Trwa ładowanie...
ycipk-2sz86h

Rzucili korporacje, by ruszyć w świat. Australia stała się ich domem na rok

Z Asią umawiam się na rozmowę w przeddzień ostatniego dnia jej pracy. Właśnie kolejny raz w ciągu ostatnich niecałych dwóch lat rzuciła pracę. Zaczęło się od korporacji w Gdańsku, teraz rezygnuje z posady menadżera w australijskim Melbourne. Wszystko po to, by spełniać marzenia. W dniu publikacji wywiadu jest już w Indonezji. W samym środku wielkiej przygody, którą wraz z partnerem rozpoczęła ponad rok temu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
(Archiwum prywatne)
ycipk-2sz86h

Ania Moczydłowska: Luty 2016. Gdańsk. Rzucasz pracę w dużej korporacji i podejmujesz decyzję o wyjeździe. Czegoś ci brakowało?

Joanna Filip: W Gdańsku, skąd pochodzę, przez długi czas pracowałam w korporacji. Czułam się przytłoczona, ale nie narzekałam na swoje życie. Choć niczego mi nie brakowało, zawsze z tyłu głowy miałam marzenie, by podróżować po świecie. Jednak za każdym razem coś okazywało się większym priorytetem, niż rzucenie wszystkiego i wyruszenie w nieznane. To wcale nie jest takie proste, jeśli ma się poukładane życie, stałą pracę i nie jest się już 20-latkiem. Zresztą w Polsce pokutują przekonania i konwenanse, z którymi trudno walczyć. Studia, praca, małżeństwo, dzieci – taka jest kolejność, zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety. Choć chcę mieć dzieci, nigdy nie odnajdywałam się w takim schemacie.

Co było bodźcem, który sprawił, że w wieku 30 lat kupiłaś bilet i powiedziałaś "lecę"?

ycipk-2sz86h

Pracowałam jako wewnętrzny rekruter w wielkiej amerykańskiej korporacji i tam właśnie poznałam pewnego chłopaka. Poznaliśmy się w pracy, zaiskrzyło między nami. Zaczęliśmy się spotykać, a on oznajmił, że wyjeżdża do Australii, ma już wizę. To był dość mocny cios, w tamtym momencie dołączenie do niego nie przeszło mi przez myśl. W tamtym momencie jeszcze nie podjęłam decyzji o wyjeździe. Jestem racjonalistką, więc stwierdziłam, że za krótko się znamy, żeby podejmować tak radykalne kroki. W czasie kilkumiesięcznej rozłąki jednak codziennie rozmawialiśmy ze sobą przez Skype. To na nim ważyły się losy naszego związku! I nagle podjęłam decyzję - zrobię to. Dziś ten chłopak siedzi obok mnie, na drugim końcu świata.

To był dobry moment?

Oświeciło mnie. To był IDEALNY moment. Nie miałam w Polsce zobowiązań, które trzymałyby mnie w kraju na stałe. Języki znam, prace zawsze znajdę, myślałam. Nie chciałam nigdy, żeby moim życiem rządziła praca, a tak się właśnie w tamtym okresie czułam. Nieco zgaszona i przytłoczona korporacyjnym światkiem.

Od czego zaczęłaś?

ycipk-2sz86h

Kupiłam bilet, zaaplikowałam o wizę. Na początek taką, dzięki której mogłam przebywać w Australii jednorazowo przez trzy miesiące w ciągu roku, ale nie mogłam pracować. To był luty 2016. Rodzice odwieźli mnie do Warszawy na lotnisko, byłam przeszczęśliwa, choć bałam się. Australia miała być tylko przystankiem. Początkowo zakładaliśmy z Michałem, że będziemy tam trzy miesiące, na które pozwalała mi wiza. Ewentualnie że będę musiała wyjechać poza granicę kraju chociaż na chwilę i wrócić na kolejne kilka miesięcy.

Czego obawiałaś się najbardziej?

Jak będzie, kiedy przyjadę do obcego i tak odległego kraju nie mając żadnego dochodu. Australia jest bardzo droga, a my chcieliśmy przez kolejny rok podróżować. Nie przygotowywałam się do tego wyjazdu, więc nie miałam zbyt dużych oszczędności na koncie. Wszystko wyszło spontanicznie. Towarzyszyło temu bardzo dużo niepewności. Jednego dnia mówiłam: "dobra, rzucam to i jadę". Kolejnego dnia budziłam się i myślałam "co ja wyprawiam?!", przecież miałam w Polsce dobre życie. Ale w momencie kiedy już podjęłam tę decyzję, poczułam jak kamień spada mi z serca. Byłam wolna!

