Trwa ładowanie...

Rząd chce wprowadzenia "rejestru ciąż"? "Głęboko powątpiewam, aby to narzędzie miało służyć czemuś dobremu"

Obecnie w konsultacjach publicznych znajduje się projekt zmiany rozporządzenia ministra zdrowia, którego założeniem jest wprowadzanie do Systemu Informacji Medycznej bardziej szczegółowych danych o pacjentach. Twórcy projektu chcą, aby obligatoryjne dla lekarzy było zamieszczenie w systemie informacji o ciąży pacjentki. O opinię w tej sprawie zapytaliśmy dr Macieja Sochę, a także prawniczkę z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Kamilę Ferenc.

Share
Ginekolog mówi, co sądzi na temat projektu wprowadzenia "rejestru ciąż"
Ginekolog mówi, co sądzi na temat projektu wprowadzenia "rejestru ciąż" Źródło: East News
d214sb1

8 listopada do konsultacji publicznych trafił projekt zmiany rozporządzenia ministra zdrowia. Rozszerza on zakres danych o pacjentach, który ma być wprowadzany do Systemu Informacji Medycznej zarówno przez lekarzy świadczących usługi zdrowotne z środków publicznych, jak i tych świadczących je komercyjnie. Projekt zakłada, że od 1 lipca 2022 roku do systemu będzie trzeba wprowadzić m.in. informację o grupie krwi, alergiach czy ciąży, co do tej pory nie było wymagane. 

Projekt wzbudził wiele kontrowersji, a jego szczegóły zainteresowały polityków partii opozycyjnych. Krzysztof Brejza z Koalicji Obywatelskiej na swoim koncie na Twitterze opublikował list, który napisał w trybie interwencji senatorskiej do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Pyta w nim o to, kto jest pomysłodawcą projektu oraz z czego rzeczywiście wynika potrzeba monitorowania ciąż przez państwo.  

Ginekolog podziela obawy kobiet

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy ginekologa i położnika dr Macieja Sochę. W rozmowie z WP Kobieta przyznaje, że pomysł wprowadzenia "rejestru ciąż" może być bardzo szkodliwy. Nie bez znaczenia jest tutaj kontekst innych decyzji partii rządzącej wymierzonych w kobiety.

d214sb1

– Głęboko powątpiewam, aby to narzędzie miało służyć czemuś dobremu. Oczywiście spodziewam się, że politycy partii rządzącej czy prawodawca będą utrzymywali, że dane te są zbierane w dobrym celu. Jednak uważam, że wpłynie to negatywnie na społeczeństwo i na pewno jakaś część pacjentek odbierze to jako narzędzie do kontroli, zdobywania informacji i wykorzystywania ich przeciwko nim samym. Cały kontekst i klimat, który aktualnie towarzyszy położnictwu w Polsce w mojej ocenie uzasadnia niepokój, obawy, strach, który wybrzmiewa z wielu stron po zapowiedzi zmian – stwierdza dr Maciej Socha. 

–Jeśli mówimy o zaawansowanej ciąży, to być może nie przyniesie to żadnych kłopotów. Jednak znowu newralgicznym obszarem jest tutaj patologia wczesnej ciąży. Jak wiemy, między 5. a 10. tygodniem ciąży 40-60 proc. ciąż może ulec poronieniu. Samo wprowadzanie danych będzie dodatkową wielką pracą, ale jeszcze bardziej niepokoi mnie to, co z tymi danymi zostanie zrobione. Skoro do procedowania dopuszczamy inicjatywę obywatelską pani Kai Godek, żeby całkowicie zakazać aborcji, to żadnym zdziwieniem nie byłoby dla mnie to, że za chwilę poddano by weryfikacji sytuację kliniczną pacjentek. Doświadczenia krajów takich, jak Salwador, powinny być dla nas ważną lekcją – dodaje w rozmowie z WP Kobieta. 

Kontekst polityczno-społeczny

Podobne wątpliwości co do intencji założeń projektu podziela prawniczka Kamila Ferenc, koordynatorka zespołu prawnego w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. W rozmowie z WP Kobieta stwierdza, że rząd może wykorzystywać te dane przeciwko kobietom. 

– Projekt zakładający centralne i cyfrowe zbieranie danych o stwierdzonych ciążach pacjentek na pierwszy rzut oka może wydawać się czymś neutralnym, służącym celom statystycznym czy lepszemu dostępowi do tych danych. Jednakże żyjemy w bardzo konkretnym kontekście polityczno-społecznym, gdzie aborcji się zakazuje, szuka się kobiety, która poroniła płód, a pomoc w aborcji jest kryminalizowana – mówi prawniczka Kamila Ferenc. 

d214sb1

– Skoro dane o ciążach mają trafiać do Systemu Informacji Medycznej, którym administruje minister zdrowia, przedstawiciel władzy wykonawczej, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że może to być wykorzystywane do innych celów: utrudniania dostępu do aborcji pozasystemowej, zastraszania, kontrolowania kobiet w wieku reprodukcyjnym – stwierdza członkini Federy. 

Z kolei Aborcyjny Dream Team na swoim instagramowym profilu stara się łagodzić nastroje i uspokoić przestraszone kobiety. Organizacja zapewnia, że przygląda się tej sprawie. 

– Na ten moment możemy powiedzieć o tym projekcie tylko tyle, że nic nie możemy o nim powiedzieć. Lakoniczne urywki publikowane w social mediach służą wyłącznie podkręcaniu nastrojów, a wam zamiast stresów życzymy raczej spokojnych wieczorów. Dlatego też na razie tylko sygnalizujemy: badamy ten temat, jesteśmy czujne, ale nie zakładamy najgorszego. Nie zostaniecie bez informacji zwrotnej – czytamy w informacji opublikowanej na Instagramie przez Aborcyjny Dream Team. 

Zapraszamy na grupę FB - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Chętnie poznamy wasze historie, podzielcie się nimi z nami i wyślijcie na adres: wszechmocna_to_ja@grupawp.pl.

Referendum o prawie aborcyjnym? Adam Bodnar ma inną propozycję

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d214sb1

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d214sb1
d214sb1