ycipk-3lfok2

Czego Polki mogą zazdrościć Czeszkom? Przede wszystkim komfortowego macierzyństwa

Dofinansowane przez państwo badania prenatalne i zapłodnienie in vitro, trzyletnie, płatne urlopy na opiekę nad dzieckiem - to nie jest wizja utopijnego raju dla kobiet, ale rzeczywistość naszych sąsiadek zza południowej granicy. Czeszkom pozostawiono prawo do decydowania o swoim życiu i okazało się, że szacunek dla osobistej wolności oraz zdrowy rozsądek przynoszą społeczeństwu więcej korzyści niż narzucone jarzmo moralności.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Czego Polki mogą zazdrościć Czeszkom? Przede wszystkim komfortowego macierzyństwa
(Shutterstock.com)
ycipk-3lfok2

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, gdy osiem lat temu zamieszkałam w Czechach, były tłumy młodych mam w polarach i trekkingowych butach. Najpierw pomyślałam, że kobiety tu prostu o siebie nie dbają, że Polki są bardziej eleganckie, bo po ulicach biegają w obcasach i płaszczykach. Po latach odkryłam, że za tą powierzchowną różnicą kryje się coś więcej. Coś, co można nazwać komfortem życia.

Aborcja bez pytań

W Czechach kobiety traktuje się jako podmiot rozwoju demograficznego, a nie inkubator. Gdy ginekolog zobaczy na ekranie USG rozwijający się zarodek, zaproponuje ci kolejną wizytę kontrolną, jeśli zamierzasz ciążę kontynuować. „Jeśli” pojawia się w rozmowie zupełnie naturalnie, wręcz beznamiętnie. Bo wybór, tak jak macica, należy do pacjentki. Zgodnie z prawem, kobiety posiadające czeskie ubezpieczenie zdrowotne mogą do końca 12 tygodnia ciąży zażądać przerwania ciąży bez podawania powodu w każdym szpitalu i prywatnej klinice, posiadającej niezbędne zaplecze. Do wyboru jest przy tym pigułka Mifegyne (podaje się ją w dwóch dawkach po 48 godzinach, a poronienie następuje spontanicznie w domu) lub chirurgiczne usunięcie płodu w warunkach ambulatoryjnych - z tej pierwszej opcji można skorzystać do końca 7 tygodnia ciąży. W przypadku wykrycia genetycznych wad rozwojowych kobieta ma prawo do aborcji aż do 24 tygodnia i jest ona finansowana z ubezpieczenia. Za zabiegi i tabletki na życzenie płaci się z własnej kieszeni, przy czym ceny wynoszą od 600 do 1000 złotych.

ycipk-3lfok2

Co oznacza taka samowola reprodukcyjna? Według danych Czeskiego Urzędu Statystycznego w 2015 roku dokonano 21,9 tysiąca aborcji, co oznacza spadek o 0,8 tysiąca w stosunku do roku poprzedniego. Jeśli zaś porównać stosunek przerwanych ciąż do naturalnych poronień, wynik jest najniższy od 1958 roku, kiedy to wprowadzono w Czechach prawo do aborcji na życzenie. Okazuje się, że możliwość dokonania bezpiecznego zabiegu w zasięgu 10 kilometrów od domu i pod opieką profesjonalistów wcale nie zachęca do aborcji, a jedynie ogranicza jej uciążliwość.

O swojej aborcji opowiada mi Martina, mama trójki dzieci: nastoletniej dziewczynki i dwóch pięcioletnich chłopców. Jest szczęśliwa, choć wychowuje dziś dzieci samotnie. Przyznaje, że zanim pojawiły się bliźnięta, skorzystała z zabiegu usunięcia ciąży.

- Byliśmy w fatalnej sytuacji finansowej i psychologicznej - tłumaczy. - Nie byłam gotowa na kolejne dziecko. Gdy przebrnęliśmy przez najgorsze, zdecydowałam się na ciążę i trafiłam na podwójne szczęście. Takie jest życie, trzeba mieć je w swoich rękach - dodaje.
Oczywiście nie każda decyduje się na zabieg. W Czechach głośna jest historia Šárki, bohaterki filmu dokumentalnego „Uratujcie Edwardsa” z 2010 roku. Podczas badań prenatalnych odkryto u jej córki syndrom Edwardsa, niezwykle groźną wadę genetyczną, przy której lekarze dają dziecku szansę na 1-2 lata życia. Wbrew zaleceniom medycznym Šárka zdecydowała się urodzić Juliankę i była dla niej wspaniałą mamą przez osiem długich lat. Ale to była jej osobista decyzja.

