ycipk-2z5obq

Usługi: siedem grzechów głównych

Przyklejanie tipsów na klej do części samochodowych, używanie najtańszych preparatów kosmetycznych zamiast deklarowanych ekskluzywnych i podkradanie klientów to tylko niektóre grzechy, których dopuszczają się pracujące w usługach osoby. Dlaczego to robią? Z niewiedzy, chciwości, ignorancji – wymieniają powody zaniedbań wobec klientów szefowie i współpracownicy czarnych owiec sektora usług.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Właścicielka salonu kosmetycznego przekonuje, że znalezienie dobrych manicurzystek to zadanie bardzo trudne
Właścicielka salonu kosmetycznego przekonuje, że znalezienie dobrych manicurzystek to zadanie bardzo trudne (123RF)
ycipk-2z5obq

W większości przypadków klienci czy pacjenci (tak, to też się zdarza!) nie wiedzą, że obsługujące ich osoby dopuszczają się wobec nich karygodnych rzeczy. Czasami takich, które zagrażają ich zdrowiu i życiu. Częściej są to zwykłe oszustwa, które z jednej strony sprawiają, że zabieg kosmetyczny czy fryzjerski nie przynosi efektu lub jest bardzo słabej jakości, z drugiej – powoduje, że właściciel ponosi straty.

Tani krem z supermarketu zamiast ekskluzywnej maseczki

Elwira ma w Warszawie trzy salony kosmetyczne, do których klientki przychodzą na manicure i pedicure. Ale oprócz tego można sobie także tu wyregulować brwi, położyć hennę, czy zrobić podstawowe zabiegi na twarz, takie jak peeling czy elegancki makijaż. – Nie ma co ukrywać, że znalezienie dobrych manicurzystek czy kosmetyczek to zadanie bardzo trudne – opowiada właścicielka salonu. – Dlatego dziewczyny dobrze u mnie zarabiają, są zatrudnione na umowę o pracę, mają wszystkie świadczenia. Trzeba też bardzo się postarać, żeby wylecieć z pracy. Niestety kilka razy w życiu musiałam wyrzucić parę kobiet z hukiem. Za co?

ycipk-2z5obq

Elwira wymienia: – Za podkradanie klientów. Manicurzystka potajemnie daje klientce swoją wizytówkę i oferuje takie same usługi jak w salonie 25 proc. taniej. Za podkradanie dobrej jakości preparatów i materiałów, które oferujemy w salonie i zastępowanie ich najtańszymi zamiennikami fatalnej jakości. Sama widziałam, jak jedna młodziutka pracownica odlewała lakier do swojej buteleczki, a brakującą ilość uzupełniała zmywaczem… Znajoma opowiadała mi, że zamiast kleju do tipsów jej pracownica stosowała jakiś klej do części samochodowych! Miałam też kiedyś pracownicę, która zamiast zabiegu składającego się z siedmiu części, wykonywała taki, który składał się z trzech. Klientka, która leży na łóżku, nie ma przecież świadomości, co ma nakładane, zwłaszcza, jak się jej tego nie powie…

Podobne doświadczenia ma Karola, kosmetyczka z długoletnim stażem w jednym ze stołecznych ekskluzywnych salonów piękności, która obecnie prowadzi własny mobilny zakład kosmetyczny i obsługuje stałe grono klientek w ich domach. – Wielokrotnie widziałam, jak koleżanki po fachu drogie maseczki przeznaczone dla klientek chowały do torby, a niczego nieświadomej kobiecie nakładały na twarz w zamian grubą warstwę taniego kremu z supermarketu. Nie znosiły mnie, bo gdy tylko takie coś zauważyłam, mówiłam o tym szefowej. To nieuczciwe i podłe. Zarówno wobec klientek, jak i właścicieli zakładu – opowiada kosmetyczka.

Zobacz także: Jak pomalować brwi? Oto najprostszy sposób

ycipk-2z5obq

Sukienka na specjalną okazję

Niektóre pracownice branży odzieżowej też mają grzechy, których pracodawcy nie są w stanie im wybaczyć. Zdaniem Anki, 41-letniej projektantki ubrań i kobiecych dodatków, która prowadzi w Warszawie butik ze swoimi ciuchami, najgorsze jest pożyczanie przez sprzedawczynie ubrań na "specjalne okazje".

