Blisko ludzi"Ma taki bajer, że łysemu grzebień by sprzedał". Niscy mężczyźni nadrabiają sposobem bycia

"Ma taki bajer, że łysemu grzebień by sprzedał". Niscy mężczyźni nadrabiają sposobem bycia

"Ma taki bajer, że łysemu grzebień by sprzedał". Niscy mężczyźni nadrabiają sposobem bycia
Źródło zdjęć: © arch.prywatne

02.11.2019 09:29, aktual.: 02.11.2019 13:33

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

"Mały, ale wariat" – te słowa odnoszące się do niewysokich mężczyzn nie u wszystkich mają zastosowanie. Bywa, że kompleks wzrostu nie pozwala cieszyć się życiem i kończy się terapią u psychologa. Ale wielu niskich mężczyzn udowodniło sobie i światu, że można być atrakcyjnym w oczach kobiet bez względu na miarę.

Jan Wieczorkowski – 172 cm. Kacper Kuszewski – 171 cm. Adam Małysz – 170 cm. Tom Cruise – 170 cm. Kendrick Lamar – 168 cm. Dustin Hoffman – 167 cm. Roman Polański – 165 cm. Jacek Braciak – 163 cm. Michael J. Fox – 163 cm. Wreszcie Danny DeVito – 147 cm. Choć niewysocy, są popularni, cenieni i lubiani. Wielu z nich podoba się kobietom.

– Mam w rodzinie naprawdę niskiego faceta, jak to się mówi: "metr pięćdziesiąt w kapeluszu" – opowiada Karolina. – Ma taki bajer, że łysemu grzebień by sprzedał. Na każdym weselu obtańcowuje wszystkie dziewczyny, młode stare, chude, grube. Miał już trzy narzeczone, dziewczyny zmienia jak rękawiczki. Wiem, że jest postrzegany jako atrakcyjny i jako dusza towarzystwa.

Nie zawsze tak jednak było. Jak wspomina Karolina, jej kuzyn z powodu niskiego wzrostu jako dorastający chłopak często bywał zdołowany. – Bał się podejść i zagadać do dziewczyny, która mu się spodobała – wspomina. Wszystko się zmieniło, gdy chłopak jako nastolatek obejrzał… "Człowieka z blizną" i dowiedział się, że Al Pacino ma 1,7 m. To dla niego było jak objawienie. – Coś się w nim otworzyło. Zaczął biegać, ćwiczyć na siłowni, zmężniał, nabrał pewności siebie. Teraz to inny facet.

Zobacz także: Jak powstają kosmetyki?

O tym, że męskość zaczyna się w głowie, dobrze wie aktor Artur Pontek, który od 2008 roku w serialu "Ojciec Mateusz" wciela się w rolę sierżanta Mariana Marczaka. W rozmowie z WP Kobieta mówi: – Jedyna rada dla niskich, wysokich, rudych, chudych, mądrych, głupich oraz całej reszty brzmi: mieć poczucie własnej wartości idące w parze z poczuciem humoru, ale… na własny temat.

Obraz
© Agencja T-ART PL

Artur Pontek przyznaje, że jego wzrost (165 cm) wielokrotnie okazywał się dla ludzi zaskakujący, niewystarczający albo po prostu… inny. – Natomiast bardziej zdumiewające jest to, co zwykle przytrafia się raczej wysokim, kiedy spotyka to niskich. Ostatnio na planie serialu uderzyłem się głową we framugę – śmieje się. – Nie omieszkałem zawołać kolegów, żeby im to zrekonstruować! Otóż framuga była wyjątkowo niska, jak wejście do małej piwniczki, ale nie co dzień zdarza mi się w nią uderzyć, więc było to wielkie wydarzenie zarówno dla mnie, jak i dla całej ekipy.

Obcasy ciągle noszę

#

Magda miała kiedyś chłopaka młodszego o trzy lata i niższego od niej o 8 cm. To była wielka pierwsza miłość, ale nie przetrwała próby czas (jak to z pierwszymi wielkimi miłościami często bywa). Przyznaje, że jej eks był świetnym facetem. – Mam wrażenie, że niscy mężczyźni bardziej się starają, są kreatywni, szarmanccy, jakby czuli, że muszą się wykazać, coś nadrobić. Wysoki myśli, że jest atrakcyjny tylko dlatego, że jest wysoki i sądzi chyba, że nie musi już kiwnąć palcem. Co jest oczywistą bzdurą.

Wie coś o tym Anna z Tarnowa, lat 23, która przyznaje, że nigdy nie lubiła niskich mężczyzn i zawsze oglądała się za wysokimi. Mimo to poślubiła Krzysztofa, który ma… 167 cm wzrostu. Od męża jest o 2 cm wyższa. – Był moim sąsiadem. Przeprowadziłam się z rodzicami do nowego domu. Jego mama to koleżanka mojej mamy z dawnych lat. Moja mama zaprosiła jego mamę do nas i on… przyszedł ze swoją dziewczyną – wspomina Anna.

