I właśnie ta typowo męska chęć sprawdzenia się i sprostania wszelkim zadaniom często rodzi w mężczyznach frustracje. Czując ciężar, jaki spoczywa na ich ramionach i często rozpoczynając swoją ojcowską podróż drogą prób i błędów, panowie bywają na tyle zestresowani nowym życiem, że popadają w stany depresyjne. Ogarnia ich lęk przed podejmowaniem jakichkolwiek zadań przy dziecku, czują się zobowiązani, aby nieść pomoc, a jednocześnie wiedzą, że nie mogą się sami ze sobą „pieścić”, bo to od nich oczekuje się niesienia pomocy. Jeśli nie mają zaufanego kumpla, z którym mogliby podzielić się swoimi odczuciami, czują się osamotnieni i zagonieni niczym w matni. Bardzo często w „męskiej depresji poporodowej” swój niemały wkład mają ich żony lub teściowe, które odstawiają chcących ze szczerego serca pomóc panów na boczny tor, prosząc, by „nie przeszkadzali, bo i tak nie pomogą”. Kiedy skłonny do pomocy mężczyzna kilka razy usłyszy, że „się nie zna i lepiej jak już sobie pójdzie”, po pewnym czasie przestanie się
angażować i uwierzy w to, że i tak się nie nadaje. Tymczasem każdego mężczyznę należy angażować w codzienną pielęgnację i opiekę nad dzieckiem. Niech pomaga w kąpieli, nawet jeśli robi to niezdarnie. Niech przewija dziecko, nawet jeśli nieco krzywo założy pieluszkę lub założy za duże śpioszki. Te właśnie chwile czynią z mężczyzny prawdziwego ojca i poddawanie jego starań krytyce, obróci się nie tylko przeciwko dziecku, ale i matce, która w przyszłości z pewnością nie będzie mogła na niego liczyć. Wszystkiego można się przecież nauczyć, nawet, a może właśnie wówczas, kiedy popełnia się błędy.