Zrobiła zdjęcia przedziału w pociągu PKP. "Nikt by mi nie uwierzył"

Nie zawsze podróż pociągiem przebiega spokojnie; zdjęcie ilustracyjne
Nie zawsze podróż pociągiem przebiega spokojnie; zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © East News
Dominika Frydrych

04.07.2023 06:00, aktual.: 04.07.2023 08:12

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Chociaż liczba podróżujących pociągami Polaków systematycznie rośnie, w sieci można znaleźć wiele historii o trudnych współpasażerach. Od lat problemy są podobne: hałas, śmiecenie, zdejmowanie butów czy picie alkoholu.

Według danych zaprezentowanych przez PKP Intercity, Polacy coraz chętniej wybierają podróże koleją. Bywa jednak, że pasażerowie narzekają na jakość usług lub na zachowanie innych podróżnych.

- Na pokładzie każdego pociągu jest obecna drużyna konduktorska, która pomaga rozwiązywać problemy na bieżąco. Podróżny, którego miejsce zajął inny pasażer lub któremu przeszkadza zachowanie współpasażerów, powinien zgłosić się do konduktora bądź kierownika pociągu - radzi Marta Ziemska z biura prasowego PKP Intercity.

Zajęła miejsce innej pasażerki. "Była agresywna i roszczeniowa"

- Odkąd pamiętam, najczęściej jeżdżę właśnie pociągami. W dzieciństwie podróżowaliśmy tak z rodzicami. Na studiach, kiedy zamieszkałam w Warszawie, związałam się z chłopakiem z Łodzi i regularnie jeździłam do niego pociągiem - opowiada Julia w rozmowie z WP Kobieta. - Lubię ten klimat, mogę wtedy nadrobić książki - dodaje.

Zachowaniem, które przeszkadza Julii, jest notoryczne zajmowanie nieswojego miejsca przez innych pasażerów. - Nawet najlepszy system nie zadziała, jeśli ludzie mają gdzieś tę zasadę, chyba najłatwiejszą ze wszystkich. Oczywiście jeśli ktoś od razu się przenosi, nie ma problemu. Gorzej, jeśli trafia się na kogoś niekulturalnego i trzeba wołać obsługę pociągu - irytuje się. Na takiego pasażera trafiła w ubiegłe wakacje, kiedy jechała z Warszawy do Trójmiasta.

- To był piątek, środek sezonu, więc pełno ludzi. Weszłam do wagonu, a na moim miejscu jakaś pani, na oko koło sześćdziesiątki. Przeprosiłam, powiedziałam, że usiadła na moim miejscu. Niestety, zamiast po prostu ustąpić, zaczęła się kłócić. Mówiła, że jej to nie interesuje, bo jest pełno ludzi i nie miałaby nawet gdzie stanąć. Powiedziałam, że mogła kupić wcześniej bilet, ale ona w ogóle nie reagowała, była bardzo agresywna i roszczeniowa. Twierdziła, że bolą ją nogi, że jestem niewychowana. Oczywiście trudno mi było znaleźć konduktora, bo ludzi rzeczywiście było mnóstwo, ale kiedy w końcu przyszedł, udało mu się "okiełznać" panią - podkreśla.

"Trzeba było kupić bilet w strefie ciszy"

Anita jechała z kolei z Krakowa do Gdańska. - Niestety wybrałam miejsce w zwykłym wagonie - wzdycha. Niedaleko niej, przy stoliku, usiadła rodzina z dwójką dzieci, na oko około siedmio-ośmioletnich. - Z początku było spokojnie, ale po jakiejś godzinie dzieciaki zaczęły się nudzić. Sama jestem mamą i rozumiem, że kilkulatki ciężko znoszą długie podróże, ale jednocześnie trzeba uczyć je szacunku dla ludzi, którzy są dookoła. Staram się zajmować im czas tak, żeby nie przeszkadzać innym – daję im kolorowanki, książeczki, włączam audiobook czy kreskówki na tablecie w słuchawkach - mówi Anita.

Niestety rodzina, z którą podróżowała, zupełnie nie przejmowała się współpasażerami. - Dziewczynka oglądała na tablecie bajki, a chłopiec grał na telefonie matki. Problem w tym, że nie mieli słuchawek, a irytujący dźwięk był włączony chyba na cały regulator. W pewnym momencie pani, która siedziała obok, poprosiła o wyłączenie urządzeń, ale bez skutku. Matka maluchów odpowiedziała opryskliwie, że nie będzie wyłączać dzieciom bajek i że trzeba było kupić bilet w strefie ciszy – relacjonuje kobieta.

- Jeszcze gorsze było chyba to, co działo się później - dzieci zaczęły ganiać się wzdłuż przejścia w wagonie, krzyczeć i dokazywać na całego, rodzice próbowali je uciszyć i sami podnosili głos. Nie pamiętam bardziej męczącej podróży - podkreśla.

