Blisko ludzi"Nie czuję się ani pierwszą, ani ostatnią, ani damą". Brigitte Macron odważyła się na szczerość

"Nie czuję się ani pierwszą, ani ostatnią, ani damą". Brigitte Macron odważyła się na szczerość

"Nie czuję się ani pierwszą, ani ostatnią, ani damą". Brigitte Macron odważyła się na szczerość
Źródło zdjęć: © Forum
Marta Dragan

03.10.2017 16:34, aktual.: 03.10.2017 18:57

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Brigitte Macron dwa miesiące temu udzieliła pierwszego wywiadu od czasu zaprzysiężenia jej męża Emmanuela Macrona na prezydenta Francji. Rozmowa ukazała się wówczas na łamach francuskiego wydania "Elle". Teraz w całości pojawiła się również w polskim listopadowym numerze magazynu. Brigitte Macron opowiada w nim o swojej miłości, życiu w Pałacu Elizejskim, trudnościach i łamaniu konwenansów.

W wywiadzie, który został właśnie opublikowany na łamach polskiego wydania magazynu "Elle", Brigitte Macron otwarcie opowiedziała o swoim życiu prywatnym. Przyznała również, że nie czuje się pierwszą damą. - To zresztą tłumaczenie amerykańskiego tytułu, parafraza, w której nic mi się nie podoba. Kiedy ją słyszę w odniesieniu do siebie, zawsze mam ochotę się rozejrzeć: o kim oni mówią? Nie czuję się ani pierwszą, ani ostatnią, ani damą. Jestem Brigitte Macron! - wyjaśnia małżonka Emmanuela Macrona. W wywiadzie przyznała, że do Melanii Trump również zwraca się po imieniu. - To kobieta, która bardzo troszczy się o edukację, o to, by coś robić i robić to dobrze. Jest wzruszająca - dodała.

Na pytanie, jak zniosła zmianę codziennego trybu życia po przeprowadzce do Pałacu Elizejskiego, odpowiedziała, że była lekko zdezorientowana tym, co się działo jeszcze zanim jej mąż stał się prezydentem Francji. - Czułam się oszołomiona w sztabie generalnym kampanii, kiedy siedząc na kanapie, zobaczyłam twarz Emmanuela w telewizji. Nagle mnie olśniło i poczułam… niepokój – zaczęła. Zadawała sobie wtedy pytanie o to, czy poradzi sobie w roli pierwszej damy. - Jeżeli chodzi o niego, nie miałam żadnych wątpliwości – dodała. Sama lekko spanikowała, bo choć zawsze odczuwa potrzebę mówienia, wtedy milczała. - Kiedy nic nie mówię, mój mąż się martwi! - śmiała się.

Obraz
© Forum

- Wieczorem podczas drugiej tury wyborów byłam w Luwrze. Nagle zobaczyłam, jak Emmanuel idzie… Czułam się sparaliżowana, jakbym miała rozdwojenie jaźni. Dzieci podeszły do mnie: "Może powinnaś pójść na górę?". Odpowiedziałam: "Nie, zostaję na dole". Wtedy córki wzięły mnie pod ręce: "Idziesz tam i już!" – relacjonowała wieczór wyboru Emmanuela na prezydenta. - Chciało mi się płakać. Poszłam na górę i zobaczyłam Emmanuela, a nie ten tłum. Pomyślałam o szczycie, na który się wspiął. Zaledwie rok wcześniej był po prostu moim mężem. Dopiero wtedy ujrzałam to, do czego doszedł - dodała.

- Potem wszystko zaczęło dziać się tak szybko! Emmanuel powiedział mi z uśmiechem: "Jeżeli myślałaś, że będziesz mogła odpocząć przez najbliższe 24 godziny, to musisz z tego zrezygnować". Odpowiedziałam: "Dobrze się składa, bo nie myślałam nawet o godzinie odpoczynku" – czytamy w wywiadzie.

Brigitte Macron przyznała, że lubi Maupassanta, bo w jego dziełach śmierć jest wszechobecna. Dziennikarka "Elle" poprosiła pierwszą damę, aby rozwinęła tę myśl. – Jestem taka jak on… - zaczęła Brigitte. – W "Bel Ami" w przeddzień pojedynku, bohater nawet nie myśli o tym, by go uniknąć, tylko już widzi siebie w grobie - dodała. Brigitte wyznała, że strach przed śmiercią jest jej dobrze znany. - Śmierć zjawiła się w moim życiu, kiedy byłam mała. Gdy się ukazuje, jesteśmy zupełnie rozbici. Nic nie pomaga. Byłam ostatnim z sześciorga dzieci. Moja starsza siostra zginęła w wypadku samochodowym razem z mężem i dzieckiem, którego oczekiwała. Miałam wtedy osiem lat. Ona jest przy mnie cały czas, przez wszystkie dni mojego życia. Rok później umarła jedna z moich bratanic. Babcia powiedziała: "Dlaczego nie ja?". To właśnie w takich chwilach dociera do nas, że porządek rzeczy nie istnieje - wyjaśniła.

Obraz
© Forum

Brigitte Macron powiedziała, że jej mąż, odkąd został prezydentem Francji, ma naturalnie coraz mniej czasu wolnego, ale dla rodziny zawsze go znajduje. - Jeśli razem z nim i moimi wnukami idziemy do sklepu z zabawkami, zawsze swietnie się bawimy. Na początku zabierał je do księgarni, jednak w pewnym momencie powiedziały: "O, tato, na świecie są też zabawki". Najlepsze są wieczory, kiedy opowiada im wymyślone historie i zasypia, zanim one usną. Wtedy one go budzą i domagają się dalszego ciągu - opowiada Brigitte.

Pierwsza dama nie uważa, że nowa rola w jakikolwiek sposób ją ogranicza, czy więzi. - Jeszcze się taki nie urodził, który by mnie uwięził. Oczywiście są zakazy, ale to nie więzienie, nawet jeśli wychodzę z pałacu i musi mi towarzyszyć jeden czy dwóch oficerów - wyjaśniła. - Codziennie opuszczam pałac. Spaceruję beztrosko i czerpię przyjemność z rozmów z ludźmi, których spotykam. W berecie, słuchawkach i okularach mogę pójść wszędzie! Niedawno jeździłam metrem… Jeżeli nie widać moich włosów, jestem spokojna, ale jeżeli ktoś je zauważy, mam przerąbane! Uwielbiam spotykać się z ludźmi, jednak czasami mam ochotę na dyskrecję - dodała.

Na koniec dziennikarka "Elle" przekornie zapytała pierwszą damę o to, czy rzeczywiście Brigitte nie chce spędzać żadnej nocy bez swojego męża. - Faktycznie nie lubimy rozłąki. *Czuję się bezpieczna, gdy Emmanuel jest przy mnie. *Nie chcę odpowiadać za niego, ale wydaje mi się, że ma tak samo. Zawsze tak było. Żyjemy jak inne pary. Kłócimy się, potem godzimy. To bardzo płynne. Gdy jesteśmy razem, wszystko wydaje się zarazem ważne i błahe – wyznała Brigitte Macron.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (18)
Zobacz także