Trwa ładowanie...

"Proszę pani, mogę siku?”. Rodzice maja dosyć upokarzającego zwyczaju w szkołach

Władza nauczyciela nad uczniem przekracza czasem granice nie tylko empatii, ale i zdrowego rozsądku. Dziecko dopominające się o możliwość skorzystania z toalety w szkole, narażone jest często na upokorzenie. Psycholog nie ma wątpliwości - nauczyciele dają sobie w tej kwestii nieuzasadnione prawo do nieetycznego traktowania dzieci.

Share
"Proszę pani, mogę siku?”. Rodzice maja dosyć upokarzającego zwyczaju w szkołachŹródło: 123RF, fot: 123rf
d3wu6i8

6-letni syn Pauliny wrócił zdenerwowany ze szkoły. Dziecko poskarżyło się na nauczycielkę, która nie pozwoliła mu wyjść do toalety w trakcie zajęć na świetlicy. Adaś grzecznie zapytał o zgodę, ale ona odmówiła, zbywając go zdaniem: "Nie, przecież niedawno byłeś”. Dziecko bezskutecznie próbowało jeszcze dwa razy.

- Byłabym w stanie zrozumieć odmowę, gdyby sytuacja działa się na lekcji, a mój syn dopytując się co chwilę o możliwość wyjścia, przeszkadzałby w prowadzeniu zajęć – mówi Paulina. – Wiem, że dla niego już samo poinformowanie nauczyciela, że chce mu się siku, jest krępujące – dodaje kobieta, która nie potrafi zrozumieć zachowania nauczycielki.

Matka zapowiedziała, że nie zostawi sprawy i poruszy temat na najbliższym zebraniu rodziców. – Wiem, że nauczyciel jest odpowiedzialny za dzieci w szkole, ale ograniczenie możliwości załatwienia potrzeb fizjologicznych jest upokarzające – twierdzi Paulina. – Równie dobrze mogłoby mu się coś stać w trakcie przerwy – dodaje.

d3wu6i8

Jak zwierzę w klatce

Nauczyciele przekonują, że tutaj chodzi bardziej o poinformowanie, że zaraz opuści się salę, niż o pytanie o pozwolenie. Chcą mieć pod kontrolą liczbę uczniów w klasie. Jeśli zabraniają wyjścia, to zazwyczaj wtedy, gdy w tej samej chwili prosi o to kilkoro dzieci. Tłumaczenie nie przekonuje internautów, którzy bardzo emocjonalnie reagują w tej kwestii. "Rozumiem, że za nową bieliznę wysyła się rachunek do dyrekcji szkoły? Bo nie wiem, co poza ślepą wiarą w autorytarne "TAKE SOM PRZEPISY" stoi za tym, żeby dziecko ze spuchniętym pęcherzem czy zwieraczem, jak zwierzę w klatce trzymać siłą. Zwierzę w klatce zlać się chociaż może, w szkole go jeszcze blokuje kultura osobista” – pisze na forum jeden z oburzonych.

Są co najmniej dwa rozwiązania

Ula pracuje na świetlicy w szkole podstawowej pod Warszawą i nie ukrywa zdziwienia, gdy opowiadam historię Adasia. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której odmawiam dziecku możliwości załatwienia potrzeby fizjologicznej, ale z drugiej strony uważam, że nie można zupełnie nie informować o tym opiekuna. Dzieci są różne i niektórym mogłoby przyjść coś nieodpowiedzialnego do głowy – przekonuje pedagog.

Ula razem z innymi nauczycielami opracowała sposób na kontrolowanie tego, co uczniowie robią w trakcie zajęć pozalekcyjnych w szkole. – Prowadzimy specjalny notes i zapisujemy każde wyjście, np. "Karol toaleta”, albo "Marysia sklepik” – opowiada pedagog. Dzięki temu, gdy rodzice przychodzą odebrać dziecko, pedagog wie, gdzie go skierować. - Mamy 200 osób pod opieką i bez notesu nie bylibyśmy w stanie zapamiętać, gdzie kto jest – dodaje.

Rozwiązanie warte uwagi podsuwa również psycholog Katarzyna Kucewicz. Jej zdaniem pracownicy szkolni, np. woźna, mogliby zwracać uwagę na to, co dzieje się na korytarzach. – Wystarczyłoby zerknąć, w którą stronę idzie dziecko. W trakcie lekcji jest zdecydowanie mniejszy ruch, więc to nie powinno być zbyt obciążającym zajęciem – wyjaśnia. Ważna jest również bardziej wnikliwa obserwacja zachowania ucznia w trakcie lekcji. – Dziecko może mieć wzmożone parcie na pęcherz, spowodowane stresem na lekcji – mówi psycholog. Jeśli wierci się i ma grymas na twarzy, to może być oznaką, że czuje się nie najlepiej. Nie wolno tego lekceważyć.

d3wu6i8

Nauczyciele dają sobie prawo do upokarzania uczniów

Pytanie "czy mogę siku?”, nie jest przepisem a jedynie zwyczajem, który silnie zakorzenił się w szkolnej tradycji. - Nawet będąc w liceum musiałam prosić o zgodę na wyjście do toalety – przyznaje Marta. Dziewczyna do dziś pamięta krępującą scenę, którą zrobił jej nauczyciel historii. – Po otrzymaniu zgody, wyciągnęłam z plecaka kosmetyczkę, w której miałam środki higieniczne. Nauczyciel kazał mi ją zostawić, bo stwierdził, że pewnie idę się malować – wspomina 21-latka. – Nie przeszło mu przez myśl, że mam okres, a mnie głupio było przy całej klasie powiedzieć, dlaczego muszę wyjść do toalety – dodaje dziewczyna.

W pracy tego typu uwaga mogłaby wywołać oburzenie. – Myślę, że każda kobieta poczułaby się urażona, gdyby szef w taki sposób skomentował jej wyjście ze spotkania z kosmetyczką w ręce – tłumaczy psycholog Katarzyna Kucewicz.
Zdaniem psycholożki sytuacja, która spotkała Martę, wynika z tego, że nauczyciele dają sobie prawo do upokarzania uczniów. W szkole stosunek władzy jest silnie zaznaczony. Nauczyciel często nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak nieetycznie traktuje ucznia. – Wielu przede wszystkim skupia się na dziedzinie, którą wykłada. Są pasjonatami biologii czy fizyki i zapominają, że pracują z żywą istotą, której należy się szacunek i godne traktowanie – dodaje Kucewicz.

Nauczyciel musi być bardziej obyty i świadomy odpowiedzialności, która na nim spoczywa w związku z wychowywaniem uczniów. – Uczeń to przede wszystkim człowiek, może mieć gorszy dzień, może znaleźć się w sytuacji, gdy potrzebuje częściej niż zwykle skorzystać z toalety – zaznacza psycholog.
Praca z dziećmi to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale też i przygotowanie do funkcjonowania w społeczeństwie. – Można uczyć i wychowywać, jednocześnie nie upokarzając – puentuje ekspertka.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3wu6i8
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3wu6i8
d3wu6i8