Trudnych sytuacji ze współpasażerami-rodzicami jest więcej. Na jednej z grup facebookowych dotyczących podróży pociągami internautka pożaliła się, że nieznana kobieta zostawiła bez poproszenia o zgodę dziecko "do popilnowania". "Po prostu sobie wyszła. Później ten chłopiec, ale to już przy matce, wychylał się przez okno i prawie wypadł" - opisywała podróżniczka.

Inna wspomina, jak do przedziału weszła matka z dzieckiem, który trzymał wielką torbę z popularnym fast foodem i paczkę chipsów. - Nie dość, że strasznie od tego śmierdziało, nie minęło wiele czasu, żeby malec dostał choroby lokomocyjnej. Naprawdę tak trudno było to przewidzieć? - irytuje się w rozmowie z Wirtualną Polską.

"Nie mam ochoty na oglądanie i wąchanie cudzych stóp"

Problemem, o którym pasażerowie mówią chyba najczęściej, zwłaszcza w sezonie wakacyjnym, jest picie alkoholu i jedzenie intensywnie pachnących potraw. - Jechałam pociągiem nad morze. W przedziale siedziała jeszcze jedna kobieta, a oprócz nas trzech kolegów. Wyciągnęli sześciopak taniego piwa i butelkę wódki, którą wlali sobie do coli. Rozmawiali o wieczorze kawalerskim, na który jechali. Ewidentnie chcieli zacząć imprezę już w pociągu – relacjonuje Marzena.

Z początku zarówno ona, jak i druga kobieta z przedziału starały się nie zwracać uwagi na "patowczasowiczów", ale oni szybko zwrócili uwagę na nie. - Kiedy sobie popili, zaczęli być strasznie nachalni. Wypytywali nas o chłopaków i mężów, prostacko podrywali, jeden z nich zaproponował, że możemy dołączyć do nich na kawalerski za odpowiednią opłatą - mówi.

- Czułam się bardzo niepewnie, ta druga dziewczyna też. W pewnym momencie – ku mojemu przerażeniu – wyszła z przedziału. Na szczęście dość szybko wróciła z konduktorem, który ostro zareagował. Zagroził, że jeśli mężczyźni nie skończą zabawy, od razu zatrzyma pociąg, a oni wylądują na policji i zostaną obciążeni kosztami. Uspokoili się.

Agata wspomina z kolei, jak w jeden z tegorocznych upalnych dni jechała w towarzystwie kobiety, która zdjęła buty w przedziale. - Naprawdę rozumiem, że kilka godzin w trampkach w pociągu bez klimatyzacji to nic przyjemnego. Ale trzeba kompletnie nie mieć wrażliwości na innych, żeby mimo wszystko ściągać buty. Ludzie naprawdę nie rozumieją, że nie mam ochoty na oglądanie i wąchanie cudzych stóp? – pyta retorycznie. - Innym razem, chociaż było ponad trzydzieści stopni, ktoś jadł kanapki z jajkiem na twardo. Autentycznie zrobiło mi się niedobrze - dodaje.

Nie widziała tak brudnego przedziału. "Aż mnie zatkało"

Bywa też, że podróżni zostawiają po sobie bałagan, zwłaszcza na długich trasach. Ania, która jechała ze Szczecina do Świnoujścia, zwróciła uwagę na jeden z pustych przedziałów. Nie mogła uwierzyć w to, co widzi – całe fotele były pokryte gęsto jasną sierścią. - Zauważyłam ten przedział, kiedy byłam w drodze do mojego. Gdy zobaczyłam tak bardzo zabrudzone siedzenia, aż mnie zatkało i zrobiłam zdjęcia, bo chyba nikt by mi nie uwierzył w domu, że można tak nabrudzić i mieć to gdzieś - powiedziała.

Pasażerka zastała całe fotele pokryte sierścią
Pasażerka zastała całe fotele pokryte sierścią © Archiwum prywatne
Właściciel zwierzęcia nie zadał sobie trudu, by po nim posprzątać
Właściciel zwierzęcia nie zadał sobie trudu, by po nim posprzątać© Archiwum prywatne

Jak zachowywać się w pociągu? Marta Ziemska z biura prasowego PKP Intercity podkreśla, że spółka promuje w swoich taborach Kodeks Kulturalnego Zachowania, czyli zbiór zasad, których przestrzeganie sprawia, że podróże pociągami są przyjemne dla wszystkich pasażerów. - Kodeks wyświetla się w pociągach na monitorach, przypominając, jakie zachowania mogą być uciążliwe dla współpodróżnych, np. głośne rozmowy przez telefon, głośne słuchanie muzyki czy zdejmowanie butów - mówi.

Zapraszamy na grupę FB - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (374)
Zobacz także