– Niektóre egzemplarze ubrań wiszące na wieszakach w ogóle się nie sprzedawały, choć model był bardzo popularny. U nas łatwo się rzeczy sprzedają, bo mamy bardzo krótkie serie – opowiada Ania. – Po dokładnym obejrzeniu danej rzeczy okazywało się, że sukienka czy bluzka jest na przykład poplamiona podkładem do twarzy. Taką rzecz oddawałam do pralni i zazwyczaj załatwiało to sprawę. Ale gdy okazywało się, że jest poplamiona czerwonym winem lub tłustym sosem, budziło to moje zdziwienie. Moje sprzedawczynie mówiły wtedy, że pewnie klientka jadła w przebieralni, a czerwona plama to nie wino, tylko świeżo wyciskany sok. Pewnie wierzyłabym w te bajeczki dalej, gdyby nie przypadek. Któregoś wieczoru spotkałam moją pracownicę na imprezie w nocnym klubie. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ma na sobie sukienkę z mojego sklepu wartą 3 tys. 800 zł!

ycipk-2z5obq

Dominika, 27-letnia kierowniczka butiku, która u Anki pracuje od trzech lat i właśnie awansowała, opowiada, jak kiedyś w sieciowym sklepie zauważyła, że nagminnym sposobem na odświeżanie garderoby jest jej… wymiana. – Gdy pracujesz w sieciówce, masz prawo kupować w niej ciuchy i to z dość dużą bonifikatą – opowiada Dominika. – Gdy bluzka się spierze lub rozciągnie, przychodzisz w niej do pracy, bierzesz z wieszaka nową, na zapleczu się przebierasz, a starą wieszasz na wieszaku. Nikt jej oczywiście nie kupi, ale nikogo to nie obchodzi. I tak mnóstwo rzeczy w sieciówkach idzie na straty.

Zabieg bez rękawiczek

Czasami niefrasobliwość i wypalenie zawodowe mogą stanowić poważne zagrożenie zdrowia, a nawet życia. I nie chodzi tu o sektor usług, ale o służbę zdrowia. – Pielęgniarki starej daty, które zaczynały pracę w czasach, gdy rękawiczki stosowało się tylko na bloku operacyjnym, zwyczajnie ich czasem nie zakładają – opowiada Kamila, ratowniczka medyczna pracująca na jednym z warszawskich szpitalnych oddziałów ratunkowych. – Wychodzą z założenia, że jak nie mają bezpośredniego kontaktu z krwią, to nic nim nie grozi. A to ogromny błąd. Bo przecież na ich rękach znajdują się nie tylko ich "własne" zarazki, ale także wszystkich pacjentów, których nimi wcześniej dotykały. Jednak nikt za to pielęgniarki nie wyrzuci z pracy. Niektórzy pacjenci po prostu żądają założenia rękawiczek.

ycipk-2z5obq

Maria, pielęgniarka na tym samym oddziale ratunkowym przyznaje, że część pacjentów skarży się na znieczulicę, niemiłe traktowanie pacjentów przez medyków. – Ale czemu się tu dziwić? – pyta retorycznie kobieta, która dwa lata temu obroniła dyplom pielęgniarski. – Parę dni temu miałam taki oto przypadek: przygotowywałam opatrunek, by opatrzyć ranę pijanemu pacjentowi, gdy ten zaczął sikać na moją nogę. Trudno zachować wtedy spokój. Okazuje się w takich momentach, że pielęgniarki umieją kląć jak szewc. Ja też. Nasi szefowie jednak wykazują się w takich sytuacjach zrozumieniem, bo niektórzy ratownicy czy pielęgniarki pracują miesięcznie po 450 godzin, gdy tymczasem cały miesiąc ma ich 720. Kto po tylu godzinach harówki miałby się z uprzejmością odnosić się do setnego w tym dniu pacjenta?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2z5obq

ycipk-2z5obq
ycipk-2z5obq