Rzucili korporację i wyjechali w świat - brzmi romantycznie. W Australii jest więcej takich jak wy?

ycipk-2sz86h

Tak, poznaliśmy bardzo dużo par z historiami podobnymi do naszej! Dokładnie jak my porzucili intratne posady w wielkich koncernach i wyruszyli przed siebie. Wielu z nich wyjechało też w przedłużoną podróż poślubną. W Melbourne (jak i w całej Australii) można spotkać wielu backpackerów, którzy przyjeżdżają falami – zwłaszcza zimą, spragnieni słońca. Większość z nich wtedy pracuje w restauracjach i ja też tak zaczynałam. To bardzo wyczerpująca praca, bo w Australii obsługa klienta jest na bardzo, bardzo wysokim poziomie. Nie ma zmiłuj, tu wszystko musi być perfekcyjne. Trzeba być szybkim, zorganizowanym i wiecznie uśmiechniętym.

Z rekruterki na kelnerkę? Nie byłaś rozczarowana?

Nie byle jaką kelnerką, bo na początku pracowałam w trzech miejscach jednocześnie! To było szaleństwo. Melbourne to miasto skupione na dwóch rzeczach: sporcie i jedzeniu. Są tu restauracje z każdego rejonu świata, wszystkie gwarne i zapełnione przez ludzi. Australijczycy bardzo dużo zarabiają, więc mnóstwo czasu spędzają w lokalach oraz na mieście, niezależnie od pory dnia i nocy. Są tam po prostu zawsze. Czasami zastanawiam się, czy oni w ogóle kiedyś pracują. (śmiech)

A tak poważnie to podejmowałam się tych prac, by uzbierać pieniądze na dalsze podróże. Ani przez chwilę nie myślałam o tym jako o stałej posadzie. Zresztą przez długi czas miałam ograniczone możliwości zatrudnienia, bo w ramach wizy studenckiej, którą posiadałam, pracować legalnie można tylko 20 godzin tygodniowo.

ycipk-2sz86h

Trudno jest dostać pracę będąc "gościem"?

Pracy na szczęście jest sporo, choć czasami trzeba wysilić się, żeby ją znaleźć. Bardzo dobrze działają portale ogłoszeniowe. Ale! Rekruterzy w Australii kompletnie nie patrzą na twoje wykształcenie, ważne jest doświadczenie i referencje. No chyba że jest to zawód z tzw. "listy", na której figurują głównie zawody bardzo poszukiwane. Wówczas łatwo jest dostać wizę sponsorowaną, ale ta lista co roku się zmienia. Sporo profesji z niej zniknęło, ciągle dużo jest na niej zawodów z branż inżynieryjnej i medycznej. Mimo tego, po około dwóch miesiącach dostałam pracę jako HR Menadżer, a następnie, już w innej firmie, jako Project Menadżer. Te prace pozwoliły mi osiagnąć mój cel finansowy.

Na pewno utrudnieniem przy podjęciu pracy jest wiza. Nawet mając już pracę, cały czas masz w głowie, że ona kiedyś się skończy. Trzeba sporo kombinować. Aby dostać jedną z wiz musieliśmy z moim partnerem udowodnić, że faktycznie jesteśmy parą, a nasi rodzice musieli wystawić nam referencje i zaświadczyć, że nie kłamiemy. (śmiech)

Archiwum prywatne
Podziel się
ycipk-2sz86h

Upał, daleko i wszędzie ganiające kangury. Ile prawdy jest w stereotypowym myśleniu o Australii?

Australia to jeden wielki stereotyp! Funkcjonuje w głowach osób, które nigdy tu nie były. Sama trochę tak właśnie wyobrażałam sobie ten kraj. Okazał się o wiele bardziej różnorodny, dlatego tak ważne, aby nie osiadać w jednym mieście, tylko chłonąć go całego. Niektórzy przyjeżdżają, siedzą rok w Melbourne i myślą "widziałem Australię". My ciągle nie znamy jej dobrze, mimo licznych podróży. Każde duże australijskie miasto jest kompletnie inne, tak samo każda mała wioska. Nastawienie ludzi, ich sposób życia, usposobienie. A przyroda jest obezwładniająca. Po Australii podróżuje się wspaniale i bardzo wygodnie.

Takie podróże to duże koszty. Z resztą tak samo jak życie w Australii.

Koszty to temat rzeka. Warto rozbić go na czynniki pierwsze. W czasie moich prac w gastronomii zarabiałam od 18 do 26 dolarów za godzinę. To dobra stawka. W pracach biurowych zarabia się więcej. Jeśli chodzi o ceny mieszkania, zależne są od dzielnicy, jak wszędzie. Przytulna kawalerka w dość prestiżowej i dobrze skomunikowanej dzielnicy kosztuje nas tygodniowo 290 dolarów. Niedaleko mamy piękne ogrody botaniczne. To na tutejsze standardy mieszkaniowe bardzo dobra cena, choć za taką sumę można wynająć też dom – z tym że położony na obrzeżach, powiedzmy godzinę drogi od centrum. Melbourne jest bardzo duże, więc w zasadzie na każdorazowy przejazd gdziekolwiek trzeba przeznaczyć przynajmniej te pół godziny. Za to benzyna jest bardzo tania. Wynagradza koszty chleba czy owoców.

