Trwa ładowanie...
d3yxys2

Czat towarzyski daje poczucie bliskości. Sławomir, Monika i Klaudia opowiedzieli, jak wyglądała ich praca

"Mylimy pojęcie czatu z seks-telefonem" – opowiada mi Sławomir. Dla Moniki i Klaudii nie jest to takie oczywiste – nie było dnia, żeby ich skrzynki nie zapełniały się zdjęciami męskich genitaliów. Wszyscy wyłączyli emocje, bo takie były zasady. A i płacono im całkiem nieźle.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Czat towarzyski nie zawsze służy zaspokajaniu ukrytych fantazji
Czat towarzyski nie zawsze służy zaspokajaniu ukrytych fantazji (Getty Images)
d3yxys2

"Szukamy osób do pracy w nowym czacie towarzyskim – uśmiechniętych, wygadanych, zdystansowanych do siebie i świata, o otwartym umyśle. Tematy rozmów dowolne, to coś podobnego do Tindera, ale rozmówca nigdy się z tobą nie spotka" – czytam w jednym z ogłoszeń zamieszczonych w sieci. Sama kiedyś na jedno z nich odpowiedziałam.

Dopiero na rozmowie rekrutacyjnej dowiedziałam się, że ci odbiorcy, opisywani jako "osoby samotne, nieśmiałe, które nie potrafią zagadać w realnym życiu", mogą wysyłać mi zdjęcia genitaliów, a ja muszę udawać, że bardzo mnie to cieszy. Grzecznie podziękowałam i opuściłam biuro z uśmiechem na ustach, choć w głowie kołatała się jedna myśl: "Biegnij, bo jeszcze cię złapią, na zupkach w proszku da się przecież przeżyć".

Gdy opowiadam o tym jednemu z operatorów pierwszego czatu towarzyskiego w Polsce, Sławomirowi Cherubińskiemu, zaczyna się śmiać. – Byłem jednym z pierwszych polskich facetów wzdychających – mówi przekornie. – Ludzie myślą, że po drugiej stronie słuchawki leży pani okrakiem przy gotowaniu ziemniaków i wzdycha. To mit – dodaje.

d3yxys2

Zobacz także: Siłaczki odc. 4. Nowy cykl Klaudii Stabach. Dajemy kobietom wsparcie, na jakie zasługują

"Wydaje nam się, że chodzi o wzdychanie do słuchawki. To bzdury"

Dziś Cherubiński jest związany z branżą rozrywkową. Dawniej przez 10 lat pracował w służbie zdrowia, jednak w pewnym momencie powiedział "dość". Zdobył posadę w radiu i był zaangażowany w produkcję "Koła Fortuny" w czasach, gdy jego prowadzącym był Wojciech Pijanowski. Praca w szeroko pojętej rozrywce to tylko jedna z jego obecnych profesji.

Nie ukrywa, że to, jak dziś wygląda jego życie zawodowe, to poniekąd zasługa czatu towarzyskiego. To tam nauczył się mechanizmów komunikacji i mówienia do ludzi w taki sposób, żeby słuchali. Jak znalazł ogłoszenie o pracy na czacie – nie pamięta. Odpowiedział na nie trochę z ciekawości, trochę z przekory. I chęci zarobienia pieniędzy.

d3yxys2

– To było wiele lat temu. Teraz nie pamiętam, ile zarabiałem, ale żyłem na dobrym poziomie. Nie musiałem pytać, ile kosztuje taksówka z Łodzi do Warszawy – opowiada. Praca nie była wymagająca. Siadało się przy stanowisku komputerowym w sali pełnej biurek. Na ekranie pojawiały się kolorowe pola z połączeniami. Każde odebrane to zysk dla pracodawcy. Gdy rozmowa była za długa, dostawało się po kieszeni.

– Miałem stałe klientki. Zdarzało się, że dostawałem kary za gadanie z tą samą osobą – śmieje się Cherubiński. – Poprzez taki czat naprawdę można nawiązać wiele przyjaźni. Prawdziwych przyjaźni, nie mówimy o "bzykologii". Bo my w ogóle mylimy pojęcie czatu z seks-telefonem. Wydaje nam się, że chodzi o to wzdychanie do słuchawki. A te panie szukały kontaktu, żeby z kimś pogadać. Starałem się nie wnikać w to, jakie były ich powody. To byłaby za duża ingerencja – wspomina. Jego słowa potwierdza psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.

