Usłyszała pytanie, które paść nie powinno. Matki i przyszłe rodzicielki mają problem

Idąc na rozmowę o pracę, zakładamy, że ją dostaniemy. Jeśli jesteśmy matkami, oczywiste jest to, że podejmując się nowego wyzwania, w trakcie wykonywanych obowiązków będziemy miały zapewnioną opiekę nad dziećmi, czy to przedszkolno-szkolną, partnera, opiekunki, dziadków, czyż nie? Niestety, pracodawcy wciąż zadają to samo pytanie. Pytanie, które pada tylko pod adresem kobiet.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Złość, rozgoryczenie. Takie uczucia towarzyszą wielu kobietom po rozmowie kwalifikacyjnej.
Złość, rozgoryczenie. Takie uczucia towarzyszą wielu kobietom po rozmowie kwalifikacyjnej. (123RF.COM)

Na grupie "dziewuchy dziewuchom" pewna mama napisała: "Dziewczyny, zgłosiłybyście? Na rozmowie kobieta pyta wprost, jak zamierzam pogodzić obowiązki matki i pracownika? Wbiło mnie w fotel. Przełknęłam ślinę, uśmiechnęłam się słodko i powiedziałam coś o opiekunce. Ogromnie mi na tej pracy zależało. Mam kaca moralnego, że milczeniem dałam zgodę na takie traktowanie kobiet. Jestem tylko człowiekiem, który chce utrzymać swoją rodzinę. Wiem, że z takim podejściem świata nie zmienimy" – napisała. Pracy nie dostała. Nigdy się nie dowie, czy to przez fakt posiadania rodziny, czy zdecydowały faktyczne kompetencje, ale niesmak pozostał.

"Powinnam była inaczej odpowiedzieć. A teraz po ptakach. Każdy powie, że baba się żali z zemsty, bo pracy nie dostała. Tylko wiecie co? Tak sobie myślę, że bez względu na to, jakim ja jestem człowiekiem, prawo obowiązuje wszystkich pracodawców. I nikt nie zapyta mojego partnera, jak zamierza godzić obowiązki ojca i pracownika. Nikt! (…) Jest mi tak przykro" – podsumowała rozgoryczona.

Pytania uznawane za niedozwolone podczas rozmowy kwalifikacyjnej wciąż padają. Nie tylko o formę opieki nad dziećmi pod nieobecność ich matki, ale także o plany rodzicielskie w przyszłości.

– Od kiedy jestem mamą, na każdej rozmowie kwalifikacyjnej pytano mnie, jak sobie radzę z pracą i wychowywaniem dzieci albo jak w poprzedniej pracy to robiłam. Niby z uśmiechem i czasami nawet podziwem w ich oczach, że taka super zaradna jestem, ale tak naprawdę wszyscy chcieli wiedzieć, czy będę dyspozycyjna, czy to nie koliduje z wykonywaniem obowiązków na 100 procent i najlepiej, czy mam sztab ludzi wokół siebie, jakby maluchy np. chorowały – mówi Agata i dodaje, że zazwyczaj opowiadała szczerze, ale czuła się niezręcznie. – Wiem, że mężczyźni nigdy takiego pytania nie dostają – dodaje.

Jak informują specjaliści od rekrutacji na hrnews.pl, nikt nie ma prawa pytać o osobiste plany, religię, czy poglądy polityczne. Ale teoria swoje, a życie swoje. – Nie uważam, żeby to było w jakikolwiek sposób wiążące, żeby to wpływało na jego (pracodawcy) decyzję. Jeśli przychodzi pracownik zdecydowany na pracę, to wie z góry, że pogodzi macierzyństwo z pracą. Wprost nigdzie nie jest to zakazane, ale w kodeksie pracy jest zapis o ochronie pracy kobiet i macierzyństwo nie może być czynnikiem dyskryminującym – anonimowo opowiada nam Sekretarz Zespołu Szkół, gdzie często rekrutowane są nauczycielki.

– Jeżeli np. rodzic ma dziecko do lat 4, to musi wyrazić zgodę na zatrudnienie w godzinach ponadwymiarowych lub w porze nocnej. To wynika z ustawy. Pracodawca, umieszczając ogłoszenie, pisze o swoich oczekiwaniach, niczego nie ukrywa i zakłada, że pracownik wie, po co przyszedł. Pytania ingerujące w prywatność kandydata są nie ma miejscu" – podsumowuje.

Zgodnie z art. 221§1 kodeksu pracy pracodawca ma prawo uzyskać od kandydata wyłącznie informacje umożliwiające identyfikację personalną (imię, nazwisko, adres, datę urodzenia) oraz dotyczące wykształcenia i przebiegu jego dotychczasowego zatrudnienia. Jeżeli pytania ingerują w jego życie prywatne, każdy ma prawo odmówić udzielenia odpowiedzi. Ale z czym to się wiąże w rzeczywistości?

– Jeżeli szukam pracy, to znaczy, że jej potrzebuję! Jakby spytali się mnie o rodzinę, to czułabym, że powinnam odpowiedzieć. Nie wyobrażam sobie, że mówię do rekrutera: "Nie muszę odpowiadać na to pytanie, ono nie powinno paść. Odpadłabym na starcie" – mówi Natalia, która ma na swoim koncie kilka rozmów w dużych korporacjach. – Raz spotkałam się z tym, że pracodawca miał odwrotne tendencje. Dał mi do zrozumienia, że woli mamy, bo już go raczej ciążą za trzy miesiące nie zaskoczą – dodaje. Dla tego szefa lepsza matka ze sporadycznie chorującym dzieckiem, niż ta na kilkumiesięcznym zwolnieniu z powodu ciąży.

Kobiecie, która podzieliła się swoimi doświadczeniami na Facebooku, internautki radzą, by sprawę zgłosiła. Tymczasem wszystkie spytane dziś przez nas kobiety odpowiadały: Nie zrobiłabym tego. Nieważne, czy sprawa dotyczyłaby godzenia rodzinnych obowiązków, czy planów powiększenia rodziny. Czy więc same nie dajemy przyzwolenia na nieustanne wprawianie nas w osłupienie? Może warto zaryzykować i wyrazić swój sprzeciw?

Zobacz też: #dzieńdobrylatoWP Wydanie: 10 września 2017

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.