ycipk-2qg3yd

Ruszyła sprawa Miłosza P. "To jest gra na czas"

- Paradoksalnie, gdyby on mnie wtedy nie pobił, nie wyszłabym z tej relacji i dalej tkwiłabym w koszmarze. Być może wpadłabym we współuzależnienie od alkoholu, bo razem dużo piliśmy. Za dużo - mówi Katarzyna Dziedzic.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Katarzyna Dziedzic i Miłosz P.
Katarzyna Dziedzic i Miłosz P. (Archiwum prywatne, Fot: Katarzyna Dziedzic)
ycipk-2qg3yd

W kwietniu bieżącego roku 26-letnia Katarzyna Dziedzic opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcia zmasakrowanej twarzy. O pobicie oskarżyła swojego byłego partnera – Miłosza P., znanego w Poznaniu trenera personalnego. Miłosz P. twierdził, że kobieta odniosła obrażenia na skutek nieszczęśliwego upadku. Przez kilka tygodni cała Polska żyła sprawą skłóconej pary - część internautów opowiadała się po stronie kobiety, część zażarcie broniła trenera. Po 14 miesiącach sprawa znów wraca. 29 listopada w Sądzie Rejonowym w Gdańsku ruszył proces oskarżonego o pobicie Miłosza P.

Marianna Fijewska, Wirtualna Polska: Kolejna rozprawa odbędzie się 28 stycznia. Myślisz, że wtedy sprawa się zakończy?
Katarzyna Dziedzic: Obrońca Miłosza poprosił o przesłuchanie biegłego z zakresu medycyny sądowej. Ja i mój prawnik doskonale wiemy, że zależy im, by przeciągnąć sprawę do początku 2020 roku. Wtedy nastąpi zatarcie wyroku, który Miłosz dostał za naruszenie nietykalności cielesnej swojej teściowej i grożenie byłej żonie (5 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata). Miłosz ma jeszcze jeden wyrok za pobicie przypadkowego mężczyzny, który uprawomocnił się w ubiegłym tygodniu. Mimo podwójnych zawiasów, nie poszedł do więzienia, bo ani moje pobicie, ani pobicie tego mężczyzny nie wydarzyło się w tzw. okresie próbnym. Zdarzenia te nie miały wpływu na jego karę. Jeśli mój wyrok uprawomocni się przed styczniem 2020 roku, Miłosz na pewno trafi do więzienia.

ZOBACZ TEŻ: Nowe fakty w sprawie pobicia Katarzyny Dziedzic. Tylko nam powiedziała tak wiele (wywiad z kwietnia)

Jakiego wyroku oczekujesz?
Do 5 lat bezwzględnego więzienia. Ale to tylko marzenia. Prawnik przewiduje, że Miłosz dostanie zawiasy i niestety, znając działanie polskich sądów, wyrok w mojej sprawie uprawomocni się dopiero po 2020 roku, co oznacza, że Miłosz nie trafi do więzienia. Chyba że znów kogoś pobije.

W jakiej atmosferze przebiegała rozprawa?
Adwokat Miłosza przesłuchiwał mnie bardzo długo. W pewnym momencie swoim pytaniem zasugerował, że kłamię. Sędzina mu przerwała, pytając, czy zapoznał się z opinią psychologa, w której wyraźnie napisane jest, że wszystko, o czym mówię, to moje osobiste przeżycia, a nie konfabulacje. Adwokat odpowiedział, że tak, a sędzina uchyliła pytanie.

Kontaktowałaś się z Miłoszem podczas rozprawy?
Miłosz ma zakaz odzywania się do mnie. Oboje unikaliśmy jakiegokolwiek kontaktu. Nie mogłam go słuchać, kiedy składając zeznania, twierdził, że tego wieczoru to ja wyrwałam mu telefon i pobiegłam do łazienki, po drodze wywaliłam się i stąd ślady na ciele. Chwilę później miał pójść za mną, a ja rzekomo powiedzieć: "Skończę cię". Miłosz twierdzi, że po mojej groźbie przestraszył się i uciekł. Ja mam już dość tej sprawy, mam dość hejtu kobiet, z którym się spotykam.