– Korzystanie z czatu towarzyskiego może pełnić różne funkcje. Te stricte związane z zaspokojeniem popędu seksualnego lub realizacją specyficznego fetyszu, ale też te będące próbą odnalezienia namiastki czułości i bliskości – tłumaczy Kucewicz. Zauważa również, że ta druga funkcja może być widoczna zwłaszcza w grudniu, w okresie okołoświątecznym. – Bywa, że ludzie w taki sposób kompensują swoje osamotnienie. Są osoby, które swoje deficyty emocjonalne zagłuszają realizacją popędu seksualnego. W głębi serca czując jednak pustkę, stopniowo pogłębiającą się jeszcze bardziej – dodaje.

d3yxys2

W przypadku Sławomira propozycje matrymonialne sypały się jak z rękawa. Zawsze jednak odmawiał, choć czasem pojawiał się dylemat. – Te propozycje to ze względu na moją barwę głosu, tembr – tłumaczy i opowiada mi anegdotę sprzed lat. Wciąż pamięta, jak podczas jednego z wydarzeń branżowych zszedł ze sceny, a jego kolega z radia zaczął się śmiać. – Zapytałem, co tak rży. Powiedział, że przyszły jakieś kobiety specjalnie dla mnie, żeby mnie posłuchać. A jak mnie usłyszały, rzuciły tylko "taki malutki". Z tembru głosu byłem oceniany jak skrzyżowanie Pudzianowskiego z wieżą Eiffla – śmieje się.

Na oferty rozmówczyń z czatu, nawet tych najwierniejszych, nie odpowiadał, bo kluczem w tym zawodzie jest rozgraniczenie życia prywatnego. – Osoby pracujące na czatach muszą chronić swoją prywatność. Bo jeśli zapomnisz o tej magicznej linii, to jesteś narażony czy narażona na ryzyko. Tym bardziej że nie wszyscy jeszcze zeszli z drzewa. Połowa myśli "ptakiem", chcą pokazywać przyrodzenie. A nie o to w tym wszystkim chodzi – dodaje.

Kucewicz nie ma wątpliwości, że tego typu praca jest niezwykle trudna. Samo ustalenie granic może jednak nie wystarczyć.

– Po pierwsze pracownicy przeważnie czują wstyd, że wykonują tego typu pracę i często traktują ją jako sekret. Noszenie w sobie sekretów jest bardzo stresujące i może odizolować społecznie. Taka osoba, nie chcąc kłamać, może na przykład zawieszać swoje znajomości. Po drugie taka praca jest trudna, bo trzeba zachować w sobie fantazje i seksualne historie innych osób, co dla wrażliwszych może być bardzo naruszające, nawet jeśli jest to tylko telefoniczna czy SMS-owa korespondencja – wyjaśnia.

"Pisali, że mają w problemy w małżeństwie. Gdy wysyłali sprośne zdjęcia, był śmiech"

Klaudia i Monika, w przeciwieństwie do Sławomira, proszą, żebym nie ujawniała ich prawdziwych imion. Choć deklarują – wbrew słowom Kucewicz – że nie wstydzą się pracy na czacie towarzyskim, nie chcą, żeby ktoś je rozpoznał.

Monika, 31-latka z Warszawy, łączyła pracę na dwóch czatach: ezoterycznym i towarzyskim. Wspomnienie o wiadomościach, które wymieniała z obcymi mężczyznami, dziś wzbudza śmiech.

d3yxys2

– Pracowałam w weekendy, 8 godzin dziennie. Zazwyczaj od 15 do 1 w nocy, bo wtedy było najwięcej pracy. Przychodziłam do biura, logowałam się do systemu i tam wpadały SMS-y. Oczywiście nikt z nas, operatorów czatu, nie podawał swoich prawdziwych danych. Ja używałam imienia Diana – opowiada.

