"Po 25 latach odchodzę od męża". Pisarka opowiada, dlaczego kobietom "nie wolno" tego robić

"Zdecydowałam się odejść od męża. Po 25 latach" - pisze na Facebooku pisarka Sylwia Kubryńska, autorka między innymi "Kobiety dość doskonałej" i "Furii mać". Pisarka w rozmowie z WP Kobieta opowiada, dlaczego Polacy nie są w stanie zaakceptować tego, że to kobieta chce odejść od męża.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Sylwia Kubryńska opowiada o sytuacji kobiet, które zdecydowały się na rozwód.
Sylwia Kubryńska opowiada o sytuacji kobiet, które zdecydowały się na rozwód. (Facebook.com)

Sylwia Kubryńska, znana ze swoich dowcipnych, ale i niełatwych książek, podejmujących problemy zwykłych kobiet, tym razem postanowiła podzielić się na Facebooku własnymi doświadczeniami. Pisarka przyznała, że po 25 latach małżeństwa bierze rozwód.

"I okazało się, że to jest coś bardzo złego. Że kobieta nie ma prawa przeżyć życia po swojemu, to znaczy niby ma prawo, ale ma też zobowiązania, niech więc nie oczekuje poparcia. Usłyszy o sobie bardzo dużo przykrych słów od najbliższych, którzy się od niej odwrócą. Odwróci się od niej najbliższa przyjaciółka. Potępi ją matka" – napisała Kubryńska.

Pisarka otrzymała ogromne wsparcie ze strony internautów. "Wiem, jak jest trudno. Ale bardzo cię wspieram w podjęciu twojej własnej decyzji. To wzmacnia na całe pozostałe życie. I mnóstwo spraw ułatwia. Naprawdę. Trzymam kciuki z całych sił" – skomentowała jedna z osób.

Dlaczego sytuacja rozwodzących się kobiet jest w Polsce dużo gorsza od podejmujących taką decyzję mężczyzn? Sylwia Kubryńska zgodziła się spróbować odpowiedzieć na to pytanie.

Lidia Pustelnik: Polka chce rozwodu. To natychmiast wywołuje mnóstwo emocji i komentarzy. Dlaczego?
Sylwia Kubryńska: W Polsce mamy taki model, że kobieta w ogóle nie powinna tego robić. Trochę jakby nie miała prawa do własnego życia i szczęścia. Kobieta powinna siedzieć w domu i koniec. Gdy jej tam nie ma, to od razu słyszymy, że to źle o niej świadczy, daje zły przykład dzieciom, to po prostu niemoralne. Mężczyzna w zasadzie nie musi się tłumaczyć. Znam mężczyzn, którzy podjęli decyzję o rozwodzie i nikt ich nie potępiał, spotkało się to ze zrozumieniem innych osób. Mówiło się o nich na przykład: drań. Ale drań to nie jest do końca obraźliwe określenie. Ktoś bezwzględny, nieczuły. Ale nie głupi i bezmyślny, jak słyszy kobieta. Te same osoby, które są wyrozumiałe dla mężczyzn, nie mają litości dla kobiet.

Może chodzi o to, że kobieta musi udowodnić, że ma powód, by się rozwieść?
Mój tata powiedział, że przecież kobieta jest biologicznie uwarunkowana, że jeśli wszystko odpowiada jej w związku, to nie ma żadnej potrzeby, by odejść. Jeśli wszystko jest w porządku, to dlaczego miałaby narażać siebie i dzieci, na których dobru zawsze jej zależy? Więc jeśli decyduje się na taką rewolucję w życiu, to znaczy, że ma jakiś powód. Nie musi mówić innym, co to za powód, wystarczy, że go ma. Ludzie nie są w stanie jej tego wybaczyć. Ten powód dla społeczeństwa zawsze będzie niewystarczający. Tak jakby zakładano, że podejmując decyzję o rozwodzie, nie jest do końca sprawna umysłowo. Wmawia się jej, że sama sobie robi krzywdę. Słyszy, że sama nie wie co robi, co jest dla niej dobre.

