Trwa ładowanie...

Mówią o nich "covidowi donosiciele". A oni po prostu chcą przeżyć pandemię

- Jak mnie zobaczyła, od razu wyskoczyła z krzykiem, że jestem donosicielem, że to na pewno ja na nią doniosłem i że nie mam wstydu pokazywać się w sklepie. Kazała mi wyjść i nie wracać, bo wstydzi się za takich ludzi. Co osiągnąłem? Miała maseczkę na twarzy, czyli jednak pomogło – wyjaśnia Michał.
Share
Często do kłótni dochodzi w sklepach
Często do kłótni dochodzi w sklepachŹródło: Getty Images
d419ydw

Magdzie na COVID zmarł dziadek i wujek. – Żarty się skończyły. Z traumą ja i moja rodzina będziemy mierzyć się latami. Najgorsze jest to, że dziadzia zaraził mój brat, który uważał, że pandemia to ściema i niespecjalnie dbał o reżim sanitarny. Trudno mi wybaczyć mu tę głupotę. On chorował lekko tydzień, dziadek męczył się 17 dni. Zmarł samotnie w szpitalu. Nie mam pociechy z tego, że dziś mój brat Michał stał się jednym z najbardziej przestrzegających zasad człowiekiem. Trochę za późno, ale on czuje, że to rodzaj odkupienia win. Dziś nie tylko zwraca uwagę ludziom na ulicy i opowiada im swoją historię, ale również pomaga jako wolontariusz. Rozwozi jedzenie i leki starszym ludziom – opowiada Magda.

Michał, widząc, że jego przestrogi niewiele dają, postanowił zadziałać mocniej. – Siostra się ze mnie śmieje, że jestem covidowym donosicielem, ale ja ludziom zawsze daję szansę. Dopiero jak widzę, że nic sobie z tego nie robią, czasem dzwonię po straż miejską, policję, albo wysyłam skargę do sanepidu. Nie mogę zrozumieć, że ludzie nie zdają sobie sprawy - albo nie chcą jej sobie zdawać - z powagi sytuacji – wyjaśnia 24-latek.

Ostatnio Michał miał nieciekawą sytuację. – W sklepie ekspedientka nosiła maseczkę na brodzie. To taki mały osiedlowy sklepik, ale w sumie non stop ktoś tam przychodzi – opisuje Michał. - Zapytałem jej, czemu nie zabezpiecza siebie i klientów, a ona na to, że pracuje tak od roku i nie zachorowała, a obsługuje dziesiątki ludzi codziennie, więc albo ma hiperodporność, albo Covida nie ma. Strasznie się zdenerwowałem, opisałem jej historię mojej rodziny i poprosiłem, żeby zakładała maseczkę – wspomina.

d419ydw

Gdy chłopak przyszedł do sklepu kilka dni później, maseczka nadal była zsunięta. Brudna, taka widać, że nieprana od dawna. Ponownie jej zwrócił uwagę. Nie poskutkowało, więc zgłosił sprawę do sanepidu z prośbą o kontrolę. - Oczywiście następnym razem jak mnie zobaczyła, od razu wyskoczyła z krzykiem, że jestem donosicielem, że to na pewno ja na nią doniosłem i że nie mam wstydu pokazywać się w sklepie. Kazała mi wyjść i nie wracać, bo wstydzi się za takich ludzi. Co osiągnąłem? Miała maseczkę na twarzy, czyli jednak pomogło – wyjaśnia Michał.

Rząd swoje, ludzie swoje

W kontekście COVID-19 centralnym pojęciem psychologiczno-socjologicznym odnoszącym się do tej kwestii jest zjawisko dysonansu społecznego. - W tym wypadku polega ono na tym, że część społeczeństwa wkłada znaczny wysiłek w walkę z epidemią, a wręcz podporządkowuje jej całe swoje życie: nie wychodzą z domu, śledzą bieżące wymogi i obostrzenia. Domagają się docenienia własnego poświęcenia, ale też solidarności. Jeśli więc dochodzi do zderzenia z opozycyjną grupą, która nic sobie z tego nie robi, a zarazem uchodzi im to płazem, rodzi nam się klasyczny dysonans poznawczy - tłumaczy zjawisko Roland Zarzycki, prorektor ds. dydaktycznych w Collegium Civitas, doktor nauk humanistycznych.

d419ydw

Zobacz też: "Zdradzał mnie na poligonach, w domu poniżał i gnębił". O występkach byłego męża powiadomiła jego nową partnerkę

M. Lempart o protestach: "Mamy trzy formy działania"

COVID-19 ujściem dla frustracji

Skala takich sytuacji jest już widoczna gołym okiem przez każdego z nas. Chociaż oficjalnie policja nie gromadzi takich statystyk, to nieoficjalnie mówi się o fali skarg. - Okres pandemii to czas w którym wszelkiego typu zgłoszenia, skargi, wnioski i petycje - anonimowe bądź podpisane - kierowane są do Inspekcji Sanitarnej w bardzo dużej liczbie - stwierdza Jan Bodnar, radca Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

d419ydw

- Tylko do GIS-u w ciągu ostatniego roku napłynęło ich kilka tysięcy. Gdyby uwzględniać te napływające do powiatowych i wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych, można je liczyć w setkach tysięcy - dodaje.

Brak dyskusji

- Nie posiadamy szczegółowej analizy tego typu zgłoszeń, ale na podstawie informacji napływających "z terenu" można pokusić się o tezę, że charakter tych skarg zmieniał się w czasie - wyjaśnia specjalista GIS-u i dodaje, że na początku pandemii dominowały zgłoszenia stricte medyczne dotyczące stanu zdrowia danej osoby i działania placówek służby zdrowia. Częste były również "donosy obywatelskie" np. na kaszlącego sąsiada czy kolegę z pracy.

d419ydw

Trzeba jednak zaznaczyć, że za zwracaniem uwagi na przestrzeganie obostrzeń stoją często dobre intencje i troska o zdrowie. Ludzie chcą jak najszybciej zwalczyć wirusa. A w obecnej sytuacji, kiedy wszyscy jesteśmy zmęczeni trwającą od roku covidową rzeczywistością, spięcia i awantury wynikają z braku nadziei na poprawę. Warto więc rozróżnić motywy, które stoją za taką postawą. - Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nie można wszystkich tych zgłoszeń ocenić jednoznacznie negatywnie. Część z nich dotycząca braku lub nieprzestrzegania procedur w zakładach pracy, placówkach oświatowych, środkach komunikacji czy placówkach medycznych ma ogromne znaczenie w walce epidemią - podsumowuje specjalista GIS-u.

Problem polega także na tym, że nie dochodzi do dyskusji na argumenty. Polacy są spolaryzowani od dawna, a brak dialogu społecznego stał się normą i nosi to znamiona wojny dwóch obozów. Teraz, gdy doszedł COVID, podział dodatkowo się pogłębił i skomplikował.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d419ydw

Podziel się opinią

Share
d419ydw
d419ydw