Rozmówcami Moniki byli przede wszystkim kierowcy tirów. Zdjęcia przyrodzenia pojawiały się regularnie. – Wtedy była kupa śmiechu – wspomina. Zdarzało się jednak, że czat nie pełnił funkcji erotycznej. Pisali do niej mężczyźni, którzy potrzebowali kontaktu i wsparcia. Przeżywali własne rozterki, problemy w małżeństwie, kłopoty z dziećmi. Nie wiedzieli, gdzie szukać pomocy, a rozmowa na czacie dawała namiastkę bliskości, o której wspominała Kucewicz. Monika nie dawała się jednak ponieść emocjom. Liczył się każdy SMS.

"Księża mówili, że są dobrymi ludźmi, ale mają swoje potrzeby"

Monika o pracy na czatach towarzyskim i ezoterycznym dowiedziała się od koleżanki. 26-letnia Klaudia z Katowic ogłoszenie znalazła w jednym z popularnych serwisów z anonsami. Gdy rzuciła studia i rodzice przestali ją utrzymywać, potrzebowała pracy. Przeczytała, że firma IT poszukuje osoby do pracy biurowej w celu pozyskiwania kontaktów dla klienta. Odpowiedziała i niemal od razu została zaproszona na rozmowę.

– Tomek, mój przyszły szef, najpierw pytał o moje zainteresowania, był bardzo miły. Potem zapytał, czy nie przeszkadzałoby mi, gdybym miała pozyskiwać kontakty poprzez różne strony internetowe. Dopiero później powiedział, że chodzi wyłącznie o strony o tematyce erotycznej. Podobno na rozmowie była jeszcze jedna dziewczyna, ale gdy zobaczył, że na szyi ma medalik, nawet nie wdawał się w szczegóły – opowiada Klaudia.

d3yxys2

Nie zraziły jej wymagania. Dostała służbowy komputer, z którego każdego dnia logowała się w systemie i wymieniała wiadomości z mężczyznami. Gdy udało jej się zdobyć adres e-mail, kończyła znajomość. Już nie pamięta, ile razy musiała zmieniać fałszywą tożsamość. Miała swój trik: jej zdjęcie profilowe zawsze było niewyraźne. Dzięki temu mogła proponować, że prześle na prywatną skrzynkę mailową takie w dobrej jakości. Działało.

Seks nie zawsze był jednak głównym tematem rozmów. Zdarzało się, że kontaktowali się z nią ludzie samotni, którzy szukali kogoś, z kim mogliby porozmawiać. Dzielili się problemami, które słyszała też Monika. – Pisali do mnie niepełnosprawni, którzy nie mogli znaleźć miłości w życiu. Chcieli pogadać. Gdzieś ta propozycja o bliższym kontakcie była, ale nie na pierwszym miejscu – opowiada Klaudia. Pytam, czy jest coś, co szczególnie utkwiło jej w pamięci.

– Wielokrotnie pisali do mnie księża. Że też mają swoje potrzeby, że potrzebują seksu. A przy tym są dobrymi ludźmi, bo w końcu służą Bogu, ale po prostu bardzo muszą – słyszę. – Moja mama do dziś nie wie, co robiłam. Niektórzy znajomi wiedzieli, nie wstydziłam się tego, bo przecież nie byłam dzi..ą. Pracowałam tam tak długo, jak mnie potrzebowali. Pieniądze były fajne – 3000 zł na rękę, a pracowałam, kiedy i ile chciałam – dodaje Klaudia.

d3yxys2

Monika i Klaudia deklarują, że praca na czacie towarzyskim, nawet gdy w rozmowach pojawiały się wątki erotyczne, nie wpływała na ich codzienność. Katarzyna Kucewicz ostrzega jednak przed trywializowaniem tego zawodu. Wchodzenie w tego typu kontakt z drugim człowiekiem, nawet używając fałszywej tożsamości, może mieć wpływ na psychikę.

– Mało kto potrafi się w pełni odciąć od swojej pracy i usłyszanych historii. One w pracownikach siedzą, psychicznie ich obciążają. Dlatego takie osoby powinny bardzo dbać o swój komfort psychiczny i jeśli czują, że to dla nich za dużo – rezygnować w porę. Bo jeśli nadużywamy w ten sposób swojej emocjonalności, skutki mogą być różne, a praca może prowadzić nawet do depresji – wyjaśnia Kucewicz.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3yxys2

Podziel się opinią

Share

d3yxys2

d3yxys2