Trwa ładowanie...
d1r71fc

Polacy się nie krępują. "Klienci to największa zmora każdego kina"

Pracownicy jednego z warszawskich kin wezwali policję, by pomogła obsłudze uporać się z kłopotliwymi widzami. Ale próba wniesienia kawy na seans to jeszcze nic w porównaniu z innymi historiami, które opowiedzieli nam pracownicy kin.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Obsługa kin mówi, co Polacy robią na seansach
Obsługa kin mówi, co Polacy robią na seansach (123RF)
d1r71fc

Młoda kobieta stoi z wózkiem przy kasie. Kupuje bilet na seans dla dzieci. "Przewijak na sali jest?" – pyta. "Oczywiście, jest" – odpowiada kasjerka. "A czy osoba bez dziecka może wejść na seans?" – pada kolejne pytanie. "Może" - odpowiada dziewczyna z obsługi. "To dobrze, bo koleżanka do nas dołączy" – zdradza młoda matka.

Kasjerka uśmiecha się tylko i nadchodzi moja kolej. Nie zdążę wypowiedzieć jeszcze zdania, gdy poprzednia klientka wcina się: "Przepraszam, czy mogę zostawić tu małego z wózkiem? Za chwilę wrócę". Ekspedientka przytakuje, a później odwraca się do mnie i wzdycha: "Uwielbiam to". Obsługa kina nie ma łatwej pracy. Szczególnie, kiedy dochodzi do starcia z kłopotliwymi widzami.

"Proszę pana, zgubiłem na seansie chomika". To nie żart, a jedna z wielu historii, które przydarzyły się w polskich kinach. I choć blisko im do komedii, to dla obsługi to istny horror. Prośby o przechowanie masła w lodówce, przypilnowanie dziecka, próby wniesienia na salę własnego jedzenia, agresja czy zaskakujące znaleziska po seansie: opakowanie po sztucznej waginie, prezerwatywy, cegły pod fotelami, mopy i rozsypana mąka. To tylko kilka z przykładów, które opisuje obsługa kinowa.

d1r71fc

Zobacz także: Ciemna strona second handów. Mało kto wie, co dzieje się z zalegającymi ubraniami

– Klienci to największa zmora każdego kina – mówi Klaudia, która dwa lata temu pracowała w jednym ze znajdujących się w Warszawie multipleksów.

Kino przyciąga samotnych i zagubionych

Agata pracowała w kinie studyjnym. Miesiąc temu zrezygnowała. Zapytana o kłopotliwych widzów wzdycha: "Było ich wielu". Niektórych z nich spotykała regularnie. Czasem było zabawnie, czasem strasznie. O żadnej z tych osób z pewnością nie zapomni.

– Jest pani, która parę razy do roku podchodzi do kasy i pyta, czy może porozmawiać z telewizją. Gdy odpowiadam, że nie ma u nas telewizji, robi się nerwowa i mówi: 'czyli nie mogę przez mikrofon tutaj wszystkim ogłosić, jaki Wałęsa jest niedobry i mnie dręczy?' – wspomina.

d1r71fc

Wszyscy wiedzą, że wiele relacji rozpoczyna się właśnie w kinie. Nic więc dziwnego, że osoby, które czują się samotne, trafiają tam w nadziei na uzyskanie odrobiny zrozumienia i uwagi. Jedną z nich jest emerytka z wózeczkiem, która przemieszcza się pomiędzy kinami studyjnymi w Warszawie.

– Kiedy zobaczy się ją na horyzoncie, już wiadomo, że ma się godzinę wyjętą z życia. Prawdopodobnie potrzebuje z kimś po prostu porozmawiać, ale to są bardziej monologi. W jednej z takich rozmów bardzo płynnie przeszła od grzybicy na stopach przez kurs języka angielskiego do stanu wojennego – mówi Agata.

Agata wspomina, że chociaż wiele sytuacji jest zabawnych, to nie zawsze było jej do śmiechu. Łatwy dostęp do łazienki w kinie sprawiał, że zamykali się w nich bezdomni i wielokrotnie ich wyproszenie wymagało interwencji ochrony.

