Coraz więcej hipochondryków. Medycy załamują ręce

Coraz większa część społeczeństwa to hipochondrycy - zdjęcie ilustracyjne
Coraz większa część społeczeństwa to hipochondrycy - zdjęcie ilustracyjne
Agnieszka Woźniak

16.11.2023 06:00, aktual.: 16.11.2023 08:43

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Znani są z tego, że zajmują kolejki do specjalistów, wydają krocie na diagnostykę i wiecznie coś ich boli. Hipochondrycy jednak wcale nie udają ani nie manipulują. Oni po prostu cały czas walczą o przeżycie. Nawet jak walka ta rozgrywa się jedynie w ich głowie.

36 proc. Polaków jest przewrażliwionych na punkcie zdrowia swoich bliskich, a 19 proc. ma lęki związane z wystąpieniem chorób u siebie - mówią badania przytaczane przez kampanię "Pobierz Zdrowie", które zostały przeprowadzone przez Instytut badań IQS w czerwcu 2023 r. na reprezentatywnej grupie 800 mieszkańców Polski.

- Hipochondria, zwana również zaburzeniem z lękiem o zdrowie, to stan, w którym osoba mocno wierzy, że jej "choroba" wciąż nie została zdiagnozowana, a próby wyperswadowania jej tego są często bezowocne - apelują twórcy kampanii "Pobierz Zdrowie".

Przypominają, że osoby cierpiące na hipochondrię często doświadczają lęku, depresji, a nawet zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, co dodatkowo utrudnia ich codzienne życie. Oczywiście nie chodzi o to, żeby bagatelizować objawy i się nie badać, ale by zwracać uwagę, czy troska o własne zdrowie nie wymyka się spod kontroli i nie utrudnia nam codziennego funkcjonowania.

Nie wychodziła z domu, by się nie zarazić

Zaczęło się niewinnie. - Gdy wychodziłam na zewnątrz, miałam poczucie, że tracę oddech. Później czułam kłucie w sercu, które nagle zaczynało dużo szybciej bić. Wszystko wracało do normy, gdy byłam już w domu - mówi Ewa, która rok temu zakończyła terapię.

Przez rok chodziła po wszystkich lekarzach i wykonywała odpowiednią diagnostykę. Badania były w normie. Mimo to za każdym razem, gdy wychodziła na zewnątrz, czuła, że jej serce bije jeszcze silniej. - Pewnego dnia miałam wrażenie, że chce wyrwać się z mojego ciała i zadzwoniłam na pogotowie - wyznaje Ewa.

Po kilku dniach spędzonych w szpitalu, jak przebadano ją pod każdym kątem i stwierdzono, że wyniki są bez zarzutów, lekarze zasugerowali, że problem może leżeć gdzie indziej.

- Lekarze wypisali mi skierowanie do psychiatry i psychoterapeuty. Leczenie jest trudne i wymaga dużo silnej woli, ale teraz, po roku, czuję się już silniejsza - mówi.

Z pacjentami takimi jak Ewa pracuje Natalia Kocur, psychoterapeutka z Centrum Psychoterapii Pokonaj Lęk.

- Miałam pacjentkę, która tak bardzo bała się o zdrowie, że przestała wychodzić z domu. Bała się, że się czymś zarazi. Bała się też wielu innych rzeczy. Jak bolała ją głowa, bała się, że ma udar mózgu, jak serce jej szybciej zabiło, myślała, że to zawał - mówi w rozmowie z WP Kobieta.

Na szczęście leczenie może przynieść dobre rezultaty. - Zaczęłyśmy od leczenia agarofobii, czyli uczyłyśmy się, jak to jest wychodzić z domu. Później pracowałyśmy nad tym, jak można inaczej interpretować sygnały z ciała. W jej przypadku chodzenie do lekarzy było sposobem radzenia sobie z lękiem. Po roku terapii ta pani zaczęła w miarę normalnie funkcjonować.

- Oczywiście ten lęk o zdrowie gdzieś się w głowie pojawiał, bo to było coś, co ona znała i działała już automatycznie, ale potrafiła z nim pracować na tyle, by on już się nie rozwijał i nie musiała sobie z nim radzić przez nadmiarowe chodzenie do lekarzy - dodaje ekspertka.

