzętach, jakich używamy - tłumaczyła w rozmowie z Wirtualną Polską specjalistka chorób wewnętrznych dr n. med. Agnieszka Barchnicka.
"Wykruszają się po miesiącu"
Pracownicy klubów fitness podkreślają jednak, że kulminacja frekwencji mija szybciej, niż mogłoby się wydawać. Pod koniec stycznia entuzjazm słabnie, a już w lutym duża część noworocznych zapaleńców znika z klubu.
- W tym roku mieliśmy wydłużony okres urlopów świąteczno-noworocznych, dlatego oblężenie zaczęło się dopiero w tym tygodniu. Taki stan trwa z reguły przez cały styczeń, ale już z lutym wszystko zaczyna powoli wracać do normy. Ci, którym zabrakło determinacji, motywacji albo po prostu porwali się z motyką na słońce, wykruszają się po miesiącu - mówi.
Trenerka zaznacza, że najczęstszym problemem wśród początkujących ćwiczących są zbyt ambitne cele, ale i działanie na własną rękę.
- Bardzo trudno jest dobrze rozpocząć aktywność fizyczną bez pomocy trenera – i mówię to przede wszystkim ze względów zdrowotnych. Widzę bardzo wielu świeżych zapaleńców, którzy przychodzą z gotowymi programami ćwiczeń z internetu, ale nie są one dostosowane do ich możliwości i wykonują je nieprawidłowo. To, że nie zobaczą efektów i się zniechęcą to najmniejszy problem – największym są poważne kontuzje – ostrzega Olga Soluch.
Aleksandra Zaborowska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.