Opieka prenatalna to obowiązek, nie przywilej

ycipk-3lfok2

Największym medycznym szokiem w Czechach był dla mnie fakt, że do ginekologa chodzi się bez portfela. Przyzwyczajona do tradycyjnego wyboru między badaniem w przeciągu tygodnia, z USG w komplecie, za 150 złotych a czekaniem miesiąc na łaskę NFZ, znalazłam się alternatywnej rzeczywistości. Renomowany doktor wyposażony w najnowszą aparaturę USG przyjmuje w ramach ubezpieczenia: raz w roku na prewencyjną wizytę, przy każdym problemie w ciągu 1-2 dni i co kilka tygodni w czasie całej ciąży. Badanie ultrasonograficzne ciężarnych jest standardem, nawet co miesiąc, jeśli zachodzi taka potrzeba. Ponadto ubezpieczyciel opłaca podstawowy pakiet testów prenatalnych z krwi, a kto chce, może dopłacić ok. 200 złotych za kombinowane badanie o wyższym współczynniku czułości.

Sama miałam pecha, bo z testów wyszło mi podwyższone ryzyko zespołu Downa, więc lekarz bezzwłocznie skierował mnie do kliniki genetycznej na odbiór wody płodowej. Badanie odbyło się w ciągu tygodnia, nie zapłaciłam ani grosza, a po 20 dniach dostałam pocztą piękny list z potwierdzeniem, że moje dziecko jest zupełnie zdrowe. U innej pacjentki, Dagmar, podczas rutynowego badania USG zaszło podejrzenie wady serca u płodu. W przeciągu dwóch dni trafiła na bezpłatną konsultację u najlepszych specjalistów w południowych Czechach, którzy potwierdzili małą dziurkę w serduszku, czyli fachowo ubytek w przegrodzie międzyprzedsionkowej. W dniu porodu na córeczkę czekał już kardiolog dziecięcy, aby dalej pokierować sprawą.

- Bałam się jak diabli, ale cieszyłam się, że o wszystkim wiem i mogę przygotować się na najgorsze - mówi dzisiaj Dagmar, patrząc jak jej córka biega po pokoju z impetem typowego dwulatka.
Dziecko z probówki, ale z ubezpieczenia

27-letnia Katka jest kelnerką, jej chłopak pracuje przy budowie domów, mieszkają w pięćdziesięciotysięcznym mieście w środkowych Czechach. Ona leży w szpitalu, na patologii ciąży, w sali razem z sześcioma innymi kobietami, z których pięć jest po zapłodnieniu in vitro. Pytam, skąd wzięła pieniądze na procedurę.

ycipk-3lfok2

- Kosztowało mnie to 8 tysięcy koron (ok. 1,2 tysiąca złotych) - odpowiada. - Odłożyliśmy to razem w ciągu pół roku.
Oprócz Katki na oddziale jest 36-letnia sprzedawczyni oczekująca bliźniąt, 30-letnia położna z silnymi krwawieniami oraz 24-latka w dredach, u której lekarze wykryli nieprawidłowości w jajnikach i poradzili szybkie in vitro, póki jeszcze jest szansa. Bo szansę na dziecko powinien mieć każdy.

W Czechach różni ubezpieczyciele stwarzają różne warunki dofinansowania sztucznego zapłodnienia, ale standardem dla kobiet w wieku od 22 do 39 lat są trzy darmowe próby in vitro z użyciem dwóch embrionów lub cztery, jeśli użyto tylko jednego embrionu. Starsze ochotniczki muszą płacić z własnej kieszeni, bowiem w ich przypadku ryzyko związane z wiekiem jest już znaczące. Kwalifikacja do dofinansowanej terapii nie oznacza oczywiście braku kosztów. Za leki hormonalne, które należy przyjmować przed inseminacją, kobieta musi zapłacić sama, a wydatki wahają się między 500 a 2000 złotych. Badania genetyczne poprzedzające kwalifikacje są jednak darmowe. Bardziej zaawansowane kliniki oferują już także sztuczne zapłodnienie oparte na technologii MACS („magnet-activated cell sorting”), które pozwala oddzielić uszkodzone DNA z nasienia i wykorzystać tylko wysokiej jakości materiał genetyczny.

W 2013 roku, według danych portalu zdravtonickydennik.cz, w Czechach wskutek sztucznego zapłodnienia narodziło się 2393 dzieci, z tego 1857 kobietom do 34 roku życia, które nie mogły zajść w ciążę naturalnie.