Krzysztof długo nie zagrzał miejsca u boku ówczesnej dziewczyny. Okazało się, że to Ania jest mu przeznaczona. – Zdobył mnie urokiem osobistym, dobrym sercem. To trochę taki typ bad boya. Ale go okiełznałam i okazał się wspaniałym mężem oraz świetnym tatą – mówi. Jak dodaje, nigdy nie ubolewała nad tym, że musiała zrezygnować z wysokich obcasów. – Teraz też noszę je raz na jakiś czas.

Również Artur Pontek ma szczęśliwe życie osobiste. Z żoną Beatą wychowują dwójkę dzieci – Leona i Zoję. Zapytany o powodzenie u kobiet żartuje: – Oczywiście, przecież nie ma niższych kobiet ode mnie. Kiedy dostałem propozycję udziału w programie "Taniec z gwiazdami" (czwarta edycja – przyp. red.), zapytałem, z kim będę tańczył. Otrzymałem odpowiedź, że szukamy, prowadzimy rozmowy. Głośno myśląc, zaproponowałem, żeby zacząć szukać w szkołach gimnazjalnych, to jest szansa, może nie stuprocentowa, ale jakaś nadzieja jest, że znajdzie się tam tancerka dla mnie. Udało się jednak bez castingu w tych szkołach.

Sexy jak Qczaj

#

Większość dotychczasowych badań wykazywała bezsprzecznie, że kobiety wolą wyższych. Jednak wyniki badań opublikowanych w 2017 roku wszystko postawiły na głowie. Analiza atrakcyjności wykonana na zlecenie portalu randkowego Match.com udowodniła, że kobiety wolą mężczyzn nieco od siebie niższych. I może faktycznie coś w tym jest, bo gdy w grupie dla matek na Facebooku pytam o niskich facetów i o to, czy mogą się podobać, jedna z internautek odpowiada od razu: – No Qczaj!

"Uwielbiam niskich facetów" – pisze na forum Kafeterii internautka o pseudonimie Kobieta Klasyczna. "Sama mam 165 cm i lubię, kiedy facet jest mojego wzrostu. Przy znacznie wyższych ode mnie czuję się o dziwo mniej bezpiecznie".

Ale już Zosia, lat 33, która mierzy 178 cm, przyznaje, że wzrost (173 cm) zawsze doskwierał jej mężowi, choć mężczyzna przekonuje, że to żaden problem, że się z tym pogodził. Jednak przy byle okazji zwraca uwagę na dzielącą ich różnicę. – Na wspólnych zdjęciach się kuli, przez co zawsze ma na nich jakąś dziwną, nienaturalną pozę. Jak ktoś mówi o kimś znanym i niewysokim, to zaraz podejmuje temat i się denerwuje itd. – przyznaje Zosia.

Duży pies pomoże?

#

Bywa jednak, że niski wzrost staje się przekleństwem i utrudnia normalne funkcjonowanie. Marek podaje przykład znajomego, który z powodu swoich 163 cm popadł w depresję. To było coś więcej niż kompleks – prawdziwe przekleństwo, z którym nie potrafił sobie poradzić. Każde swoje niepowodzenie tłumaczył niskim wzrostem. Chodził nawet na terapię, ale pomogła na krótko. Do dziś nie ułożył sobie życia.

Psychologowie nazywają to "kompleksem wzrostu" i przyznają, że znacznie częściej dotyka on mężczyzn przekonanych, że są za niscy. Zdaniem psychologów niewysocy mężczyźni mogą rekompensować sobie niedostatki natury, wybierając np. duże samochody, wysokie kobiety czy duże psy. Ale muszą też często walczyć z krzywdzącymi stereotypami na swój temat. Psycholog społeczny Joseph Vandello z Uniwersytetu Południowej Florydy cytowany przez "The Guardian" przyznaje, że w niskich mężczyznach widzimy np. mniej cech przywódczych.

Gdy pytam Artura Pontka, czy kiedykolwiek żałował, że nie jest wyższy, odpowiada, że nigdy nie rozpatrywał tego w kategoriach żalu. – Raczej zastanawiałem się, jak potoczyłoby się moje życie prywatne i zawodowe, gdybym był wyższy.

Żadnego problemu z tym, ile mierzy mężczyzna, nie ma Ola. – To tak, jakby zapytać, kto jest lepszy: blondyn czy brunet? Pod jakim względem lepszy? Niski facet może być o wiele atrakcyjniejszy od wysokiego. Grunt, co ma w głowie, w sercu i jakim jest człowiekiem. Uroda kiedyś przeminie, a trzeba w zgodzie przejść przez życie.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (154)
Zobacz także