ycipk-36zhdy

120 złotych za prezent dla koleżanki. "Usłyszałam, że mogłam lepiej się postarać"

O tym, ile dać w kopercie na chrzciny czy wesele, napisano już niejeden tekst. Okazuje się, że podobne widełki można ustalić dla prezentów urodzinowych, którymi wymieniają się dzieci. Ktoś, kto celuje poniżej dolnej granicy, może wypaść z towarzyskiego obiegu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dziewczynka zdmuchuje świeczki na urodzinowym torcie
Dziewczynka zdmuchuje świeczki na urodzinowym torcie (123RF)
ycipk-36zhdy

Jedno z forów dla rodziców nastolatków zelektryzował post pewnej mamy. Kobieta skarżyła się, że prezent podarowany przez jej córkę rówieśniczce nie spotkał się z pozytywnym odbiorem… rodziców dziewczynki. Na wspomniany prezent składały się: drobny upominek, karta podarunkowa do popularnej sieciówki i czekoladki, warte w sumie około 120 złotych. Żaląca się mama pokątnie dowiedziała się, że choć sama obdarowana była zadowolona, to jej rodzice uznali, że mogła "lepiej się postarać".

120 złotych na prezent to dużo?

– Może problemem tutaj była nie tyle kwota, co osobistość prezentu? Tak czy inaczej od koleżanki z klasy nie wymagałabym ani niczego drogiego, ani bardzo osobistego. Pewnie większość ma podobnie – mówi zdziwiona Asia, mama Gucia. Przyznaje jednak, że karty podarunkowe wzbudzają w niej mieszane uczucia. – Przemawia to do mojej praktycznej natury, ale taki prezent od koleżanki dla koleżanki? Dziecko, które spędza z przyjaciółką z klasy kilka godzin dziennie, nie potrafi wybrać dla niej nic innego? – pyta retorycznie.

ycipk-36zhdy

Zobacz także: "To był ogromny cios". Psycholog opowiada, czy da się uporać z żalem po zdradzie

– 120 złotych to faktycznie sporo – twierdzi Ania, mama 14-latki. – My najczęściej zamykamy się w kwotach do 50-70 złotych. I tak jak słyszę od koleżanek, to raczej ogólnopolska średnia. Bywają miesiące, że kinderparty mamy co tydzień, można pójść z torbami. Ja kart prezentowych nie kupuję, ale to powszechna praktyka. Zdarza się nawet, że dzieci dają dzieciom gotówkę w kopercie – opowiada.

Dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy, jest oburzona. – To nie dzieci wymyślają karty podarunkowe czy pieniądze w kopercie i to nie dzieci doprowadzają do licytowania się, kto dostał droższy czy lepszy prezent. Naprawdę uważamy, że im droższy prezent, tym lepiej o nas świadczy? – komentuje z niedowierzaniem.

ycipk-36zhdy

Jak tłumaczy, karty prezentowe wydają się obdarowującym tak pożądane, bo są pewną promesą możliwości kupienia tego, co dziecko sobie zażyczy. Najczęściej jednak świadczą po prostu o tym, że rodzic nie miał czasu albo ochoty chodzić z dzieckiem po sklepach, dopytywać o zainteresowania. Czasem w kopercie ląduje karta lub gotówka z obawy przed zdublowaniem prezentu.

Lista jednak się przydaje

O prezenty pytam też zaprzyjaźnione mamy na niewielkim forum. – Mnie jest trochę głupio robić listy prezentowe. Moja siostra tak robi, a ja mam jakiś opór – opowiada Martyna. – Przez to Staś dostał ostatnio dwa takie same prezenty i pięć samochodów. – Odkąd zostałam rodzicem, staram się komunikować nasze potrzeby, chociaż bardzo lubię niespodzianki. Naprawdę wujek "wolny ptak" nie musi wiedzieć, co jest najlepsze dla naszego berbecia – przekonuje Marta. Wszystkie dziewczyny zgodnie przekonują, że podają raczej typ prezentu (książka, rodzaj zabawki), a nie wskazują konkretnej sztuki w konkretnej cenie.

Co, jeśli wujek "wolny ptak" nie zdąży kupić nawet prezentu z listy? Leniwym lub/i spóźnialskim dr Aleksandra Piotrowska podpowiada pewien pomysł, o którym gdzieś słyszała – elegancki i zabawny sposób na wręczenie gotówki małemu jubilatowi. Goście zrzucają się na skarbonkę i wrzucają do niej jakąś kwotę. – To bardzo sympatyczna praktyka, pod warunkiem, że nie ma żadnej dolnej granicy i nikt nikomu nie patrzy na ręce – tłumaczy Piotrowska.

ycipk-36zhdy

Zdaniem psycholog w idealnym świecie to oczywiście dzieci same powinny robić prezenty. – W końcu to przecież prezent od dziecka i powinien mieć charakter osobisty. a nie materialny – przekonuje.

Mamo, zrób zdjęcie na Instagram

Na to chyba jednak nie ma co liczyć. Imprezy urodzinowe coraz częściej przypominają małe wesela organizowane w plenerze. Mają scenografię, dekoracje, atrakcje, a nawet miejsca zorganizowane specjalnie po to, żeby zrobić sobie w nich zdjęcie, które pofrunie prosto na Instagram.

Czy w związku z tym urodziny tak jak wesele powinny się zwrócić? – Jeżeli ktoś wychodzi z takiego założenia, to jest w błędzie. Takie myślenie zabija w ogóle sens organizowania jakichkolwiek urodzin – oburza się Kinga Kołodziejak-Gul, założycielka "Zaskocz mamę", firmy organizującej przyjęcia, również te urodzinowe. I chociaż na co dzień ma do czynienia z raczej wymagającymi i majętnymi klientami, to nigdy nie zdarzyło jej się słyszeć o jakichkolwiek wymaganiach dotyczących prezentów.

– To raczej ja naciskam i próbuję się dowiedzieć, czy są jakieś potrzeby lub oczekiwania. Raz jeden, kiedy organizowałam podwójne przyjęcie dla 30-letniej mamy i jej 2-letniej córki, zostałam poinformowana, że goście zrzucają się na drewniany domek dla małej, który stanie w ogrodzie. Mama zrzekła się w ogóle prezentu na rzecz córki – opowiada.

Kołodziejak-Gul przekonuje, że jej klienci nawet jeśli inwestują w organizację przyjęcia za duże pieniądze, to robią to, by mieć piękne zdjęcia i pamiątkę na całe życie. Bo przecież to właśnie piękne wspomnienia są najlepszym urodzinowym prezentem.

Zobacz także: Walka Rosati i Śmigielskiego. Pokazano, ile aktorka żąda alimentów

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-36zhdy