Blisko ludziJest żoną pastora. Opowiada, jak wygląda jej życie u boku duchownego

Jest żoną pastora. Opowiada, jak wygląda jej życie u boku duchownego

Anna Szafranek jest żoną pastora
Anna Szafranek jest żoną pastora
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne | Julia Pietrzak
Marta Kosakowska

01.02.2022 15:35, aktual.: 01.02.2022 18:52

Małżeństwo z pastorem zobowiązuje do życia według określonych zasad. Jednak Anna Szafranek wymyka się stereotypowi konserwatywnej żony duchownego. Prowadzi na TikToku konto @zonapastora, gdzie w zabawny sposób opisuje życie blisko Boga. W rozmowie z WP Kobieta zdradza, czy zdarza jej się kłócić z mężem, a także opowiada, dlaczego ona również ma status osoby duchownej.

Marta Kosakowska, WP Kobieta: Obejrzałam wszystkie pani materiały na TikToku. Przyznam szczerze, że świetnie się przy nich bawiłam. Są lekkie i zabawne, choć nie zawsze dotyczą lekkich tematów. W jednym z nich żartuje pani nawet z samej siebie, twierdząc, że "żona pastora nie powinna śmieszkować". Nie powinna?

Anna Szafranek: Dlaczego nie? Jestem kobietą, człowiekiem… Oczywiście to sprawa indywidualna. Znam wiele żon pastorów i wszystkie jesteśmy normalnymi kobietami, które czasem sobie "śmieszkują". Może mogłoby się wydawać, że są pewne normy, konwenanse, które nas ograniczają, ale przecież my też mamy ludzką stronę.

Wyjaśnijmy, jest pani żoną pastora, a więc należy pani do Kościoła…

Należymy do Kościoła Chrystusowego w RP, będącego częścią nurtu protestanckiego.

Urodziła się pani w tym wyznaniu, czy przyjęła je jako osoba dorosła?

Urodziłam się w rodzinie katolickiej, w której chodziło się do kościoła głównie w święta i czasem w niedziele. Chodziłam na religię w szkole. Po komunii mój starszy brat przypadkiem pojechał na obóz organizowany przez ewangelików i tam się nawrócił. Ja, za zgodą rodziców, zaczęłam jeździć na spotkania dla dzieci, potem dla młodzieży, w efekcie czego też zmieniłam Kościół. Ostatecznie nasi rodzice też zmienili wyznanie. Mój brat dziś jest pastorem, więc – co zabawne – jestem jednocześnie żoną i siostrą pastora.

Przyszłego męża poznała pani w kościele?

Tak, chodziliśmy do tego samego kościoła. Byliśmy nastolatkami, kiedy się poznaliśmy. On nigdy nie chciał być pastorem, a ja nigdy nie chciałam być żoną pastora, ale Pan Bóg tak nas poprowadził, że oboje skończyliśmy studia teologiczne i działamy razem w Kościele.

Jak wygląda dzień żony pastora?

Obecnie jestem na urlopie macierzyńskim, więc mój dzień nie różni się od dnia typowej mamy. Jednak żony pastorów różnie funkcjonują. Niektóre pracują zawodowo, prowadzą firmy. W tygodniu nie ma żadnej różnicy.

W weekendy bywa inaczej?

Tak, to jest dla nas czas wzmożonej pracy. Dawniej w soboty często organizowaliśmy spotkania młodzieżowe. Niedziela to dzień nabożeństw, które trzeba przygotować. To jest nasz najbardziej pracowity dzień. Po intensywnym weekendzie możemy odpocząć w poniedziałek, który jest dla mojego męża dniem wolnym.

I jak wygląda taki dzień wolny?

Zupełnie normalnie: sprzątamy dom, robimy zakupy, spędzamy czas z córkami. Nie mamy żadnych rytuałów, które odróżniałyby nasze życie od życia osób nieduchownych. Sami decydujemy o tym, czy chcemy spędzić czas na czytaniu Biblii, czy modlitwie – razem lub osobno. To są kwestie indywidualne, nie ma tu odgórnych nakazów. Często spotykamy się też z innymi rodzinami z Kościoła.

