Kompleks Boga
– Błędy są dowodem na to, że żyjemy, rozwijamy się, że jest w nas wigor, nie umarliśmy za życia – stwierdza dr Joanna Kwaśniewska, psycholog z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS, prowadząca treningi twórczości „Co ma piernik do wiatraka?”. – Próba unikania pomyłek jest zabójcza zwłaszcza dla kreatywności, bo to, co twórcze, jest nowe z założenia, a w nowość zawsze wpisane jest ryzyko. Trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i sprawdzić, co się wydarzy.
To się jednak nie uda, jeśli nie pozbędziemy się tego, co Tim Harford, ekonomista i autor książki „Adapt: Why Success Always Starts with Failure”, nazywa „kompleksem Boga” – przekonania, że bez względu na to, jak skomplikowany jest problem, rozwiązanie, które sobie przygotowaliśmy, jest bezbłędne. Harford podczas swego wystąpienia na konferencji TED śmieje się z osób, które utrzymują, że rozumieją, jak działa świat. Z polityków twierdzących, że wiedzą, jak poprawić system edukacji, chociaż uczciwiej by było, gdyby powiedzieli, że mają wiele pomysłów do przetestowania i będą szukać najlepszego rozwiązania metodą prób i błędów. Harford jest zresztą wielkim entuzjastą tej strategii i na dowód jej skuteczności pokazuje zdjęcie „produktu”, który dzięki niej powstał, czyli… niemowlaka. Bo czym innym jest ewolucja, jeśli nie efektem wielu eksperymentów.
Jednak przyznanie sobie prawa do błędu to dopiero pierwszy stopień wtajemniczenia. Drugi to zauważyć, że ów błąd się popełniło. Paweł Fortuna w swojej książce „Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę” wymienia popularne strategie obronne, które czynią nas ślepymi na własne błędy. Możemy więc zaprzeczyć, że coś poszło nie tak, utrzymywać, że praca nie jest jeszcze zakończona, więc nie da się jej ocenić (chociaż w rzeczywistości niejeden jej etap dawno można już było podsumować), deprecjonować cel w myśl zasady: nie udało się, ale i tak mi nie zależało albo zrzucić winę na innych. Oczywiście można też popaść w drugą skrajność, wziąć wszystko na siebie i pogrążyć się w rozpaczy nad swoją ułomnością. Rozpacz bywa tak czarna, że też nie ma szans, by dostrzec w niej naukę na przyszłość.
Ani samobiczowanie, ani wybielanie się daleko nas więc nie zaprowadzą. Jaką mamy alternatywę? Na pewno warto odnotować fakt, że wyszło nam coś innego, niż zamierzaliśmy, a potem obejrzeć dokładnie to, co mamy przed sobą. Tak jak to zrobił Alexander Fleming, przyglądając się brudnym naczyniom w swym zabałaganionym laboratorium. Gdyby nie dopuścił do pojawienia się na nich pleśni (w tamtym momencie uznalibyśmy to za wpadkę) albo starł ją bez zastanowienia, nie odkryłby pewnie penicyliny. Ważna jest więc odpowiedź na pytanie: Czy efekt jest tylko niezamierzony, czy także zły? Otrzymaliśmy odpowiedź numer 2?
– Tu często pojawia się trudność, bo ludzie nie potrafią patrzeć na nieudany efekt swego działania jak na zróżnicowaną całość, która składa się tylko z kilku złych rzeczy i wielu dobrych, ale negują wszystko – mówi dr Joanna Kwaśniewska. – Tymczasem chodzi o to, by zauważyć, że błąd jest tylko elementem czegoś większego. To jak z zupą, do której zamiast soli wsypiemy cukier. Nie myślmy: „Wszystko zniszczone, jestem do niczego”. Spójrzmy na zupę jak na wywar, który ma w sobie mnóstwo dobrych składników, jest wartościowy, tyle że ma cukier zamiast soli. Zastanówmy się, co możemy zrobić, by zupa była smaczna, mimo że dodaliśmy do niej cukier. Takie podejście bardzo zmienia perspektywę i pozwala spojrzeć kreatywnie na problem.
Paweł Fortuna radzi też skorzystać z metody nauki na błędach Davida Kolba: najpierw przeanalizować suche fakty (najlepiej z osobami, które były świadkami zdarzenia), potem zastanowić się, co mogło być przyczyną porażki, a na koniec stwierdzić, jakie działanie warto podjąć (czy raczej przetestować) następnym razem w podobnej sytuacji.