Blisko ludziMarcel i Ksawery uratowani. Gdy się urodzili, ważyli tyle co dwie torebki cukru

Marcel i Ksawery uratowani. Gdy się urodzili, ważyli tyle co dwie torebki cukru

Marcel i Ksawery uratowani. Gdy się urodzili, ważyli tyle co dwie torebki cukru
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Katarzyna Gruszczyńska

10.01.2017 13:04, aktual.: 10.01.2017 13:25

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Marcel i Ksawery urodzili się w 29 tygodniu ciąży. Każdy z nich ważył nieco więcej niż kilogram cukru. - Ich rączki były wielkości moich palców, nóżki niewiele dłuższe. W momencie ich urodzenia rozpoczęła się walka o ich życie – opowiada Anna Gajowiak, mama chłopców. Rodzice dowiadywali się o kolejnych chorobach, takich jak sepsa, dysplazja oskrzelowo-płucna, retinopatia. Zdawali sobie sprawę z tego, że synowie mogą nie być w pełni sprawni, że mogą nie widzieć, nie słyszeć.

Od razu po porodzie zostali zaintubowani i trafili do inkubatorów. - Bez odpowiedniej opieki lekarskiej i specjalistycznego sprzętu (w szpitalu, gdzie rodziła pani Anna, był głównie ten podarowany przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy – przyp. red.) nasi synkowie nie mieliby żadnych szans na przeżycie – mówi Anna Gajowiak.

Chłopcy przez dwa miesiące korzystali z inkubatorów, respiratorów, pomp infuzyjnych, kardiomonitorów i innych sprzętów z czerwonym serduszkiem. Każdy dzień spędzony na Oddziale Intensywnej Terapii Noworodka był dla nich walką o życie. - Naszych uczuć nie da się tutaj opisać, bo widzieliśmy, jak inne dzieci przegrywają życie. Strach o własne maleństwa to za słabe określenie, którym można opisać to, co się czuje. To była jedna wielka huśtawka, na której żyliśmy przez cały pobyt chłopców na oddziale. Raz ich stan się poprawiał, a za pięć minut znów pogarszał - wspomina.

Bez tego sprzętu jej dzieci po prostu by nie było. Podtrzymywał ich życie przez praktycznie dwa miesiące. A później, po powrocie ze szpitala, korzystali jeszcze np. z programu przesiewowego badania słuchu (wcześniaki bardzo często mają uszkodzony słuch; jest to skutek stosowania bardzo silnych leków, które ratują im życie – przyp. red.), a także z badań okulistycznych (też są sponsorowane przez Orkiestrę i zapobiegają utracie wzroku przy retinopatii – przyp. red.). Chłopcy byli hospitalizowani na innych oddziałach i wszędzie na łóżeczkach czy kardiomonitorach były nalepione czerwone serduszka. - One ciągle z nami były i dawały nadzieję – wspomina Gajowiak.

- Kiedy chłopcy się urodzili i dowiadywaliśmy się o ich kolejnych chorobach, takich jak dysplazja oskrzelowo-płucna, wylewy dokomorowe, retinopatia, sepsa, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że mogą nie być w pełni sprawni, że mogą nie widzieć, nie słyszeć. Wtedy liczyło się dla nas tylko to, żeby zostali z nami. Byliśmy gotowi na wszystko. Zaraz po wyjściu ze szpitala zaczęliśmy intensywną rehabilitację, odwiedzaliśmy najlepszych specjalistów – przyznaje ich mama.

Obraz
© Archiwum prywatne

Marcel i Ksawery mają już 5 lat. Są radosnymi, energicznymi, pełnymi życia maluchami. Co więcej widzą i słyszą nie gorzej niż inne dzieci. - Każdego dnia zaskakują mnie coraz bardziej swoimi nowymi umiejętnościami. Z wcześniactwa pozostały wciąż słabe płuca chłopców, słaba odporność, zaburzenia integracji sensorycznej, a u Ksawerka mózgowe porażenie dziecięce w stopniu lekkim i nietrzymanie moczu. Ale kiedy odwiedzamy naszych specjalistów, nigdy nie mogą się nadziwić, w jak świetnej formie są chłopcy po takich przeżyciach. A my mamy świadomość, że mieliśmy bardzo dużo szczęścia, bo wiemy, co mogło nas czekać. Dlatego codziennie wieczorem, kiedy kładę synków spać, a oni przytulają mnie swoimi malutkimi rączkami i mówią, jak bardzo mnie kochają, łzy szczęścia same płyną mi po policzkach. Jeszcze pięć lat temu nawet nie myślałam o tym, że moje dzieci będą w stanie powiedzieć mi coś takiego! – nie kryje wzruszenia pani Anna.

Pani Anna i jej dzieci mają świadomość, jak wiele zawdzięczają akcji zainicjowanej 25 lat temu przez Jerzego Owsiaka. - Pamiętam, że na naszym Oddziale Intensywnej Terapii wszystkie respiratory były podarowane przez WOŚP. Nie było ich zbyt wiele i kiedy mój jeden synek był już przestawiany z respiratora na Nieinwazyjną Metodę Wspomagającą Oddech CPAP (ten sprzęt również był oklejony czerwonymi serduszkami – przyp. red.) i jego stan nagle zaczął się pogarszać, chciałam, żeby jak najszybciej znów podłączono go pod respirator – tłumaczy. Okazało się, że został już ostatni i jeśli urodziłoby się kolejne maleństwo i potrzebowało respiratora, to dla synka pani Anny zabrakłoby sprzętu. - To oznaczało by tylko jedno... – przyznaje.

- Z Marcelem i Ksawerym od zawsze rozmawialiśmy o ich trudnych początkach. Doskonale wiedzą, że urodzili się bardzo mali, chorzy i żyją tylko dzięki ciociom i wujkom z oddziału oraz sprzętowi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Co roku też wspólnie wspieramy Orkiestrę i chcemy dać szanse innym maluszkom, wspólnie wrzucając pieniążki do puszki. Chcielibyśmy, żeby nigdy żadnemu dziecku nie zabrakło respiratora – mówi.

- WOŚP kupuje całą masę sprzętu. W ciągu 25 lat to ponad 40 tysięcy urządzeń. Złotówki z finału zamieniamy na urządzenia medyczne. Trzeba mieć świadomość tego, że kiedy zaczynaliśmy, większość oddziałów praktycznie nie miała nowoczesnego wyposażenia. Ten sprzęt wciąż w wielu miejscach jest w bardzo złym stanie. Można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie WOŚP, poziom opieki w polskich szpitalach byłby znacząco niższy - przyznaje w rozmowie z WP Krzysztof Dobies, rzecznik WOŚP.

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (21)
Zobacz także