Blisko ludziIwona Lewandowska odebrała Telekamerę w imieniu syna. Wszyscy patrzyli tylko na nią

Iwona Lewandowska odebrała Telekamerę w imieniu syna. Wszyscy patrzyli tylko na nią

Iwona Lewandowska odebrała Telekamerę w imieniu syna. Wszyscy patrzyli tylko na nią
Źródło zdjęć: © ONS.pl
Karolina Błaszkiewicz

04.02.2020 10:54, aktual.: 04.02.2020 12:49

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Chwilę po godz. 22 na scenie Teatru Polskiego pojawiła się matka Roberta Lewandowskiego. Piłkarz zdobył Telekamerę 2020 w kategorii - Człowiek Roku, ale nie mógł jej odebrać osobiście. Pani Iwona pokazała wyraźnie, że nie stała i nie stoi w cieniu znanego syna. Zdecydowanie skradła uwagę wszystkich swoją energią i przesłaniem.

Lewandowska miała do wykonania misję: reprezentować swojego syna, popularnego piłkarza, który na galę Telekamer nie mógł dotrzeć. I nie kryła radości, gdy stanęła przed salą pełną znanych i cenionych osobistości telewizji. Była rozemocjonowana. Nie mogła ustać w miejscu. Nauczycielka w-fu chciała przekazać wiele przemyśleń w krótkim czasie, a główną myślą osobliwego przemówienia było: "Więcej ruchu".

To właśnie ruch i sport doprowadziły jej syna na szczyt, dlatego oboje z mamą zawsze namawiają wszystkich do takiej aktywności. Lewandowska nie wystąpiła w imieniu syna pierwszy raz, odbierała już m.in. nagrodę "Przeglądu Sportowego".

Iwona Lewandowska – matka Roberta Lewandowskiego

Lewandowska podkreśliła, że wciąż pracuje. Od lat uczy w Lesznie. Nauczycielem wychowania fizycznego był również jej mąż Krzysztof. Zmarł, gdy Robert miał zaledwie 16 lat. - Nie dowiedział się jednak o tym od razu - tak w jednym z wywiadów zdradziła jego mama. – Razem z córką następnego dnia pojechałyśmy na Bielany, czekałyśmy, aż wróci ze szkoły. Tego dnia miał ważny turniej. Wszedł, kazałam mu usiąść. Przyjął to spokojnie: (i powiedział - przyp. red. ) przeczuwałem to – opowiadała Lewandowska "Vivie".

Młoda wdowa nie miała czasu przeżywać żałoby. Przyznała, że działała wtedy jak automat. Wszystko spadło na jej barki, ale miała dzieci – musiała dla nich żyć. Płakała w poduszkę, ale brała się w garść. Robert i Milena musieli mieć pewność, że mama jest i będzie ich skałą. W wywiadzie przyznała, że miała depresję. Wystarczyło, że wróciła do pustego domu, a już rozpadała się na kawałki. – Wtedy zajęłam się studiami podyplomowymi. Roberta prosiłam: "Dzwoń do mnie. Podjadę po ciebie, obojętnie o której, pomogę ci. Przepraszam, że jestem nadgorliwą matką, ale muszę mieć poczucie, że jestem ci potrzebna" – opowiadała.

Lewandowska nigdy nie zapomni tego, co mąż w żartach powiedział jej tuż przed operacją. "Iwonka, poszukaj sobie jakiegoś fajnego faceta, bo życie toczy się dalej, a na stypie niech twoje przyjaciółki podadzą gołąbki i strogonowa". Dwa dni po zabiegu zmarł. – Mąż źle się czuł, byliśmy zmęczeni. Poszliśmy spać przed 22. Krzysiek zawsze pochrapywał. Obudziłam się w środku nocy, w pokoju była absolutna cisza. Zapaliłam światło, a on był już siny. Zaczęłam krzyczeć... Złapałam za telefon, zadzwoniłam na pogotowie, a oni powolutku zadawali kolejne pytania. Nie rozumiałam, co się dzieje. Po prostu wiedzieli, że do martwego nie muszą się spieszyć. Okazało się, że miał wylew – opowiadała "Przeglądowi Sportowemu".

Matka Lewandowskiego dziś

Męża wspomina z rozrzewnieniem. Z jej opowieści wyłania się niezwykle ciepły i dobry człowiek, który potrafił wszystko i był wszystkim dla swoich dzieci. – (…) Był bardzo wymagający wobec siebie i innych, ale też i w niektórych sytuacjach ujawniał duszę komika. W towarzystwie nikt się z nim nie nudził – tak go opisywała w innym wywiadzie. Życie musiało jednak toczyć się dalej – bez niego. W styczniu 2018 r. Lewandowska przyznała, że nie jest już sama.

– Niedawno przez jedną z przyjaciółek kogoś poznałam, ale nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca - wyznaje w rozmowie z tygodnikiem "Na żywo". – I tak jednak to los za nas zadecyduje – dodawała wtedy niepewnie. Syn trzyma za nią kciuki.

Czy ta znajomość przerodziła się w coś stałego? Trudno określić. Pani Iwona pilnuje swojej prywatności, nie każdy może zajrzeć na jej konta w mediach społecznościowych. Wylewna jest tylko wtedy, gdy z dumą opowiada o dzieciach. Jak wiele razy podkreślała, jest szczęśliwą, samodzielną kobietą. – Muszę mieć swój dom, swój azyl, swoje przyjaciółki które znam od trzydziestu lat – zapewniała. A entuzjazmu, którego byliśmy świadkami na Telekamerach, można jej tylko pozazdrościć.

**Zobacz także: Na planie "Archiwisty". Uczta dla miłośników zagadek kryminalnych

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (89)
Zobacz także