Trwa ładowanie...

Wojna w Ukrainie. "Polskie dzieci przechodzą teraz kurs przyśpieszonego dorastania"

– Nasze dzieci mierzą się z ogromnym poczuciem zagrożenia. Myślą, że skoro jest wojna w Ukrainie, to może będzie w Polsce – zwraca uwagę psycholożka międzykulturowa Zuzanna Rejmer z Fundacji Polskie Forum Migracyjne. Przed rodzicami stoi więc bardzo trudne zadanie. Mówić prawdę, czy jej unikać? Jak wspierać najmłodszych i jak przygotować ich do kontaktu z rówieśnikami z Ukrainy?

Share
Polskie dzieci muszą zmierzyć się z nowym wyzwaniem Polskie dzieci muszą zmierzyć się z nowym wyzwaniem Źródło: Getty Images, fot: Maskot
d3n5j69

Dariusz Ziemba z Łodzi ma troje dzieci; jego najmłodsza córka to ośmiolatka. – W kwestii wojny jest u niej wielka obawa, bardzo to po niej widać. Na początku, gdy to wszystko się zaczęło, pytała mnie, czy musi się pakować, czy pójdę na wojnę i co będzie, jeśli "padnę". Dla mnie jako ojca to ogromne przeżycie – opowiada pan Dariusz. – Mamy znajomych z Ukrainy. Córka od początku o nich pytała. Zaangażowała się też w pomoc. Wspólnie, podobnie jak mnóstwo rodzin w Polsce, przekazaliśmy wiele potrzebnych rzeczy: ubrania, buty, zabawki, kubki itp.

Łódź, tak jak inne polskie miasta i miasteczka, otworzyła się na uchodźców z Ukrainy. Od 24 lutego do Polski przybyło ich już ponad 1,5 mln. Trafiają m.in. do prywatnych mieszkań, hosteli czy ośrodków recepcyjnych dla uchodźców. Jedna trzecia tej liczby – ok. 500 tys. – to dzieci. Jak dotąd, według wyliczeń Ministerstwa Edukacji i Nauki, do polskich szkół trafiło ok. 11,5 tys. małych Ukraińców.

Zawsze mówić prawdę

Syn pani Agnieszki uczy się w szkole podstawowej w Przemyślu. Jeden z ukraińskich chłopców trafił do jego klasy. – On jest, co zrozumiałe, zamknięty w sobie i wycofany, ale dzieci przyjęły go bardzo ciepło. Chłopiec słabo zna polski, jednak szybko się uczy. Wiem, że dzieci w klasie mojego syna są dla niego bardzo serdeczne, podobnie jak nauczyciele – opowiada pani Agnieszka, chociaż nie kryje, że obecnie wśród nauczycieli wyczuwa się spore napięcie. – Nie dziwi mnie to, to jest przecież dla wszystkich zupełnie nowa sytuacja.

d3n5j69

Według pani Agnieszki wojna to ogromny stres nie tylko dla ukraińskich rodzin. – Mój syn ma 11 lat. Wydawało się, że po pandemii i nauce zdalnej wszystko pomału wróci do normy. Może tak było przez chwilę, jednak to piekło, które rozgrywa się teraz w Ukrainie, jest straszne dla wszystkich, również dla naszych dzieci – mówi nasza rozmówczyni. – Najpierw musieliśmy z mężem nauczyć się opowiadać o tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Nie dało się od tego uciec, skoro mówili o tym wszyscy. Poza tym uważam, że każdemu, również dziecku, należy się prawda. Potem wszystkie siły zaangażowaliśmy w zorganizowanie pomocy, w zbiórki. Nasz syn był w tym wszystkim obecny. Teraz ma bezpośredni kontakt z chłopcem z Ukrainy, który z dnia na dzień stracił dom, kolegów, musiał rozstać się z ojcem.

Pani Agnieszka nie ma najmniejszych wątpliwości, że ukraińskie rodziny zostały skazane na niewyobrażalne cierpienie, a polskie dzieci przechodzą teraz kurs przyśpieszonego dorastania.

– Nasze dzieci mierzą się z ogromnym poczuciem zagrożenia. Myślą, że skoro jest wojna w Ukrainie, to może będzie w Polsce. Młodsze dzieci pytają rodziców, czym jest wojna, bo często słyszą to słowo pierwszy raz – tłumaczy Zuzanna Rejmer, psycholożka międzykulturowa związana z Polskim Forum Migracyjnym.