Dzieciństwo przeszyte lękiem

Takie zachowania najczęściej wynosimy z domu. - Tego uczą nas rodzice albo opiekunowie. Sytuacja na początku wygląda bardzo niewinnie. Przychodzi małe dziecko i mówi: "Skaleczyłem się w paluszek". Jeśli mama zareaguje w sposób spokojny i opanowany, po prostu zdezynfekuje ranę i naklei plasterek, to dziecko najpewniej wróci do zabawy. Jeśli rodzic zacznie dramatyzować, straszyć rozwijającym się zakażeniem i wyolbrzymiać problem, to pierwszy krok do rozwinięcia w dziecku lęku o własne zdrowie - tłumaczy Natalia Kocur.

Oczywiście warto jest dbać o własne zdrowie. Istnieje jednak granica, której nie warto przekroczyć.

- O zaburzeniu mówimy wtedy, kiedy zamartwienie się chorobami zaburza normalne, codzienne życie. Nie można wtedy chodzić do pracy, wywiązywać się ze swoich obowiązków. Człowiek poświęca większość swojego czasu i energii na myślenie tym, czy jest chory i chodzeniu do lekarzy - wyjaśnia.

Na badania wydają krocie

Hipochondrycy potrafią wydać na badania ogromne sumy pieniędzy.

- Miałam pacjenta, który kilkukrotnie wykonywał rezonans magnetyczny różnych części ciała. Jedno takie badanie wykonywane prywatnie to koszt ponad 1000 zł - mówi psychoterapeutka.

- Zazwyczaj osoba z hipochondrią przychodzi do lekarza pierwszego kontaktu, opowiada o swoich dolegliwościach, domaga się przeprowadzenia badań lub skierowania na konkretne badania. Po przeprowadzeniu szeregu badań, gdy okazuje się, że pacjent jest somatycznie zdrowy, domaga się przeprowadzenia kolejnych badań - mówi w rozmowie z WP Kobieta Magdalena Palińska, ratowniczka medyczna i dietetyczka kliniczna, specjalistka od zdrowia publicznego.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Ogromne cierpienie

Hipochondrycy często nie są rozumiani przez społeczeństwo. Zarzuca im się, że dramatyzują lub szukają uwagi. Ważne, by zrozumieć, że oni naprawdę szukają pomocy.

- Hipochondria jest zaburzeniem zaliczanym do bardzo silnych nerwic. Pacjent nie kłamie ani nie manipuluje, tylko po prostu cierpi. Te wszystkie objawy są dla pacjenta mocno odczuwalne. Tam nie ma symulacji, ona jest przekonana o tym, że te problemy faktycznie istnieją. Może domagać się nagłego zaopiekowania, ponieważ będzie przekonana, że jest w stanie zagrożenia zdrowia, a nawet życia - mówi Magdalena Palińska.

Przyznaje, że ocena sytuacji jest czasem bardzo trudna. - Żadnego wezwania nie możemy zbagatelizować i zawsze zakładamy, że osoba wzywająca pomoc naprawdę jej potrzebuje.

Tymczasem hipochondryków przybywa. - Ten problem rośnie, bo coraz częściej się samodiagnozujemy, czyli szukamy w internecie informacji odnośnie różnych chorób i schorzeń, odnosząc je do siebie. Hipochondryk zazwyczaj ma osobowość neurotyczną, jest podatny na takie sugestie, które przeczyta. Mowa tu o stosunkowo nowym zjawisku, jakim jest cyberchondria, czyli stawianie sobie samemu diagnozy przez internet.

Po stwierdzeniu przypadłości ważne jest jak najszybsze podjęcie konkretnych działań. - W przypadku hipochondrii jest to leczenie farmakologiczne, najlepiej razem z psychoterapią. Tego problemu nie można bagatelizować, bo na podłożu hipochondrii, mogą się rozwinąć inne, bardzo poważne schorzenia - stwierdza Magdalena Palińska.

Agnieszka Natalia Woźniak, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródło artykułu:WP Kobieta
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (64)