Padła ofiarą "slow fade". "Jego zniknięcie bardzo mnie zabolało"
- Jest mi zwyczajnie przykro. Ten wspólny czas naprawdę nic dla niego nie znaczył? Nie zasługiwałam choćby na krótką wiadomość? - mówi Wirtualnej Polsce Zofia, która doświadczyła zjawiska "slow fade". - Obecnie to randkowa plaga - dodaje Klaudia.
Na początku wszystko układa się według idealnego scenariusza. Poznajesz osobę, z którą praktycznie od razu znajdujesz wspólny język. Długie rozmowy, wspólne wyjścia, poznawanie siebie nawzajem. Aż do momentu, gdy nagle zauważasz u tej osoby delikatne zmiany w zachowaniu. Coraz częściej słyszysz wymówki, kiedy macie się spotkać, rozmowy nie są już pełne ciepła i zaangażowania.
Tak wygląda zjawisko "slow fade" (z ang. powolne znikanie), polegające na stopniowym wycofywaniu się z relacji. Jest jak "ghosting", ale rozciągnięty w czasie, bardziej nieuchwytny, a do tego każda kolejna wiadomość czy gest daje nadzieję, że wszystko wróci do normy. Przez to jest o wiele bardziej bolesny.
- Długo zastanawiałam się, co źle zrobiłam. W którym momencie popełniłam błąd? Najgorsze jednak było to, że tak naprawdę nie było żadnego zakończenia tej relacji - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Zofia.
Kobiety, które wybierają toksycznych mężczyzn. Psycholog tłumaczy zachowanie Doroty
Ochłodzenie relacji
Zofia* ma 29 lat. Dwa lata temu rozstała się z wieloletnim partnerem. Na początku tego roku poczuła, że jest już gotowa poznać kogoś nowego. Założyła konto na jednym z popularnych portali randkowych. Tam właśnie poznała Adama*, z którym szybko nawiązała świetny kontakt. Okazało się, że z nowo poznanym mężczyzną ma wiele wspólnych zainteresowań, podobne poglądy na świat. Codziennie, przez długie godziny, wymieniali się wiadomościami.
- Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, poczułam, że to osoba, która, tak jak ja, szuka kogoś na stałe. Mogliśmy rozmawiać w nieskończoność. Zaiskrzyło. Czułam, że jest między nami chemia. Potem szybko spotkaliśmy się po raz drugi, trzeci, czwarty… Szybko minęły trzy miesiące. Zaczęłam się czuć pewnie, choć nie określiliśmy jeszcze dokładnie, kim dla siebie jesteśmy. I właśnie wtedy, gdy zaczęłam myśleć o nas jak o parze, coś zaczęło się psuć - wspomina.
Najpierw wiadomości od Adama stały się dużo krótsze. Odpowiadał, ale nie zadawał sam z siebie żadnych pytań. Kiedy 29-latka zaproponowała spotkanie - wykręcał się dużą ilością pracy, zmęczeniem. Jego wiadomości stawały się też coraz bardziej chłodne. Zofia zaczęła myśleć, że się o coś obraził. A może rzeczywiście ma teraz gorszy czas? Postanowiła dać mu przestrzeń. Jednak od tamtego momentu Adam sam nie wyszedł z żadną inicjatywą. Przestał w ogóle dzwonić i pisać.
- Nie powiedzieliśmy sobie, że jesteśmy parą, ale spędziliśmy przez te trzy miesiące razem dużo czasu, codziennie rozmawialiśmy, zaangażowałam się w tę relację emocjonalnie. Takie ostudzenie relacji i jego zniknięcie bardzo mnie zabolało. Naprawdę wolałabym jedną szczerą rozmowę niż takie gierki - przyznaje.
Kiedy przerwa w kontakcie trwała już dwa tygodnie, Zofia doszła do wniosku, że doświadczyła czegoś w rodzaju ghostingu. Ze względu na wcześniejszy chłód ze strony mężczyzny, postanowiła się więcej do niego nie odzywać. - Minęło już kilka miesięcy, przepracowałam to, co się wydarzyło. Ale nadal jest mi zwyczajnie przykro. Ten wspólny czas naprawdę nic dla niego nie znaczył? Nie zasługiwałam choćby na krótką wiadomość? - pyta samą siebie.
"Slow fade" częstszy niż się wydaje
Klaudia jest singielką od trzech lat. Jak przyznaje, obecnie ma przerwę w randkowaniu. - Dlaczego? Mam dość tego, jak zachowują się ludzie. Mam wrażenie, że ciągle trafiam na osoby, które nie chcą żadnych zobowiązań, ale boją się o tym powiedzieć wprost. A ja już chcę czegoś stałego - wyjaśnia.
Kobieta przyznaje, że z takim powolnym wycofywaniem się z relacji miała do czynienia kilkukrotnie. Temat ten jest też często poruszany przez jej koleżanki. - Każda znajoma mi singielka przeszła przez coś takiego przynajmniej raz. Obecnie to jakaś randkowa plaga - stwierdza.