Zobacz także: "Co zrobić, żeby on się bardziej starał?". Zapisałam się na kurs online i chyba dalej nie wiem

d1r71fc

Ponadto prawdziwą zmorą był dla nich mężczyzna, który krążył po ciemnej sali i dosiadał się do samotnych kobiet – Kilka pań wyszło z seansu i zgłosiło nam, że wewnątrz jest ten facet, który siada obok i zaczyna je dotykać – Agata nie pamięta, jak rozwiązali problem z tym mężczyzną. Słyszała jednak, że w ostatnim miesiącu pojawił się w kinie po raz kolejny.

Polacy w kinie się nie krępują

Klaudia pracowała za barem. Codziennie słyszała narzekanie: "Ale tu u was drogo". Niezadowoleni widzowie wzdychali: "6 złotych za wodę, to przecież skandal". Popcorn dla jednych był zbyt słony, dla drugich za mało słony. I chociaż nie sprzedawała klientom alkoholu, to po seansach znajdowano pod fotelami szklane butelki. – Szczególnie po filmach Vegi – wspomina.

– Horrory też lubią widzowie zakrapiać – dodaje. Z kolei po wieczornych seansach "50 twarzy Greya" jej znajomi znajdowali na podłodze prezerwatywy.
Często zdarzało się, że fotele po seansach były wysmarowane sosem serowym. Nachosy na podłodze i popcorn rozrzucony po całej sali to standard.

– Najgorsze były wycieczki. Pełna sala dzieciaków, każdy wcześniej odwiedził bar. Sala wyglądała dosłownie jak po przejściu tornado. Wchodzisz i załamujesz się, a jeszcze słyszysz komentarz nauczycielki: "dzieci zostawcie opakowania, pani posprząta" – opowiada.

d1r71fc

Chociaż w większości z tych sytuacji pracownicy zaciskali zęby, to czasem, tak jak w Galerii Północnej, dochodziło do konfrontacji. – Pan z torbą z McDonald's pcha się na salę. Bileter uprzejmie informuje, że na salę nie może wejść z tymi produktami, a klient się upiera. Czasem dochodzi nawet do przepychanek – zdradza Klaudia.

– To nie jest kwestia tego, że jesteśmy niemili i nawet z wodą nie wpuszczamy. Gdyby menadżer złapał nas na wpuszczeniu klienta z czymś spoza kina, moglibyśmy stracić pracę – wyjaśnia. Dodaje, że są też w kinach specjalne miejsca, w których klienci mogą bezpiecznie zostawić swoje rzeczy i odebrać je po seansie.

Nie tylko jedzenie widzowie chcą przemycać na film. – Kiedyś nam babeczka z psem weszła na salę. Miała go w torbie, bileter nie zauważył i pies wszedł na seans. Dopiero podczas wypuszczania widowni go namierzyliśmy – mówi Klaudia.

Wśród warszawskich legend kinomaniaków krąży też historia o kobiecie, która chciała wejść na seans z kotem. Elegancka pani kupiła dla swojego pupila bilet internetowy i kulturalnie przyszła do jednego z kin znajdujących się na Mokotowie.

Gdy bileter powiedział jej, że z kotem nie wejdzie, zaskoczona odparła, że przecież ma bilet. Nieugięty mężczyzna próbował wytłumaczyć kobiecie, że to nie kwestia biletu, a zwierzęcia, lecz całe wysiłki szły na marne. W końcu zdesperowana pani zapytała, czy to dlatego, że kupiła kotu bilet studencki i gdy bileter poprosił o legitymację studencką, w końcu odwróciła się na pięcie i odeszła.

Choć ciężko uwierzyć, że to prawda, osoby, które pracują w kinie twierdzą, że po tym, co widzieli, ta historia wydaje im się jak najbardziej prawdopodobna.

d1r71fc

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się opinią

Share

d1r71fc

d1r71fc
d1r71fc