Qaqwqwrqw

Kawa zalewana redbullem i amfetamina. Kierowca tira opowiada o rzeczywistości w trasie

- W trasie jestem od poniedziałku rano do piątku wieczorem. A jeżdżę, bo zbieramy na ślub. Narzeczona mówi, że staję się wulgarny. A co ja mam zrobić? Człowiek tym syfem przesiąka – mówi 26-letni Robert, który od roku pracuje jako kierowca tira, jeżdżąc po Polsce.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kierowca tira może legalnie przejechać 10 tys. km w miesiącu
Kierowca tira może legalnie przejechać 10 tys. km w miesiącu (East News)
Qaqwqwrqw

Marianna Fijewska, Wirtualna Polska: Zacząłeś jeździć, żeby zarobić na ślub. Co cię najbardziej zdziwiło w tej pracy?
Robert: Mój pierwszy postój. Czekaliśmy aż przyjedzie pociąg z kontenerami do załadowania na naczepy. Wtedy zobaczyłem kierowców, którzy czyścili kabiny. Pamiętam, że nosili do śmietników reklamówki pełne puszek i butelek i w ogóle się z tym nie kryli. A jak już powyrzucali te śmieci to od razu kierunek - sklep. Wracają z wódką i piwem.

A jakby kontener wcześniej przyjechał?
No to wsiadają naje... . Sytuacja sprzed tygodnia: Ukrainiec wypił na hejnał całe wino, kontener przyjechał, a ten nie czekał, załadował się i pojechał. Ale to się zdarza notorycznie, bo im się nie opłaca czekać, aż wytrzeźwieją. Narzeczona mówiła, że powinienem interweniować, ale takiemu nie wytłumaczysz. Powie ci, że jak odczeka godzinę po dwóch piwach, to może jechać, a prawda jest taka, że wypił dużo więcej, ale kto mu tam udowodni? Zresztą, w tym środowisku mało na co nie ma przyzwolenia.

Kierowcy generalnie mają problemy z alkoholem?
Mają, szczególnie ci starsi. Byłem świadkiem sytuacji, kiedy znajomy zajechał na parking przed firmą na rozładunek i każdy się dziwił, bo był cholernie spóźniony z tym dowozem. Zaparkował przed budką ochroniarską, otworzył drzwi i wypadł. Dosłownie wypadł z kabiny. Policja przyjechała, okazało się, że miał 4,5 promila, rozumiesz? A tego dnia przejechał 200 km! Nie wiem jak się można doprowadzić do takiego stanu. Jak podszedłem bliżej, to tam gdzie jest uchwyt na napoje, była wsadzona otwarta butelka wódki. Cztery lata wcześniej złapali go podczas rutynowej kontroli i też był pijany. Zabrali mu wtedy prawko na dwa lata i teraz znowu… nic go życie nie nauczyło.

*W jaki sposób udało mu się dojechać na miejsce z 4,5 promilami we krwi?! *
To był 60-letni facet z ponad 30-letnim stażem, więc kierował automatycznie. Dla starego doświadczonego kierowcy jazda po pijaku to nie jest problem. Większym wyzwaniem jest utrzymanie się na nogach. Myślę, że niektórzy nie wytrzymują presji.

*Jest ciśnienie, żeby przejechać jak najwięcej. To dlatego kombinujecie z tachografami (tachograf - urządzenie mierzące prędkość i czas jazdy kierowcy). *
Ja nie kombinuję. Pracodawca namawiał mnie żebym jeździł nielegalnie, ale ja od razu powiedziałem, że nie wyobrażam sobie takiego życia. Moja kobieta czeka w domu, chce żebym cały i zdrowy wrócił z trasy i ja nie będę ryzykował, żeby on więcej zarobił.

Słyszałam, że teraz są nowe tachografy i już nie tak łatwo je oszukać. Mit?
Mit. Wcześniej wszyscy podpinali magnes pod tachograf, on wtedy przestawał działać. Teraz są nowe, ceramiczne, i magnes się nie trzyma, więc podczepia się pendrive'a z wgranym wirusem. Takiego wirusa wgrywają serwisanci w sklepach z elektroniką dla ciężarówek. Oprócz tego wymienia się karty, które mają rejestrować aktywność kierowcy w nowych tachografach. Żeby mieć kartę, nie trzeba być kierowcą kategorii C + E, więc rodzina kierowcy załatwia sobie karty i on bierze w trasę swoją i np. kartę syna i żony. Tak jakby jechał w trzyosobowej załodze, a jedzie sam, tylko je wymienia, jak wie, że będzie kontrola. W starszych samochodach działają jeszcze tarczki – wkłada się do tachografu i rejestrują one aktywność kierowcy. 24 godziny po zapisaniu tarczki, wyrzuca się ją za okno i wkłada drugą. A w razie kontroli kierowca pokazuje urlopówę - fałszywy dokument od szefa, że był na urlopie i dopiero zaczął jeździć. W firmach to tak działa, że nowy kierowca dostaje taki pakiet startowy od szefa – tarczki, urlopówki albo magnes. To wszystko załatwia pracodawca.

