Blisko ludziHankę Bielicką kochała cała Polska. Jednak odeszła w samotności

Hankę Bielicką kochała cała Polska. Jednak odeszła w samotności

Hanna Bielicka
Hanna Bielicka
Źródło zdjęć: © AKPA
Marta Kutkowska

09.03.2021 13:43

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Mija 15. rocznica śmierci wielkiej aktorki - Hanny Bielickiej. "Dama w kapeluszu" wciąż pozostaje niezapomniana. Artystka zmarła 9 marca 2006 r. Tamtego dnia parę godzin przed śmiercią przeszła operację tętniaka aorty. Została zapamiętana jako królowa sceny i życia.

Jedna z najwybitniejszych polskich artystek przyszła na świat jako Anna Weronika Bielicka. Miała wspaniałych, kochających rodziców, a swoje dzieciństwo wspomina jako sielankowe. Już jako mała dziewczynka wykazywała talent sceniczny:

"Miałam zaledwie cztery, może pięć lat, a mama biegała po sąsiadach, przepraszając za córkę. Bo ja odwiedzałam mieszkania, recytując każdy nowy wierszyk, którego się nauczyłam".

Jej surowy ojciec nie pochwalał wyboru artystycznej drogi córki, środowisko aktorskie nazywał "bagnem". Mimo to Hanka Bielicka zdecydowała się na studia na Akademii Teatralnej w Warszawie.

Nie była amantką ani na scenie ani w życiu

Na studiach postawiono sprawę jasno: nie będzie grała ról amantek, ma na to za duży temperament i poczucie humoru:

"Gdyby przyszło pani do głowy grać Ofelię, to radzę już w pierwszym akcie iść do zakonu, bo inaczej widzowie skonają ze śmiechu" - ostrzegł ją Zelwerowicz.

W życiu prywatnym gwiazda też nie była typem uwodzicielki. Na studiach poznała męża, Jerzego Duszyńskiego. Miłość nie trwała długo. Hanka Bielecka przyznała, że mąż "po kieliszku" ganiał za spódniczkami, a ona okazała się być niezbyt namiętna. Sama nazywała siebie "pół dziewicą" i "oziębłą". - Istniałam tylko od pasa w górę, a w dół to były zakazane rejony - śmiała się w "Świecie Kobiety". Małżeństwo przetrwało kilkanaście lat, ale raczej w formie platonicznej.

Hanka Bielicka, po kilku kolejnych zawodach miłosnych odkryła, że jej powołaniem jest bawienie innych. Kapelusz stał się jej znakiem firmowym:

"Jestem z epoki, w której kapelusze nosiło się na co dzień: i do kościoła, i z wizytą do sąsiadki mieszkającej po drugiej stronie ulicy" - mówiła w "Kuchni". Śmiała się, że "bez nakrycia głowy można ją zobaczyć jedynie w domu, garderobie teatralnej i szpitalu".

Samotność - wybór i wyrok

U kresu swych dni, artystka udzieliła poruszającego wywiadu dla "Wysokich Obcasów":

"Im dalej posuwam się w bawieniu ludzi, tym bardziej jestem zamknięta i osamotniona z wyboru. Szczęśliwa, gdy się wszystkie drzwi zamykają i tylko ptaki ćwierkają za oknem" .

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (24)
Zobacz także