Poszła do spowiedzi po 8 latach. "Powiedziałam tylko jedno zdanie"
- Wydaje mi się, że to się nie zmienia od lat - przed Wielkanocą przychodzą takie osoby, które nie spowiadały się nawet od bardzo długiego czasu - podkreśla ks. Marek Sawicki SDS. O czym powinny pamiętać podczas spowiedzi przedświątecznej?
- Jestem wierzący i spowiadam się od lat - mówi Jakub Przybylski. - Robię to zawsze, kiedy tego potrzebuję, w miarę regularnie. Chociaż rzeczywiście czuję, że jest mi to potrzebne i rozumiem sens spowiedzi, sam miałem sytuację, która do dzisiaj mnie uwiera.
Mężczyzna kilka lat temu był w związku. Ani on, ani jego ówczesna partnerka nie zarabiali zbyt dobrze. Postanowili więc wynająć razem tanią kawalerkę. - Wiedziałem, że nie mam za dużych szans na rozgrzeszenie, ale i tak postanowiłem pójść do spowiedzi przed świętami. Kiedy ksiądz usłyszał, że mieszkam z dziewczyną, dosłownie wyrzucił mnie z konfesjonału. Powiedział, że w tym momencie to koniec spowiedzi, a on nie chce mnie tu widzieć, dopóki nie będę miał terminu ślubu. I podziękował. To było straszne - przyznał.
Muniek w ogniu pytań! "Wiara w Boga jest podłogą, po której chodzę"
Na długo zraziło go to do spowiedzi. - Przełamałem się dopiero po dwóch czy trzech latach, kiedy już rozstałem się z tamtą dziewczyną. Szczerze mówiąc, do dzisiaj mam wiele wątpliwości - bo nie żałuję wspólnego mieszkania, wiem, z czego wynikało i pewnie gdybyśmy zostali ze sobą, mieszkalibyśmy razem aż do ślubu. Więc może w ogóle nie powinienem się spowiadać? Nie wiem. Ale tak ostrą reakcję i wyrzucenie z konfesjonału uważam za skandaliczne.
Kiedy można nie dostać rozgrzeszenia?
Ks. Marek Sawicki SDS, który działa w sieci jako "Ksiądz w wielkim mieście", wyjaśnia, że rozgrzeszenia możemy nie otrzymać, gdy nie spełnimy któregoś z podstawowych warunków spowiedzi, czyli rachunku sumienia, żalu za grzechy, szczerej spowiedzi, a przede wszystkim postanowienia poprawy i naprawy zła, które wyrządziliśmy, na tyle, ile jest to możliwe.
- Jeśli ktoś wyznaje grzechy, ale na końcu powie: nie chcę niczego zmienić w swoim postępowaniu, mamy sprzeczność. To tak, jakbym powiedział żonie: kocham cię, ale nie chcę ci w żaden sposób tego okazać ani potwierdzić w życiu. Wtedy można nie otrzymać rozgrzeszenia. Pamiętajmy jednak, że jest to sakrament, w którym przychodzimy po przebaczenie z miłości Pana Boga, więc jeśli to jest naszym szczerym pragnieniem, możemy być spokojni.
- W przypadku, kiedy dana osoba nie ma możliwości, by zmienić swoją sytuację i spełnić warunki spowiedzi, ksiądz powinien wyjaśnić, dlaczego nie może udzielić rozgrzeszenia. Może na koniec jedynie udzielić błogosławieństwa i zapewnić o modlitwie - zaznaczył.
Jak się spowiadać?
- Przygotowanie do sakramentu pokuty i pojednania warto zacząć od rachunku sumienia, czyli szczerej refleksji nad tym, jakie grzechy popełniliśmy, co chcielibyśmy wyznać - wyjaśnia ks. Marek Sawicki.
Jak to zrobić najlepiej? - Oczywiście możemy posłużyć się gotowymi materiałami z listą pytań do refleksji, które można znaleźć w książeczkach z gotowymi propozycjami rachunku sumienia. Niektórzy przychodzą do konfesjonału z kartką, na której wcześniej zapisują sobie, co pragną wyznać w spowiedzi. Można też zrobić sobie rachunek sumienia w oparciu na przykład o dekalog. Sam polecam tę metodę - bo to konfrontacja naszego sumienia z fundamentami, czyli z przykazaniami - podkreśla.
Jak dodaje, można rozeznać to też w oparciu o przykazanie miłości. - Przyjrzeć się sobie w kontekście relacji do Boga i do drugiego człowieka, jakie były nasze zachowania, czyny, myśli albo zaniedbania. Na to ostatnie rzadko zwracamy uwagę, ale warto sprawdzić, czy w ostatnim czasie nie zrobiłem czegoś, co w danej sytuacji powinienem był zrobić dla kogoś, nie opuściłem jakiejś okazji do dobra lub byłem obojętny.