Pamiętam, jak moja babcia rozstała się ze swoim mężem, o czym pisałam zresztą w "Kobiecie dość doskonałej". Był od niej dużo starszy. Urodziła mu czwórkę dzieci, wychowała je, poświęciła im kawał swojego życia. Kiedy trochę podrosły, zdecydowała się w końcu odejść i pójść w swoją stronę. I natychmiast została potępiona przez wszystkich. Do końca życia nikt jej nie oszczędził i jej tego nie wybaczył. Mówiono o niej, że zwariowała, po prostu odeszła od zmysłów. W momencie, gdy kobieta decyduje o swoim życiu, traktuje się ją jak istotę ułomną, niespełna rozumu.

Przekaz jest taki, że robi krzywdę sobie i innym. A więc należy ją przestraszyć, żeby nawet na myśl jej przyszło porzucanie męża, z którym jest nieszczęśliwa?
Słyszy na przykład, że odchodząc zapewnia sobie samotną starość. Są ludzie, którzy chcą, by poczuła, że jeszcze za to odpowie, doigra się. Twoja decyzja o rozpoczęciu życia po swojemu kiedyś się na tobie zemści.

Nie jest to chyba problem wyłącznie rozwodów. Kobiecie nie ufa się w wielu innych kwestiach, prawda?
Kobiety w Polsce traktuje się jakby były umysłowo ułomne, nie do końca odpowiedzialne za swoje czyny. Nie mogą pójść do apteki i na swoją własną odpowiedzialność kupić sobie tabletek antykoncepcyjnych. Zakłada się, że sobie zrobią krzywdę, nakupuje tych tabletek i będą jadły je jak cukierki.
Z drugiej strony jest argument z moralności. Ta, która odchodzi, jest do cna zepsuta. Zostawia rodzinę, zamiast zacisnąć zęby i poświęcić się jak prawdziwa męczennica.

To tragedia, która dotyka wiele kobiet – zostają w nieszczęśliwych związkach z uwagi na dobro rodziny, dzieci.
Jeśli trudno odejść kobiecie z dużego miasta, ze środowiska o liberalnych poglądach, w którym rozwody się zdarzają, to co powiedzieć o tych, które mieszkają w malutkich wsiach i czują na przykład naciski ze strony parafii i rodziny o konserwatywnych poglądach? Poświęcają się latami. Tylko kto powiedział, że dla rodziny, dla dzieci to dobrze, jeśli ich matka jest nieszczęśliwa?

Komentarze, plotki, wytykanie palcami. Jakby to był XIX wiek i kobiety naznaczało się szkarłatną literą…
Znajomy powiedział mi niedawno: to jest sprawa między dwojgiem ludzi. Jakim prawem miałbym to w ogóle oceniać. Przecież nie byłem między nimi, nie wiem, co tam się wydarzyło. Tymczasem z przykrością stwierdzam, że to właśnie kobiety są dla siebie najbardziej okrutne. Mężczyźni bardziej wyrozumiale podchodzą do sprawy rozwodu, kobiety bywają okrutniejsze. Pewna terapeutka powiedziała mi niedawno, że może to wynikać z tego, że to coś, co je boli. Może same chciałyby zmienić swoje życie, ale nie mają odwagi?

Napisałaś o swojej sytuacji na Facebooku. Dlaczego tam?
Ktoś może powiedzieć, że głupio jest pisać o takich sprawach publicznie. Ale z drugiej strony dlaczego Facebook czy inne portale społecznościowe mają służyć wyłącznie anonimowym "lajkom", kiedy przecież kontaktuję się tam z ludźmi z krwi i kości – tymi, którzy czytają moje książki, znają mnie. I jeśli jakieś kobiety mogą mi pomóc i wesprzeć mnie w mojej decyzji – to dlaczego z tego nie skorzystać? To może być platforma prawdziwego porozumienia, a nie tylko płytkiej wymiany zdań czy zdjęć. Jeśli mogę dostać tyle wsparcia od ludzi, ile obecnie otrzymuję, to wspaniale, że ktoś wymyślił takie portale.

Zobacz też: Dramat Kruszewskiej dobiega końca. Na początku lutego będzie już po rozwodzie?

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.