Blisko ludziDo ołtarza odprowadził ją mężczyzna, który miał przeszczepione serce jej zamordowanego taty

Do ołtarza odprowadził ją mężczyzna, który miał przeszczepione serce jej zamordowanego taty

Do ołtarza odprowadził ją mężczyzna, który miał przeszczepione serce jej zamordowanego taty
Źródło zdjęć: © Facebook.com
Magdalena Drozdek

09.08.2016 11:52, aktual.: 17.08.2016 09:28

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Każda dziewczyna marzy o tym, żeby do ołtarza w ten wyjątkowy dzień odprowadził ją ojciec. Jeni to marzenie nie mogło się spełnić. Jej tata został zamordowany 10 lat temu. Jego serce trafiło do Arthura Thomasa i to on towarzyszył jej podczas ceremonii. Chociaż na chwilę mogła poczuć cząstkę taty przy sobie.

Ta historia zaczyna się w 2006 roku. Ojciec Jeni, Michael Stepien, pracował jako szef restauracji. Któregoś dnia wracał do domu, kiedy został napadnięty. 16-letni Leslie L. Brown najpierw go obrabował, a potem strzelił mu w głowę z bliskiej odległości. Nastolatek został skazany na 40 lat pozbawienia wolności, a rodzina Michaela była zdewastowana.

Zdecydowali, że przekażą organy mężczyzny organizacji Center for Organ Recovery and Education, która zajmuje się transplantologią. Po tym, co stało się z Michaelem, chcieli zrobić coś dobrego.

Co ciekawe, organizacja umożliwia kontakt pomiędzy rodzinami biorcy i dawcy. Tak się stało, że serce zmarłego Michaela trafiło do Arthura Thomasa. Mężczyzna przez lata zmagał się z chorobami serca. Los chciał, że wtedy, kiedy Stepien tragicznie zmarł, jego stan zdrowia drastycznie się pogorszył. Serce Michaela było jego jedynym ratunkiem. Kilka dni później Arthur mógł cieszyć się nowym życiem.

- Żeby dostać się na samą górę listy oczekujących na przeszczep, trzeba być w naprawdę złym stanie. Kiedy tylko przeszedłem operację, wiedziałem, że muszę podziękować rodzinie, która zgodziła się przekazać organy zmarłego – opowiada Arthur w rozmowie z „New York Times”.

Rodziny cały czas pozostawały w kontakcie. Przez lata wymieniali się listami, wysyłali sobie kartki na święta. O spotkaniu nie myśleli do czasu, kiedy Jeni ogłosiła, że wychodzi za mąż.

- Moja pierwsza myśl? Kto odprowadzi mnie do ołtarza! Pomyślałam sobie, jak niesamowicie byłoby mieć przy sobie kawałek taty w tak ważnym dniu – mówi 33-latka.

Obraz
© Facebook.com/ na zdjęciu: Jeni i jej rodzice

Jej narzeczony zasugerował, by to właśnie Arthur towarzyszył jej pod ołtarzem. Pomysł od razu podchwyciła jej mama i zadzwoniła do mężczyzny. Ten zgodził się, choć zaznaczył, że najpierw musi zapytać się o zgodę swoją własną córkę. Przecież nie często widzi się swojego tatę przy ołtarzu z obcą dziewczyną. Córka Thomasa nie miała nic przeciwko. Nawet doradzała tacie, by lepiej przećwiczył sobie wszystko kilka razy, żeby nie narobił sobie wstydu przy obcych.

Ślub odbył się w ubiegłym tygodniu w Swissvale, w tym samym kościele, w którym przed laty pobrali się rodzice Jeni.

To był pierwszy raz od śmierci Michaela, kiedy dziewczyna mogła poczuć, jak bije serce jej taty. Arthur zaproponował pannie młodej, by podczas ceremonii trzymała go za nadgarstek, bo tam najlepiej wyczuwa się puls. To doda jej odwagi.

- Pomyślałem, że to będzie najlepszy sposób na to, by czuła obok siebie tatę. To w końcu jego serce we mnie bije – mówi Arthur.

W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że nie mógłby sobie wyobrazić większego zaszczytu niż poprowadzenie do ołtarza córki mężczyzny, który uratował mu życie.

- Jestem wdzięczna, że mój tata mógł tu być nie tylko duchem, ale też choć w części fizycznie. To było dla nas naprawdę wyjątkowe – dodała Jeni.

Dziewczyna swoją historią podzieliła się także na Facebooku, bo ma nadzieję, że to będzie też sygnał dla innych rodzin, że warto przekazywać do przeszczepów organy swoich zmarłych bliskich.

- Przeszczep to szansa na nowe życie. To niezwykły, jedyny w swoim rodzaju prezent. Bardzo hojny, ale biorca zawsze to doceni. My mogliśmy obserwować, jak Arthur zdrowiał przez te wszystkie lata. Cieszy się życiem, a to pomaga nam uporać się z naszą żałobą – przyznaje Amerykanka.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (11)
Zobacz także