Długie macierzyństwo. I płatne

ycipk-3lfok2

Wraz z odejściem komunizmu z terytorium Czech zniknęły niemalże całkiem żłobki, uważane za przeżytek systemu totalitarnego. Obywatele odzyskali wolność, a dla kobiet wolność oznacza to możliwość samodzielnego wychowania swojego dziecka. Obecny system gwarantuje matkom 28-tygodniowy urlop macierzyński, podczas którego otrzymuje się ok. 70 proc. wynagrodzenia sprzed porodu, a następnie urlop związany z zasiłkiem rodzicielskim. Ten ostatni nie jest uzależniony od zarobków i wynosi dla każdej rodziny jednakowo 220 tys. koron czeskich, czyli ok. 37 tysięcy polskich złotych. Pieniądze te można rozłożyć sobie przy tym na okres od dwóch do czterech lat, w zależności od indywidualnych preferencji.

Rzeczywistość wygląda tak, że większość czeskich mam spędza po porodzie trzy lata w domu. A jeśli parcie na karierę jest wyjątkowo duże, to chociaż 2,5 roku, do czasu, aż dziecko stanie się na tyle samodzielne, aby można je było oddać do przedszkola. I tu właśnie pojawiają się wspomniane na początku młode kobiety w polarach, biegające z wózkami po alejkach, uczestniczące w bardzo popularnych zajęciach strolleringu (ćwiczenia z wózkiem), spędzające całe dnie na placach zabaw. Bo maluchy potrzebują swoich mam, a nie opiekunek czy wychowawczyń, zaś większość matek woli spędzać czas z pociechą niż z szefem. John Bowlby, brytyjski psycholog i psychiatra, już w latach 50. ubiegłego stulecia rozwinął tzw. teorię przywiązania („attachment theory”), zgodnie z którą dzieci lepiej radzą sobie w życiu, zwłaszcza w sferze emocjonalnej, jeśli w pierwszych dwóch latach życia są pod ciągłą opieką matki.

Zuzanna ma wyższe wykształcenie i status kierownika w bibliotece Uniwersytetu w Brnie. Od 6 lat opiekuje się jednak dziećmi w domu: wcześniej synem, teraz córką, która ma już prawie trzy lata. Pojawiła się myśl o trzecim dziecku. Pytam, co na to jej szefowa.

- Szefowa powiedziała, że to dobrze, że mądrzy ludzie mają dzieci i chcą się nimi zajmować - odpowiada Zuzanna z uśmiechem.
Czy takie długie siedzenie w domu nie rozleniwia, nie nudzi? Zależy od człowieka. Zuzanna zajęła się fotografią, zaczęła prowadzić popularnego bloga i przekuła swoją pasję w mały biznes - robią z mężem ekologiczne zabawki z drewna.
Liba również zdecydowała się na trzy lata opieki nad dzieckiem, ale u jej córki rozwinęła się astma i alergolog powiedział, że lepiej, aby mała nie szła do przedszkola w wieku 3 lat, by ograniczyć ryzyko infekcji dróg oddechowych. Liba została więc w domu jeszcze rok, korzystając z dodatkowego czasu, który może spędzić z dzieckiem. Chodziła z córką na zajęcia, brała dorywcze prace, aby trochę poprawić sytuację finansową. Bo w Czechach „brigády” to instytucja sama w sobie – tymczasowa, jednorazowa praca w weekend czy raz w tygodniu, gdy dziecko można zostawić z babcią, pozwala powiększyć nieco budżet domowy i wyjść na chwilę do ludzi. Ofert jest na pęczki.

ycipk-3lfok2

Konfrontacja

Jak radzi sobie „zdeprawowane” niekaralną aborcją i sztucznymi zapłodnieniami czeskie społeczeństwo? Jak żyją kobiety wychowujące latami swoje dzieci? Moim zdaniem lepiej. Według danych Eurostatu za 2014 rok, w Polsce wskaźnik dzietności wynosi 1,32, w Czechach 1,53. To samo źródło podaje, że w roku 2015 PKB na mieszkańca wynosił 11200 euro w Polsce i 15800 euro w Czechach. A subiektywnie? Polki jeżdżą na aborcję za granicę, płacąc krocie i kuląc się ze wstydu albo rodzą niechciane dzieci. Polskie mamy biegają w stresie od żłobka do biura i z powrotem, zmęczone i zdenerwowane, żeby zdążyć i nie zasnąć po drodze. Czeszki podejmują spokojnie decyzję, czy i kiedy chcą zostać matkami, traktują swój wybór poważnie, poświęcając mu kawałek życia. I zazwyczaj są podejrzanie pogodne, uśmiechnięte i kreatywne.

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-3lfok2

ycipk-3lfok2
ycipk-3lfok2