Annę Szafranek i jej męża Damiana można spotkać w Społeczności Chrześcijańskiej Północ w Warszawie
Annę Szafranek i jej męża Damiana można spotkać w Społeczności Chrześcijańskiej Północ w Warszawie © Archiwum prywatne | JULIA PIETRZAK

Czy bycie żoną pastora do czegoś zobowiązuje – prywatnie i zawodowo?

Myślę, że tak. Może nazwałabym to bardziej oczekiwaniem społeczności. Niektórzy mogą oczekiwać, że powinnam zawsze dobrze się prezentować, uśmiechać się. Jednak wielu ludzi rozumie, że jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy miewają swoje gorsze dni. Nie mam poczucia, że muszę zawsze "trzymać fason". Prędzej jest tak, że my same, jako żony pastorów, nakładamy pewne maski, ale to się zmienia. Idziemy w kierunku tego, żeby pokazywać się szczerze. Chcemy być autentyczne w wyglądzie i zachowaniu.

Jest coś trudnego w byciu żoną pastora?

Oczywiście bycie żoną pastora ma to swoje dobre strony i pewne wyzwania. Wyzwaniem mogą być zobowiązania wobec społeczności Kościoła. Kiedy coś się dzieje, trzeba jechać, pomóc. To nie jest praca od poniedziałku do piątku od 8:00 do 16:00. Dużo zależy od pastora jako osoby, czy umie postawić granice, żeby nie było zachwiania między życiem rodzinnym a obowiązkami wobec Kościoła.

Nierzadko angażujemy się oboje, jako małżeństwo. W czasie ostatnich dwóch lat mieliśmy sporo przypadków śmierci w naszej społeczności. W tych momentach musieliśmy być blisko osób, które straciły członków swoich rodzin. W takich chwilach decydujemy, że jako małżeństwo, chcemy być wsparciem dla kogoś. Oddajemy wtedy swój czas na rzecz pomocy komuś, co może stanowić pewne wyzwanie.

Zdarzają się kłótnie?

Funkcjonujemy jak normalne małżeństwo. Czasem się kłócimy, czasem nie możemy się dogadać. Zawsze staramy się przeprosić, zanim pójdziemy spać. To jest taka biblijna zasada, żeby nie iść spać pokłóconym. Więc jak się pokłócimy, to przed snem staramy się przytulić, pocałować. Jednak, jak każde małżeństwo, mierzymy się z pewnymi trudami. Pomaga nam wspólna modlitwa, przegadanie i oddanie Panu Bogu naszych spraw. Od początku prosimy go, by prowadził nas w naszej relacji.

Skąd pomysł, by założyć konto na TikToku? Ktoś złośliwy mógłby zapytać, czy to przystoi żonie pastora?

Jest to moja indywidualna inicjatywa, która powstała w czasie pandemii. Wtedy na TikToku zaczęło pojawiać się więcej treści, nie tylko tych lekkich i zabawnych, ale też poważniejszych. Na początku tworzyłam filmiki trochę z nudów, a potem zauważyłam, że konta związane z wiarą są bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych, więc postanowiłam zagospodarować tę niszę w Polsce. Ale przede wszystkim świetnie się przy tym bawiłam.

Mąż zaakceptował pomysł?

Tak, jego też bawią takie treści, więc mój kanał bardzo mu się podobał. Poza tym okazało się, że wiele osób poszukuje Kościoła w internecie.

Szukamy duchowości na TikToku?

Myślę, że tak. Świadczy o tym chociażby ogromna popularność wielu kont księży katolickich, którzy zrzeszają na TikToku spore społeczności. Ten portal przestaje być kojarzony wyłącznie z głupkowatymi filmikami. Jest coraz więcej wartościowych i poważnych treści. Dlaczego nie miałoby być tam treści na temat Boga? Tym bardziej że ludzie tego szukają. Kiedy po przerwie, spowodowanej drugą ciążą, wróciłam na kanał, zauważyłam duży wzrost liczby obserwujących.

