Hałas, który spędza sen z powiek. "Najłatwiej się wyprowadzić"

Lokal przed domem może być uciążliwy dla mieszkańców
Lokal przed domem może być uciążliwy dla mieszkańców

17.05.2024 06:00

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

- Z okna widziałem chyba cały kodeks karny: napad, skakanie po dachu samochodu, bójki, pobicia, a nawet próbę gwałtu - mówi Wirtualnej Polsce mieszkaniec krakowskiego Kazimierza, który od lat walczy o spokój we własnym domu.

Rosnące temperatury sprawiają, że coraz więcej osób spędza czas za zewnątrz, a zainteresowaniem cieszą się m.in. puby i restauracje posiadające zewnętrzne ogródki. Wśród nich są miejsca, w których głośne imprezy i podchmielone towarzystwo — dosłownie — spędzają sen z powiek mieszkańcom.

- Teraz się zaczyna, im cieplej, tym trudniej. Więcej osób chce wyjść w nocy na miasto, a w czasie upałów trudno nie otworzyć okna na noc - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Maciej, mieszkaniec krakowskiego Kazimierza i członek Stowarzyszenia "Dobra Noc Kraków".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Jak mówi mężczyzna, już dwie dekady temu na jednym z podwórek otwarto lokal gastronomiczny. - Na początku imprezy w nocy odbywały się rzadko, mieszkało tu wtedy dużo ludzi, którzy wzywali policję, jednak nie przynosiło to żadnych rezultatów. Z czasem mieszkańców ubywało, przyjeżdżało coraz więcej turystów, a w lecie imprezy z instalacją nagłośnieniową odbywały się już od środy do białego rana w niedzielę. Trudno żyć w takich warunkach – przyznaje.

- Myślę, że gdyby na początku funkcjonowania takiej działalności mieszkańcy wynajęli prawnika i wspólnie dochodzili swoich praw w sądzie, nie posunęłoby się to tak daleko. Na pewnym etapie można już było tylko usłyszeć "przecież to normalne, tutaj tak jest" i "dlaczego się pan nie wyprowadzi" - komentuje.

"Przez okno widziałem cały kodeks karny"

Pan Maciej przyznaje, że sytuacja nie jest lepsza od strony ulicy, gdzie - choć nie ma instalacji nagłośnieniowej - spacerują nietrzeźwi ludzie, którzy albo nie mają świadomości, albo po prostu nie przejmują się tym, że ktoś w tej dzielnicy mieszka.

- Wychowałem się w mieszkaniu od frontu i z jednego okna widziałem chyba cały kodeks karny: napad, skakanie po dachu samochodu, bójki, pobicia, a nawet próbę gwałtu. Oczywiście to nie jest bezpośrednio związane z samymi ogródkami, tylko z wszechobecnym alkoholem. Taka "naturalna" konsekwencja imprezowania – wylicza.

- Same lokale są szczególnie uciążliwe, jeśli mają instalację nagłośnieniową. Jeśli lokal jest na parterze, ma ogródek, otwarte okna i drzwi, a do tego instalację nagłośnieniową z niskimi częstotliwościami, to nie odfiltruje ich nawet dźwiękoszczelne okno w mieszkaniu. Przenikają mury, słychać je z daleka, a w przeciwieństwie do hałasu komunikacyjnego nie jest to szum, tylko pobudzające dźwięki. Oczywisty konflikt interesów osób, które próbują spać, z ludźmi, którzy chcą się całą noc bawić - stwierdza pan Maciej.

Podobna sytuacja ma miejsce także w okolicach krakowskiego rynku, w tym m.in. na ulicy Szewskiej, na której co prawda ogródków nie ma, ale są kluby, przyciągające nocami wielu chętnych do zabawy.

- Znajoma mieszka na Szpitalnej, gdzie tego typu przybytków jest więcej. I klub nocny Coco otwarty trzy dni w tygodniu od godz. 22 do 6 rano – dodaje.

Teoria a praktyka

W teorii ogródki na krakowskim Kazimierzu mogą funkcjonować w tygodniu do północy, a w dni wolne od pracy i je poprzedzające do godz. 1. Pan Maciej przyznaje, że w praktyce różnie z tym bywa, a mniejsza liczba patroli sprawia, że trudno doczekać się interwencji.

- W ubiegłym tygodniu przyłapałem w nocy na gorącym uczynku graficiarzy i policji nie doczekałem się do teraz. Nawet przy włamaniu z pobiciem dwa lata temu czekałem 40 minut, a była dopiero godz. 21:30 – wspomina.

Pan Maciej przyznaje, że są lokale, które zobowiązały się do przestrzegania zasad i to robią, jednak — jak dodaje — nie każdy przedsiębiorca ma takie podejście i nie każdy barman będzie przejmował się przepisami, dopóki nie będzie interwencji i poważniejszych konsekwencji niż pouczenie.