To właśnie kobiety cię hejtują? Poważnie?
Tylko kobiety. Pod zdjęciami piszą, że kłamię, bo chcę się wybić na krzywdzie byłego partnera. Ich główny zarzut – "gdyby naprawdę cię pobił, nie chodziłabyś po telewizjach, tylko płakała w domu". Powiem ci szczerze, że właśnie to chodzenie po telewizjach mnie uratowało. Po pobiciu nastąpiły najgorsze dwa tygodnie mojego życia – wcześniej miałam wizję mieszkania w Gdańsku, układania tam sobie życia z Miłoszem, wzięłam nawet kredyt i w jednej chwili wszystko się rozpadło. Zostałam zupełnie sama, musiałam wrócić do Olsztyna, mieszkać u brata… To był horror i właśnie dzięki temu, że nie miałam czasu się załamywać, bo ciągle dostawałam wiadomości, umawiałam się na wywiady, czułam się potrzebna innym kobietom… właśnie dlatego się nie poddałam i staram się od nowa ułożyć sobie życie.

Jak ci idzie?
Dobrze. Dzięki temu, że trafiłam na terapię do Ośrodka Ofiar Przemocy. W ramach NFZ miałam 10 spotkań z panią psycholog, które teraz kontynuuję prywatnie. Moja pani psycholog jest niesamowita, miałam wielkie szczęście, że na nią trafiłam… (Kasia zaczyna płakać). Dziś wiem, że mam tendencję do wchodzenia w relacje, które mnie niszczą, że jak na kimś mi zależy, to pozwalam na zbyt wiele, nie stawiam granic i daję się krzywdzić. Całe szczęście pobicie przekroczyło nawet moje granice.

ZOBACZ TEŻ: Młoda kobieta podniosła bluzkę. Pokazała teściowej, co zrobił jej syn

Czyli z tego kryzysu wyszło coś dobrego?
Tak! Paradoksalnie, gdyby on mnie wtedy nie pobił, nie wyszłabym z tej relacji i dalej tkwiłabym w koszmarze. Być może wpadłabym we współuzależnienie od alkoholu, bo razem dużo piliśmy. Za dużo. W porę się ogarnęłam i staram się być szczęśliwa.

W wywiadzie w ubiegłym roku pokazywałaś mi wiadomości od dziewczyn, które też doświadczyły przemocy ze strony partnerów i prosiły cię o pomoc. Tych wiadomości były setki.
Dziewczyny odzywają się cały czas. Kilka dni temu jedna z nich wysłała mi zdjęcie, na którym jest potwornie pobita. Napisała, że jej facet się nad nią znęca, że nie może iść na policję, ani odejść, bo koledzy tego faceta ją zabiją, a ona ma chorą matkę i nie może zginąć. Wiesz, jak starasz się pomóc takiej osobie, to dopada cię wielka bezradność… Nie wiem, co w takiej sytuacji powiedzieć, jak rozwiązać problem, który wydaje się nie do rozwiązania. Przekierowuję te dziewczyny do ośrodka pomocy ofiarom przemocy i tylko się modlę, żeby znalazły w sobie odwagę, aby tam iść.

Co mówisz, żeby dodać im odwagi?
Dziewczyny w takiej sytuacji myślą, że partner ma nad nimi władzę. Nie widzą scenariusza, w którym mogą być szczęśliwe, tak jakby na jednym mężczyźnie świat się kończył. A mogą być, bo są bardzo silne. Tylko muszą poprosić o profesjonalną pomoc. I owszem, będzie je czekała ciężka i długa praca nad sobą, nie będzie łatwo, ale jeśli to zrobią, czeka je szczęśliwe życie. Gra jest warta świeczki.

Katarzyna złożyła pozew do sądu o naruszenie dóbr osobistych. W jednych z opublikowanych nagrań Miłosz P. nazywa ją "escort girl". 26-latka domaga się przeprosin, usunięcia nagrania oraz wpłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Centrum Praw Kobiet.

Jeśli chcesz porozmawiać z psychologiem, zadzwoń pod bezpłatny numer 800 70 2222 całodobowego Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie. Możesz też napisać maila lub skorzystać z czatu, a listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz TUTAJ.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2qg3yd