Do tego, żeby spowiedź była ważna, potrzebny jest też żal za grzechy. - Zakładamy, że każdy, kto przychodzi do spowiedzi, ma takie nastawienie. Już sam fakt, że dana osoba chce podejść do sakramentu jest znakiem, że chce się oczyścić z grzechów. Żal za grzechy często jest mylony z uczuciami i emocjami, ale nie o to w nim chodzi - wyjaśnia ksiądz. - Jeśli popełniamy jakiś grzech, często czujemy, że jest to coś atrakcyjnego albo przyjemnego, więc trudno, żebyśmy żałowali tego na poziomie emocji. Chodzi o uznanie, że to, co zrobiliśmy, było złe, świadomość naszej winy i pragnienie zmiany postępowania, myślenia czy postaw w swoim życiu.
Błędy podczas spowiedzi
Jak podkreśla ks. Marek Sawicki, jedną z niepotrzebnych praktyk stosowanych przez penitentów jest ścisłe trzymanie się formułek wyuczonych w dzieciństwie. - Niektórzy przywiązują do tego przesadną uwagę, podczas gdy osobie dorosłej nie jest to już niezbędne do spowiedzi. Formułka to uporządkowany schemat dla dzieci, które nie wiedzą, jak zacząć spowiedź, co i kiedy podczas niej mówić.
Na początku po wejściu do konfesjonału, warto się przedstawić. - Na przykład: jestem mężczyzną, mężem, żoną, wdowcem czy kawalerem i choćby w dwóch słowach przybliżyć, w jakim się jest wieku.
Innym praktycznym błędem może być... zbyt szybkie zakończenie spowiedzi. - Czasem zdarza się, że ludzie wyznają swoje grzechy i od razu wychodzą z konfesjonału, zapominając zostać do końca i poczekać na rozgrzeszenie - przyznaje ks. Sawicki. - I odwrotnie: zanim wejdziemy do konfesjonału, koniecznie zwróćmy też uwagę, czy na pewno nikogo w nim nie ma. Bywa, że ktoś nie zwraca uwagi na to, czy poprzednia spowiedź jeszcze trwa. W wielu konfesjonałach są umieszczone światełka, które świecą na czerwono, gdy ktoś jest w środku.
- Podczas samej spowiedzi niektórzy mają skłonność do opowiadania historii niezwiązanych stricte z wyznawaniem grzechów. Zachęcałbym jednak, żeby nie uciekać w dygresje i skupić się na tym, co chcemy z siebie wyrzucić. Oczywiście nieraz warto powiedzieć o wątpliwościach czy doświadczeniach, żeby naświetlić naszą sytuację, ale chodzi o to, żeby nie odpłynąć w inną stronę - dodaje duchowny.
A co w sytuacji, gdy mamy wątpliwości co do wagi grzechu? - Jeśli nie wiemy, czy dany czyn jest grzechem ciężkim, czy nie, zachęcam, żeby po prostu wyrzucić to z siebie i nie nosić niepotrzebnie. Można też spytać o to księdza podczas spowiedzi – zaleca.
"To moja pierwsza spowiedź od lat"
Ania ma za sobą, jak sama mówi, "spektakularne nawrócenie". - Przez lata żyłam daleko od Boga i Kościoła, ale miałam przyjaciółkę, która była wierząca. Kiedy przechodziłam najczarniejszy okres w życiu, byłam w żałobie i podejrzewano u mnie poważną chorobę, zaczęłam spontanicznie się modlić. To był czas, kiedy przeszłam przemianę. W końcu pomyślałam, że chcę iść do spowiedzi po ośmiu latach - mówi 30-latka.
- Kiedy podeszłam do konfesjonału, złapał mnie ogromny stres. Powiedziałam tylko jedno zdanie: przepraszam, to moja pierwsza spowiedź od lat, wszystko zapomniałam. Ale ksiądz był spokojny i wspierający, pomógł mi nie stracić głowy - śmieje się.
Spowiedź po latach? Ksiądz radzi, jak do tego podejść
Ks. Marek Sawicki przyznaje, że nieraz zdarzało mu się słyszeć spowiedzi po wielu latach. - Najczęściej są przed Wielkanocą. Wtedy niemal na okrągło siedzimy w konfesjonałach. Wydaje mi się, że to się nie zmienia od lat – przed Wielkanocą przychodzą takie osoby, które nie spowiadały się nawet od bardzo długiego czasu i pojawiają się z poważnymi sprawami. Mam wrażenie, że Wielkanoc jest takim czasem, kiedy coś się dzieje w człowieku i wyzwala się potrzeba oczyszczenia się z czegoś, co nieraz zalega od dawna - opowiada.
Ma też konkretną wskazówkę dla osób, które chciałyby wyspowiadać się z dłuższego okresu, czy wręcz z całego życia. - Zawsze doradzam takim osobom umówienie się z księdzem na spowiedź poza dyżurem w konfesjonale, tak, żeby mieć czas na dłuższą rozmowę. Dana osoba może mieć komfort, żeby porozmawiać o tych wszystkich kwestiach, spowiednik też będzie mógł poświęcić jej więcej uwagi. To są nieraz spowiedzi, na które warto poświęcić na przykład godzinę rozmowy. Inaczej, w czasie przedświątecznym, gdy dużo osób czeka w kolejce, można czasem wyjść z pewnym niedosytem. Dobrym zwyczajem jest mieć stałego spowiednika, warto o to zadbać, wtedy spowiedź może być dla nas bardziej korzystna, także w kontekście pracy nad sobą i swoim sumieniem.
Dominika Frydrych, dziennikarka Wirtualnej Polski