Blisko ludziJak wygląda edukacja seksualna w polskich domach i szkołach?

Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach i szkołach?

Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach i szkołach?
Źródło zdjęć: © Jupiterimages
Katarzyna Gruszczyńska
28.02.2011 13:02, aktualizacja: 03.03.2011 11:31

Jak wyglądały Twoje rozmowy o seksualności z rodzicami, w jakim stopniu rodzice przekazali Ci wiedzę na temat: pierwszego razu, masturbacji, orientacji seksualnych? Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton chce zbadać, kto uświadamia seksualnie młodych Polaków – rodzice, gazety, czy może koleżanki i koledzy ze szkoły.

Jak wyglądały Twoje rozmowy o seksualności z rodzicami, w jakim stopniu rodzice przekazali Ci wiedzę na temat: pierwszego razu, masturbacji, orientacji seksualnych? Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton chce zbadać, kto uświadamia seksualnie młodych Polaków – rodzice, gazety, czy może koleżanki i koledzy ze szkoły.

W dyskusjach na temat edukacji seksualnej często pojawia się argument, że powinna się ona odbywać przede wszystkim w rodzinie - przyznają organizatorzy akcji. - Chcemy sprawdzić, czy w polskich domach rodzice rozmawiają z dziećmi o seksualności - powiedziała Paulina Wawrzyńczyk, edukatorka "Pontonu".
W * specjalnej ankiecie*

mogą wziąć udział osoby do 35. roku życia. Wyniki zostaną porównane z innym badaniem, przeprowadzonym przez "Ponton" - dotyczącym edukacji seksualnej w szkołach. W ubiegłym roku w wyniku kampanii "Jaka Edukacja" powstał raport "Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna w Polsce".

Na podstawie listów od młodych osób wyłonił się dość zatrważający obraz tego, jak wygląda szkolna edukacja seksualna. Impulsem do przeprowadzenia badania był list od 17-latka z Podkarpacia, który opisał swoje negatywne doświadczenia z nierzetelnymi i pełnymi stereotypów informacjami dotyczącymi seksu, jakie przekazywano w jego szkole. Później e-maili w podobnym tonie było coraz więcej. Najwięcej zarzutów dotyczyło tego, że osoby prowadzące w szkołach przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, zamiast wiedzy, przekazują swoje poglądy. W szkołach takie zajęcia najczęściej prowadzą katecheci.

„Lekcje WDŻ prowadzi u nas ksiądz. Ksiądz pokazywał, gdzie w kobiecie dochodzi do zapłodnienia. Według niego w jajniku, nie w jajowodzie. I tak wygląda nasze wychowanie seksualne. Uczy nas ksiądz, co sam się na tym nie zna” – to fragment jednego z e-maili. „Zajęcia w gimnazjum prowadziła pani w spódnicy mini z długimi tipsami, zaproponowała dziewczynom, że może nauczyć nas jak dbać paznokcie” – czytamy w kolejnym.

Zdarzały się też i takie: „Nauczyciel puścił nam film o związkach i rozmnażaniu, był przy tym cały czerwony i przez czas trwania filmu nerwowo szukał czegoś w szafkach, aż cała klasa miała wrażenie, że celowo zagłusza dźwięk z filmu”.

Młodzi ludzie skarżyli się również na to, że nauczyciele i katecheci nie znali odpowiednich słów związanych z seksem lub wstydzili się ich używać. Zdarzały się sytuacje, że zamiast pogadanek o seksie uczyli, jak dekorować wnętrza, zabezpieczać dom przed złodziejami, pielęgnować cerę! Często jakakolwiek dyskusja o właściwym przedmiocie zajęć była praktycznie niemożliwa.

Raport „Pontonu”, opracowany przez jego koordynatorkę Aleksandrę Józefowską, zawiera też dział „Wstrząsające informacje przekazywane w ramach wychowania do życia w rodzinie”. Oto niektóre herezje, przekazywane uczniom w szkołach: „W liceum powiedziano nam, że tylko kalendarzyk może zapobiec ciąży, bo prezerwatywa to wymysł szatana”; „Wychowanie do życia w rodzinie mieliśmy z 60 letnią panią pedagog, która nam tylko na jednej lekcji wprowadziła temat seksu i opowiadała o jakiś niestworzonych rzeczach np. że jedną z metod antykoncepcji jest położenie się przez dziewczynę w wodzie z octem, która wypłucze i zabije plemniki!”; „Każda kobieta jest jak kwiatek, który w pewnym momencie musi być zapylony przez owad”; „Szkoła państwowa, Olsztyn. Lekcje prowadzi pani od muzyki. Puszcza filmy dotyczące życia w rodzinie, czyli wspólne posiłki, ojciec z synem gra na gitarze, matka z córką przygotowuje obiad itp.”; „Na lekcji w liceum nasza nauczycielka od biologii narządy kobiece nazywała słoninką, a męskie kiełbaską,
stwierdziła, że na pewno wszystko już wiemy od rodziców i przeszliśmy do innych działów, a gdy próbowałam porozmawiać z mamą w domu, usłyszałam, że wszystkiego dowiem się w szkole”; „W gimnazjum z tych lekcji wyniosłam tylko tyle, że każda dziewczyna z kolczykiem w pępku skończy jak prostytutka, bo prowokuje facetów”.

„Ponton” na podstawie tych i innych listów opracował postulaty, które wysłał do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Przede wszystkim apelowano o wprowadzenie do szkół rzetelnej, neutralnej światopoglądowo i dostosowanej do wieku dziecka edukacji seksualnej. Najnowsza kampania pod hasłem "Skąd wiesz? Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach" potrwa do końca maja b.r. * Weź udział w anonimowej ankiecie*
kg