Trwa ładowanie...

"Śmiały mi się w twarz". Poszła do sieciówki, usłyszała, że jest za gruba

Weszła do sklepu i od razu w oko wpadła jej pewna bluzka. Na wieszakach nie znalazła interesującego ją rozmiaru. Personel zamiast pomóc, zaczął sobie żartować. – Nie sprzedajemy ubrań klientkom plus size – usłyszała.

Share
"Śmiały mi się w twarz". Poszła do sieciówki, usłyszała, że jest za grubaŹródło: Facebook.com, fot: Claire Amanda Jones
d3s4woh

Claire Jones nie nosi rozmiaru 44 ani 46, jak mogła założyć pracownica sklepu w Birmingham, w Wielkiej Brytanii. Zwyczajnie spytała, czy dostanie bluzkę w większym rozmiarze. Sieciówki zazwyczaj zaniżają rozmiary, więc dla Claire już dawno przestała się przejmować. Problem pojawił się, gdy ktoś postanowił ją przez to obrażać.

– Pracownica, której zadałam pytanie, najpierw odwróciła się do koleżanki i parsknęła śmiechem. Potem usłyszałam: "Topshop nie produkuje dla takich klientek jak pani" – opowiada Jones w rozmowie z "Daily Mail". Wspomina, że w tym momencie zamarła. Sklep opuściła szybciej, niż do niego weszła. Bluzka została.

Zdaniem 30-letniej Brytyjki, taki sposób traktowania jest normą w "lepszych" sklepach. Przekonuje, że wręcz wymaga się, by pracownice były szczupłe. Jak sądzi Claire - w Topshopie noszą co najwyżej rozmiar 32, a więc nieosiągalny dla zwykłej, zdrowej kobiety. – Mam to szczęście, że dobrze czuję się w swojej skórze. Ale nie sądzę, żebym wróciła do tego sklepu. Myślę, że każdy na moim miejscu podjąłby taką samą decyzję – mówi. – Przez coś takiego łatwo poczuć się jak śmieć – dodaje. "Daily Mail" skontaktował się z sieciówką, ta odpowiedziała dość lakonicznie: Zajmujemy się tą sprawą.

d3s4woh
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3s4woh
d3s4woh