Trwa ładowanie...
d808u4x
Ludzie

Mówili o niej "Żelazna Franka"

Była ceniona i lubiana. Każdy, kto się z nią zetknął, zapamiętał jej kobiecy urok, ciepło i serdeczność. Franciszka Cegielska sporo także wymagała – od siebie i innych. Pod jej rządami Gdynia stała się, tak jak przed wojną, synonimem sukcesu i przedsiębiorczości. „Żelazna Franka”, jak ją nazywano, była charyzmatycznym i skutecznym politykiem. Śmierć zabrała ją w 54 roku życia. Zmarła na raka trzustki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Mówili o niej "Żelazna Franka"
(PAP, Fot: Tomek Gzell)
d808u4x

2 sierpnia 1946 roku urodziła się Franciszka Cegielska, wieloletnia prezydent Gdyni, posłanka i minister zdrowia w rządzie premiera Jerzego Buzka. Przyszła na świat we francuskiej Miluzie, skąd wkrótce potem wraz z rodzicami wróciła do Polski. Rodzina zamieszkała na Wybrzeżu. Tu, w 1970 roku, ukończyła studia na Politechnice Szczecińskiej, a pięć lat później podyplomówkę na Politechnice Gdańskiej. Zawodowo związała się z kolejną uczelnią Wybrzeża, Wyższą Szkołą Morską w Gdyni, gdzie wykładała do 1987 roku. Od 1989 roku poświęciła się już polityce, najpierw tej lokalnej, a potem, przed śmiercią, krajowej.
Franciszka Cegielska, mimo zdiagnozowanego raka, nie przerwała pracy w resorcie zdrowia. Nie dawała po sobie poznać, że źle się czuje, że coś ją boli (a ból w przypadku raka trzustki jest bardzo silny). W pracy, tak jak w życiu prywatnym, była perfekcjonistką. Powtarzała często: „Jeżeli kobieta chce do czegoś dojść, musi umieć pracować dwa razy więcej niż mężczyzna”.

„Lubię, jak się dzieje dużo i szybko, i mądrze”
Choć ostatnim stanowiskiem, jakie zajmowała, był fotel ministra zdrowia, Franciszka Cegielska uważała się przede wszystkim za działaczkę samorządową. Mówiła: „Mam pasję: jest nią miasto i samorząd”. Z miasta na skraju bankructwa uczyniła perłę Wybrzeża.
Kochała Gdynię i jej mieszkańców („Nasze gdyńskie plany na przyszłość można ująć w trzech słowach: samorządność, dobrobyt i zdrowie”, „Najważniejszą naszą inwestycją jest oświata”). Choć z racji jej silnego indywidualizmu nigdy nie było wątpliwości, kto jest pierwszą obywatelką („Lubię, jak się dzieje dużo i szybko i mądrze”), uważała za punkt honoru rozbudzenie aktywności ludzi („W samorządzie chodzi o to, żeby ludzie nie pozostawali obojętni wobec spraw, które ich dotyczą”).
Taką zapamiętali ją gdynianie i współpracownicy, a wśród nich przede wszystkim Wojciech Szczurek, obecny prezydent Gdyni.
- Przez osiem lat pracowaliśmy razem (…). Były to pionierskie dla naszej odrodzonej demokracji czasy. Wspaniałe lata budowania wielkich projektów – mówił Wojciech Szczurek w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” w październiku 2010 roku. Dla najbliższego współpracownika Franciszka Cegielska była także bliskim prywatnie człowiekiem.
- Naturalna, otwarta, szczera, odważna i bezpośrednia. Marzycielka. Romantyczna i pragmatyczna zarazem. Rozkochana w klasycznej literaturze. Kochająca zwierzęta i kwiaty, które z namiętnością hodowała (…). Lubiła ludzi i bliski kontakt z nimi. I mieszkańcy tę jej sympatię odwzajemniali. Jej pogrzeb był szczególną manifestacją tej ogromnej sympatii i uznania” – wspominał obecny prezydent Gdyni w cytowanym już wywiadzie dla katolickiego tygodnika.

Ceniła kontakty z ludźmi
Wspomnienie prezydenta Szczurka nie były czczymi wyrazami pamięci. „Żelazna Franka” szczerze lubiła ludzi. O mieszkańcach swojego miasta myślała przez całą kadencję, a nie tylko przed wyborami.
Szczególnym tego znakiem były zmiany architektoniczne w urzędzie miejskim. Po objęciu rządów prezydent poleciła przeszklenie wszystkich gabinetów od zewnątrz. Otworzyło to, nie tylko symbolicznie, urząd przed mieszkańcami.
„Cegielska (…) ceniła sobie kontakty z ludźmi. Porozmawiała z każdym – przypadkowo spotkanym na urzędowym korytarzu, czy z bezdomnym na ulicy. Dla każdego znajdowała czas” – czytamy w jednym ze wspomnień opublikowanym w październiku 2010 roku na portalu trojmiasto.wyborcza.pl.

d808u4x

Dzień pracy był dla niej jak z gumy
Otwartość na ludzi powodowała, że dzień pracy bardzo często wydłużał się dla Franciszki Cegielskiej do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu godzin.
- Kiedy byłam prezydentem, oszukiwałam męża mówiąc, że idę na spacer z psem. Wtedy wpadałam do urzędu, czytałam i zbierałam myśli. W tygodniu szkoda czasu na papiery, bo najważniejsi są ludzie – wspominała po latach.
Tak było w gdyńskim ratuszu, tak było też w Ministerstwie Zdrowia. Dawała z siebie wszystko, prywatne sprawy zostawiając na dalszym planie.
Skąd czerpała siłę potrzebną do tak wyczerpującej pracy? I na to odpowiedziała w jednym z wywiadów: „Morze daje odwagę”.
Zmarła 22.10.2000 roku, setki kilometrów od ukochanej Gdyni i morza – w Krakowie. Pod poduszką miała projekt ustawy. Do końca była pełna pomysłów i planów na przyszłość.

d808u4x

Podziel się opinią

Share
d808u4x
d808u4x