- Niedawno poznałam chłopaka. Dużo pisaliśmy, spotkaliśmy się kilka razy. Potem jego komunikacja ograniczyła się do wysyłania mi zdjęć, ewentualnie linków do piosenek. Jak przestałam mu odpisywać, pytać o jego dzień, kontakt się urwał. Od czasu do czasu wysyła mi polubienia do moich relacji w mediach społecznościowych. Nie reaguję na te zaczepki, bo to nie pierwszy raz, kiedy mierzę się z czymś takim - opowiada.
Dodaje też, że zna przypadki, kiedy to kobiety pomału wycofywały się z relacji, których "nie czują". - Boją się powiedzieć komuś wprost, że to nie to. Moim zdaniem to zwyczajnie niefajne. Zwłaszcza gdy poświęcaliśmy tej osobie dużo czasu i zainwestowaliśmy swoje emocje - kwituje.
Bolesny sposób na rozstanie
Jak zdać sobie sprawę, że padliśmy ofiarą "slow fade"? Psycholożka Barbara Piwek radzi, by przyjrzeć się, czy nasz związek "stoi w miejscu", a świadoma dbałość o relację ustępuje miejsca praktycznym ustaleniom i opieraniu się na sferach życia poza związkiem.
- Kilka kluczowych sygnałów to np.: odkładanie wspólnych decyzji i planów na czas bliżej nieokreślony, otrzymywanie sprzecznych komunikatów, a także odczuwanie pogłębiającego się spadku w aspekcie intymności - wyjaśnia ekspertka.
Jeśli uważamy, że druga strona może "po cichu" wycofywać się z relacji, Barbara Piwek radzi, by pozwolić sobie na spokojne zebranie obserwacji i przeprowadzenie rozmowy. Zaznaczmy, że chcemy podzielić się tym, co nas niepokoi, i zrozumieć, co się dzieje. Tak, by wspólnie podjąć ewentualne działania lub decyzje. Jeśli druga strona podważa nasze interpretacje, należy wspólnie przeanalizować argumentację obu stron i zastanowić się, jak się z tym czujemy. - Pamiętajmy, że mamy pełne prawo do skorzystania ze wsparcia specjalistów, jeśli uznamy, że tego potrzebujemy - dodaje specjalistka.
Psycholożka zwraca uwagę na to, że "slow fade" łączy się nieodzownie z unikaniem. - Osobom, które go stosują, wydaje się, że to komfortowy sposób "wygaszania" relacji, ograniczający ryzyko mierzenia się z emocjami i odpowiedzialnością. Czasami pozostawia również wrażenie "otwartej furtki", w końcu nie nazwaliśmy tego definitywnie zerwaniem, prawda? - tłumaczy ekspertka.
Jak dodaje, osoby, które charakteryzują się unikowym stylem przywiązania, mogą częściej sięgać po tego typu strategię. - Taka forma "cichego odejścia" często przedłuża napięcie i dezorientację partnera. Choć ma być łagodniejsza, najczęściej powoduje więcej bólu niż szczera rozmowa - podsumowuje Barbara Piwek.
"Samoocena może ulec zachwianiu"
Wyobraźmy sobie sytuację, w której spotykamy się z osobą, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest to relacja z potencjałem. Albo jest to kilkuletni związek, w którym mamy wspólnego kota i planujemy razem wyjazdy na wakacje i święta. Aż nagle zauważamy, że coś jest nie tak.
- Na początku trudno nam to nazwać, możemy wręcz kwestionować swoje obserwacje, może "czepiamy się" lub "doszukujemy się dziury w całym". Jednak coraz wyraźniej zauważamy, że osoba rzadko inicjuje kontakt, odpowiada zdawkowo, nie znajduje dla nas czasu, a mimo to wciąż zapewnia nas, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zdarza się, że w trakcie "slow fade" dochodzi do stosowania mechanizmu zwanego "gaslightingiem", kiedy to osoba kwestionuje nasze odczucia i zdarzenia, wzbudzając w nas silne zwątpienie w samych siebie - mówi Barbara Piwek.
Psycholożka zauważa, że ofiara "slow fade" zostaje sama z masą pytań, na które nie jest w stanie znaleźć odpowiedzi. - Oczywiście zazwyczaj odpowiedzialności szukamy u siebie i zagłębiamy się w narastający niepokój i wątpliwości - dodaje.
- W tego typu sytuacjach nasza samoocena może ulec znaczącemu zachwianiu, a czasami wręcz trwałemu obniżeniu. W konsekwencji możemy rozwinąć również lęk wobec innych i tworzenia relacji, ponieważ doświadczyliśmy nie tylko zawodu, ale przede wszystkim niezrozumiałej, niejasnej formy odrzucenia i opuszczenia, która jest jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń w kontekście naszych więzi. Chociaż "slow fade" jako zjawisko przykuwa coraz częściej uwagę psychologów, to wciąż brakuje nam badań w tym temacie - wspomina Barbara Piwek.
* Imiona zmienione na prośbę rozmówczyni
Zuzanna Sierzputowska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.