Pani profil nie tylko bawi, ale też uczy. Znalazłam na nim materiały np. o różnicach między Kościołem protestanckim a katolickim. Tłumaczy pani również, że nie jest świadkiem Jehowy. Nasza wiedza religijna wciąż domaga się uzupełnienia?

Tak, wiele osób wciąż jest zaskoczonych tym, że w Polsce istnieją chrześcijanie, którzy nie są katolikami. Nie jest to wiedza powszechna. Czasem ktoś się dziwi, że protestanci żyją w Polsce. Odpowiadam wtedy, że owszem, żyją, od XVI wieku. Dla wielu jest to zaskoczeniem.

Przejrzałam pytania do pani i niektóre z nich są trudne np. "Jakie ma pani dowody na to, że Bóg istnieje?". Nie boi się pani na nie odpowiadać?

Boję się i nie. Chciałabym odpowiedzieć na większość tych pytań. Bo ja te odpowiedzi znam, ale czasem czuję odpowiedzialność, żeby nie powiedzieć czegoś, co zostanie źle zrozumiane. Staram się konsultować z biblistami i doktorami teologii z Kościoła, żeby udzielać właściwych odpowiedzi.

Jeden z komentujących napisał o pani "można być wierzącym i normalnym". Można?

Można. Staram się pokazać, że można być blisko z Panem Bogiem, a jednocześnie być normalnym człowiekiem i prowadzić konto na TikToku. Wierzę, że Pan Bóg chce, abyśmy byli sobą z całą swoją paleta talentów i zasobów. Mam nadzieję, że moje konto to pokazuje.

Ale w internecie nie da się uniknąć krytyki. Ktoś inny zarzucił pani, że "nawraca na siłę".

Nie rozumiem zarzutów, że nawracam kogoś na siłę. Tego typu komentarze pojawiają się na wszystkich kontach religijnych. Ja nikomu nie narzucam w sposób dyktatorski swoich poglądów. Wypowiadam się z perspektywy osoby wierzącej. To jest moje postrzeganie świata. Nie ma to nic wspólnego z nawracaniem na siłę. Jak komuś takie treści się nie podobają, to może je sobie zablokować.

Zdarzają się gorsze komentarze?

Czasami pojawiają się obelgi. Zwykle na nie nie odpisuję, choć zdarza mi się wchodzić w polemikę, dopytując, o co konkretnie chodzi, ale zwykle nie uzyskuję odpowiedzi. Nie zrażam się tym.

Ponoć dla Urzędu Skarbowego jest pani osobą duchowną?

Tak, filmik o tym stał się viralem. To jest moja ulubiona anegdota. Ja zarówno w Urzędzie Skarbowym, jak i w ZUS-ie, jestem zarejestrowana jako osoba duchowna, podobnie jak mój mąż. Kiedy przechodziłam na macierzyński i składałam dokumenty, pani, która mnie nie znała, zdziwiła się, że papiery składa kobieta duchowna, czyli w jej przekonaniu zakonnica, która jest w ciąży. Do tego przyszła z duchownym, czyli z księdzem.

Na czym polega pani praca jako osoby duchownej?

Wszystkie osoby zatrudnione w naszym Kościele są zarejestrowane jako osoby duchowne. Jednak nie oznacza to, że wszyscy prowadzą nabożeństwa. Mogą na przykład zajmować się sprawami organizacyjnymi, edukacyjnymi etc. Ja przed macierzyńskim zajmowałam się organizacją, mediami społecznościowymi. Zdarzało mi się wygłaszać kazania, bo w Kościele protestanckim kobiety też mogą to robić.

Zapraszamy na grupę FB - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (263)
Zobacz także