Tarczka, którą wstawia się do tachografu Archiwum prywatne
Podziel się

W razie, gdyby policja złapała takiego kierowcę, szef nie ponosi żadnej odpowiedzialności?
Dostaje mandat, np. 5 tys. zł, co i tak bardziej mu się opłaca, bo na nielegalnych kursach zamiast 10 tys. zarobi 20, jeśli kierowca nie zostanie złapany. W zeszłym roku była taka historia, że ojciec zabrał syna do Hiszpanii. Jechali na podwójnej obsadzie, syn kierował z Polski i to była jego pierwsza trasa w życiu. Jak już byli w Hiszpanii, osobówka wjechała im pod koła, jej kierowca zginął na miejscu. Okazało się, że jechali "na magnesie". Syn dostał 15 lat, ojciec 20, a szef dostał mandat. Teraz nie ma możliwości, żeby ich wyciągnąć z tego więzienia w Hiszpanii.

*Kierowcy oszukują tachograf, żeby móc nie odpoczywać. W takim razie organizm też muszą jakoś oszukiwać… *
Zawodowy kierowca może zrobić 10 tys. kilometrów miesięcznie. Wielu robi między 18 a 20 tys. km, a to jest nierealne jeżdżąc 9 godzin dziennie. Więc nie śpią. Robią sobie kawę za kawą i zalewają ją redbullem, albo kupują zgrzewkę energetyków i piją cały dzień i całą noc. Do tego bardzo często dochodzi amfetamina. Na postojach bardzo łatwo poznać, kto jest nafetowany. Ci kierowcy są strasznie nadpobudliwi, niekiedy agresywni, mają takie wściekłe oczy. I nie śpią, czekając na kontenery, chociaż powinni, zamiast tego piją i drą się do rana. Znajomy regularnie wciąga amfetaminę. Chwalił się, że zarabia 8 tys. miesięcznie, a na takie pieniądze trzeba harować, nawet jak się śpi godzinę dziennie. Dla niego jedyny minus jest taki, że nie ma do końca jasnego umysłu, że go trochę nosi i że jest rozkojarzony w trasie. Opowiadał mi, że jak ostatnio przyjechał do domu, to spał non stop przez trzy dni. Żona nie wiedziała co się dzieje, a z niego po prostu schodziła feta.

Kierowcy jeżdżą jednostajnie wiele kilometrów. Co robią, żeby się nie nudzić?
Niestety oglądają filmy. W nocy widać świecące z kabin ekrany komputerów, kierowcy stawiają laptopa przed sobą i tak lecą autostradą po 300 kilometrów. Załadowani, ciężcy jak cholera. Jak coś przeoczą, to nie ma opcji, żeby zdążyli wyhamować.

Jak ty zabijasz czas kiedy jedziesz?
Jak jadę z kolegami z firmy, to wchodzimy na jeden kanał na CB radiu i robimy konferencje. Gadamy nieraz po cztery godziny, głównie o życiu, o rodzinie, o swoich kobietach. I tak zabijamy czas. Ja często dzwonię do mojej narzeczonej, w trasie sobie z nią rozmawiam, to trochę tak, jakby ze mną w tej kabinie siedziała.

Kierowcy mówią o swoich kobietach, ale jednak one są oddalone o setki kilometrów. Warunki do zdrady idealne.
To teraz cię zaskoczę i powiem, że kierowcy tirów nigdy nie korzystają z usług tirówek. Bo nie mogą! To są dziewczyny, które stoją przy trasach w lesie, a tam nawet nie ma możliwości się zatrzymać. Co innego osobówki, one zatrzymują się non stop. Ja to widzę i wiem, że one długo na klientów nie czekają. Tirowcy biorą prostytutki za granicą. W Hamburgu jest taka ulica, że masz normalnie dziewczyny za szybą, na witrynie. Oni się strasznie tym podniecają, że wybierali sobie laski jak przedmioty sklepowe. Chwalą się gorzej niż nastolatki, że tu pili, tu się bzykali. Kiedy kobieta jest bardzo daleko, to jedni mężczyźni tęsknią, inni używają.

Ty tęsknisz.
Bardzo. To wcale nie jest tak łatwo znaleźć dobrze płatną robotę, zwłaszcza jak myśli się o ślubie, o dzieciach. Tylko ja zarabiam. Jakoś muszę.

Zobacz też: WOPR alarmuje: to mogą być tragiczne wakacje

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

Qaqwqwrqw