- Najwyższa kara to bodajże 5 tys. zł grzywny, jednak we wszystkich znanych mi przypadkach konsekwencją było pouczenie - tłumaczy. Na koniec dodaje:

- Wszystko pochłonęło wiele mojej energii i chyba faktycznie najłatwiej się wyprowadzić.

Osiedlowy "warzywniak"

Centrum miasta rządzi się swoimi prawami, ale sen z powiek mieszkańców spędzają też miejsca otwierane na osiedlach. Jak mówi Wirtualnej Polsce Patryk, mieszkaniec krakowskiej Nowej Huty, w pizzerii położonej na parterze jego bloku regularnie organizowane są wieczorki muzyczne.

- Zapraszają wokalistów, którzy dosłownie "wyją" do kotleta. Choć lokal zamykają o godz. 22, to przez mocne nagłośnienie cały wieczór w mieszkaniu słychać te śpiewy - komentuje.

Problematyczny lokal funkcjonował swego czasu na jednym z gliwickich osiedli. Jak wspomina pani Alina, początkowo mieścił się tam niewielki sklep spożywczy, jednak w pewnym momencie przekształcił się w bar.

- Zaczynali jako taki osiedlowy warzywniak. Z czasem na jego tyłach powstał bar, który przekształcił się w osiedlową melinę. Krzyki, śmiechy i kłótnie były tam na porządku dziennym i słychać je było niezależnie od tego, czy ktoś mieszkał na parterze, czy na 10. piętrze. Nie mówię już o zapachu unoszącym się na osiedlu i śmieciach turlających się dookoła - wspomina.

- Niestety nie za wiele mogliśmy zrobić, ponieważ teren, na którym stał lokal, był prywatny. Można było jedynie wzywać policję ws. zakłócania ciszy nocnej, jednak właściciele niewiele sobie z tego robili i męczyliśmy się przez kilka lat – dodaje.

Cisza nocna to pojęcie umowne

Do problemu odniosła się mec. Aniela Łebek z kancelarii adwokatów i radców prawnych Łebek, Madej i Wspólnicy. Specjalizuje się m.in. w szeroko pojętej pomocy osobom poszkodowanym hałasem. W rozmowie z Wirtualną Polską stwierdza: w polskim prawie cisza nocna jest pojęciem umownym.

- Pojęcie to należy rozumieć niezawężająco, tj. w ten sposób, że ciszy należy przestrzegać jedynie w godzinach 22-6, ale rozszerzająco, w tym sensie, że zakłócanie spokoju, prawa do wypoczynku nie powinno mieć miejsca nie tylko w nocy, ale również w dzień - tłumaczy.

- Oczywiście pora nocna zwyczajowo przeznaczona jest na sen i wymogi dotyczące dopuszczalnego poziomu hałasu w tym zakresie są surowsze, ale również w ciągu dnia zakłócanie spokoju może stanowić występek opisany w art. 51 kodeksu wykroczeń - dodaje prawniczka.

Przyznaje też, że coraz więcej osób zwraca uwagę na hałas, który zgodnie ze stanowiskiem WHO jest — zaraz po smogu — największym zagrożeniem dla zdrowia we współczesnym świecie.

Mec. Łebek zaznacza też, że w myśl art. 75 kodeksu wykroczeń za takie uznać można też wydobywające się z lokalu nieprzyjemne zapachy lub pojawienie się szczurów przez np. pozostawiane w śmietniku resztki jedzenia. - W tym wypadku, gdy rozmowy nie przyniosą rezultatu, można zawiadomić Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska - mówi.

Co można zrobić?

Ekspertka podkreśla, że w pierwszej kolejności warto spróbować załatwić sprawę polubownie. Kolejnym krokiem jest wezwanie służb. Nawet jeśli jedynie upomną właściciela, ich interwencja może być dowodem w ewentualnym postępowaniu.

- Jeśli to nie przynosi rezultatu, warto skierować pismo wzywające do zaniechania naruszeń dóbr osobistych. Jeśli takie wezwanie nie przyniesie spodziewanego efektu, można uruchomić ścieżkę administracyjną, tj. zawiadomienie odpowiednich organów, ścieżkę karną i cywilną i próbować dochodzić swoich praw przed sądem - tłumaczy.

Przyznaje też, że analiza wyroków sądów w tego typu sprawach prowadzi do przekonania, że zamknięcie działalności jest ostatecznością. - Postępowania najczęściej mają na celu uregulowanie działalności lokalu, uciążliwego boiska, myjni samochodowej w taki sposób, aby działanie takich obiektów nie wiązało się z naruszaniem dóbr osobistych właścicieli pozostałych nieruchomości - komentuje.

- Zapadają też wyroki, które nakazują likwidację np. boiska sportowego, a także zasądzające kwoty zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych osób poszkodowanych hałasem - podsumowuje mec. Aniela Łebek.

Joanna Bercal-Lorenc, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zapraszamy na grupę FB - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Materiały WP
Materiały WP
Źródło artykułu:WP Kobieta
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (209)