Australia w ogóle stworzona jest do podróżowania samochodem. Na szczęście łatwo kupić auto i jest ono stosunkowo tanie. Na potrzeby naszej podróży po kraju zaopatrzyliśmy się w używane kombi, w którym mieszkaliśmy przez miesiąc. Teraz mamy nasze wymarzone 4WD, którym ruszymy w outback po powrocie z Indonezji. Powiedzmy sobie szczerze, przy tutejszych zarobkach po dwóch tygodniach pracy, możesz kupić sobie samochód. Inna rzecz, że ruch uliczny jest tu przedziwny i dziki. W Melbourne Australijczycy ciągle trąbią, wpychają się, wszędzie są rowery i skutery. Na drogach zdarza się mnóstwo niebezpiecznych sytuacji.

A co z mieszkańcami kraju? Jacy są Australijczycy?

Przemili i uśmiechnięci. Ciągle pytają "how are you?" (ang. jak się masz?) i nazywają cię "mate" (ang. ziomek). Są mistrzami luźnych pogawędek typu "small talk". Ale to na dłuższą metę jest bardzo męczące i paradoksalnie – utrudnia nawiązanie bliższych relacji. To sprawia, że wydają się bardzo powierzchowni. Nie chciałabym ich jednak wkładać do jednego worka, poznaliśmy zbyt małą próbę społeczeństwa.

Nigdy nie doznaliśmy za to w Australii dyskryminacji ze względu na pochodzenie. Jest tu wiele różnych nacji, a najbardziej zaskakująca jest liczba Azjatów. Rząd stawia też bardzo duży nacisk na równość, nikt nie może być dyskryminowany. Na tym kontynencie mieszka wielu Polaków, wielu Australijczyków z którymi rozmawialiśmy jakiegoś zna. Obecnie moimi klientami są osoby, które mają polskich przodków i jest to niesamowicie przyjemne słuchać, jak wiele mieszkańcy tak odległego kraju potrafią powiedzieć dobrego o naszym narodzie, mimo że często nigdy nawet w Polsce nie byli.

Archiwum prywatne
Podziel się

Co byś poradziła osobom, które myślą o wyjeździe do Australii?

Nie zastanawiać się czy, tylko jak. To będzie w pewnym sensie trudne, ale przeprowadzka do innego kraju nigdy nie jest łatwa. W sieci za to mnóstwo jest bardzo praktycznych i konkretnych wskazówek, jak się do tego zabrać. Bardzo sprawnie działa rządowa strona australijskiego Departamentu Imigracji i Ochrony Granic. Informacji jest tam dużo, ale jeśli przez nie przebrniesz, wszystko stanie się jasne. Australijczycy są też bardzo pomocni, można zadzwonić i dopytać o dowolną kwestię. I tutaj obsługa klienta działa wzorowo. Jeśli naprawdę chcesz przyjechać do Australii, mieszkać, pracować i żyć tutaj, to jest możliwe. Wystarczy uwierzyć i działać.

Taka decyzja musi zmieniać światopogląd i nastawienie do życia, prawda?

Kiedyś myślałam już, że wiem, co chcę w życiu robić. Teraz okazuje się, że tak naprawdę myliłam się. Póki co wiem tylko, że chcę spełnić swoje największe marzenie: podróżować, zwiedzać świat i poznawać nowe kultury. Uważam, że przeprowadzka i osiedlenie się na dłuższy czas w Melbourne była świetną decyzją. A nastawienie do życia i światopogląd najlepiej zmieniają same podróże, nie siedzenie w jednym miejscu. Choć po drodze multum było małych, niezmiernie trudnych wyborów, przez które nie raz płakałam, bilans jest dodatni. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Chciałam coś zmienić i zrobiłam to. Bo jak nie teraz, to kiedy?

Obecnie Asia i Michał są w w gorącym i rozbrzmiewającym śpiewem ptaków i koncertem cykad Ubud, na indonezyjskiej wyspie Bali. Za sobą zostawili ryczącą silnikami skuterów i bardzo zanieczyszczoną, choć piękną Javę. Na wstępie zniesmaczyli się brudną i nieciekawą Jakartą, by potem znaleźć się w równie głośnej, ale o wiele bardziej interesującej Yogjakarcie - bazie wypadowej do monumentalnych świątyń Prambanan i Borobudur. Z Javą pożegnali się przeprawiając się przez tzw. Sand Sea - pustynię z powulkanicznego pyłu, by zajrzeć do krateru ryczącego aktywnego wulkanu Bromo. Teraz skuterem przemierzają Bali i za kilka dni uciekają na kolejną, mniej turystyczną wyspę Indonezji. Swoje przygody opisują na facebooku.

Co Anna Skura robi podczas wakacji w Australii?

Podziel się opinią

Share

Bądź z nami na bieżąco

tick Lubię to

na Facebooku


ycipk-2sz86h

ycipk-2sz86h
ycipk-2sz86h