W obecnej sytuacji mnóstwo placówek oraz psychologów opracowało wytyczne, jak rozmawiać z dziećmi o wojnie. – Niektórzy rodzice starają się tego tematu w ogóle nie poruszać. To błąd, bo o wojnie mówi się teraz wszędzie; dziecko może o niej usłyszeć w komunikacji miejskiej albo od rówieśników. Dlatego nie można unikać tego tematu ani mówić dzieciom, że nic się nie dzieje. Mówmy o faktach, a formę dostosujmy do wieku dziecka – podpowiada Zuzanna Rejmer. – W przypadku przedszkolaków warto stosować porównania, odnosić się do metafor, np. do ulubionych bajek. W wieku przedszkolnym świetnie sprawdzi się "Psi patrol", w którym z jednej strony mamy ekipę ratunkową dobrych piesków, a z drugiej złego burmistrza. Wtedy komunikat staje się dla dzieci zrozumiały i pokazuje perspektywę, że dobro ostatecznie zwycięża. Bo jestem przekonana, że tak będzie, pytanie tylko kiedy.

d3n5j69

Zdaniem Zuzanny Rejmer rodzice nie powinni też mówić swoim dzieciom rzeczy, których sami nie wiedzą – np. tego, że wojny u nas na pewno będzie. Lepiej powiedzieć: "Nie ma na ten moment żadnych danych ani faktów, które by na to wskazywały. U nas jest bezpiecznie".

Ogromna troska

W technikum, w którym uczy się syn pana Dariusza Ziemby, przygotowano salę, która miała zapewnić uchodźcom tymczasowy dach nad głową albo stać się magazynem, w którym będą zgromadzone ich rzeczy. – Można powiedzieć, oczywiście w pozytywnym sensie, że uczniowie zostali "siłą roboczą". Na pewno uczy to młodych ludzi empatii – uważa pan Dariusz, choć nie kryje, że bywają sytuacje trudne, a nawet kontrowersyjne. Ma na myśli łódzkie schronisko dla bezdomnych, z którego kobiety musiały się wyprowadzić, żeby zrobić miejsce dla uchodźczyń z Ukrainy (każda z kobiet otrzymała propozycję zamieszkania w innej placówce).

– Momentami pomoc przybiera niewłaściwą formę, niewłaściwe proporcje. O tym też rozmawiamy w domu – mówi mężczyzna. – Ja jednak widzę ogromne zaangażowanie polskich dzieci i młodzieży w obecną sytuację. Martwią się, chcą pomagać. U córki w liceum już wcześniej był Ukrainiec. Zniknął na parę dni, bo utknął na granicy. Dzieciaki ciągle do niego dzwoniły, każdy zastanawiał się, kiedy wróci i czy uda mu się dostać do Polski. Troska o kolegę była ogromna.

Komentuje to psycholożka Zuzanna Rejmer: – Na pewno obecna sytuacja jest okazją do nauki empatii, ale jednocześnie warto przygotować nasze dzieci, że nowe koleżanki i nowi koledzy nie zawsze będą wchodzić do szkoły z uśmiechem na twarzy, szczęśliwi, że tutaj są. Oni są fizycznie wymęczeni, a ich reakcje mogą okazać się bardzo różne. Dzieci, które uciekły przed wojną, mogą być zamknięte w sobie, wycofane, zdystansowane. Nawet na miłe zachowania mogą reagować nieadekwatnie. Trzeba mieć w sobie wewnętrzną zgodę, że to są osoby, które przeszły gehennę. Chodzi o to, żeby w naszym dziecku nie pojawiła się uraza, że np. zrobiło dla koleżanki z Ukrainy piękną laurkę, a ona się z niej nie cieszy. Warto rozmawiać z naszymi dziećmi, że reakcje ze strony nowych koleżanek i kolegów mogą być różne. Niezależnie od tego, jakie są, nie zniechęcajmy się, bądźmy dla nich dalej mili.

d3n5j69

– Do szkoły mojej ośmioletniej córki trafi dziewczynka z Ukrainy. Dzieci zrobiły dla niej laurki powitalne. Córka zapowiedziała, że pomoże jej nadrobić zaległości. Już w przedszkolu miała młodszą koleżankę Ukrainkę, którą się opiekowała – mówi Dariusz Ziemba. I dodaje: – Z kolei do mojej znajomej trafiła rodzina z Ukrainy, w tym troje dzieci w wieku przedszkolnym i żłobkowym. Są wspólne obiady, rozmowy. Dzieci szybko się uczą i asymilują. Rówieśnicy bawią się ze sobą bez przeszkód, bariera językowa dla nich nie istnieje. Dzieci zawsze znajdą wspólny język.

Zuzanna Rejmer przypomina, że gotowość dzieci do wchodzenia w nowe relacje jest różna – wiele z nich po prostu potrzebuje czasu. – Gdy człowiek jest w szoku, to jego umysł przełącza się z nastawienia na rozwój na tryb walki. Straumatyzowana jest przecież cała uciekająca przed wojną rodzina. Nie zapominajmy też o wspieraniu dzieci, które pochodzą z małżeństw mieszanych, w których jeden rodzic jest z Rosji albo Białorusi. Znam takie rodziny; zdarzyło się, że po wybuchu wojny w Ukrainie nie posłały one dziecka do szkoły, bo bały się linczu. Nie wolno generalizować; często są to osoby, które same są uchodźcami.

1,3 mln uchodźców z Ukrainy w Polsce. Błędy w organizacji pomocy?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

d3n5j69
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d3n5j69
d3n5j69