Trwa ładowanie...

Romantyczny gest Baracka Obamy. Zrobił Michelle niespodziankę

Były prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama z okazji promocji książki Michelle zrobił żonie niespodziankę. Zaskoczył nie tylko swoją obecnością, ale i romantycznym gestem. Michelle była zachwycona i podzieliła się tą wiadomością z fanami.

Share

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

Romantyczny gest Baracka Obamy. Zrobił Michelle niespodziankę
Źródło: ONS.pl
d3rlm1i

Obecnie była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych promuje swoją książkę "Becoming". Jak podaje portal people.com, na ostatnim spotkaniu pojawił się mąż Michelle, który zaskoczył ją swoją obecnością. Przygotował również niespodziankę w postaci bukietu różowych kwiatów. Swoim szczęściem Michelle Obama podzieliła się z fanami na Twitterze.

Wprost.pl napisał, że organizatorka wydarzenia Valerie Jarrett zapytała Baracka Obamę o chwilę, kiedy po raz pierwszy ujrzał swoją przyszłą żonę. "Przede wszystkim jest naprawdę wysoka. Ma bardzo długie nogi (...) to było imponujące" – odpowiedział były prezydent.

d3rlm1i

Amerykańskie małżeństwo uchodzi za szczęśliwe. Para ma dwie córki - Malię Ann, która przyszła na świat w 1998 roku oraz Natashę. W swojej książce Michelle Obama, oprócz kwestii politycznych, opisała również małżeństwo z Barackiem. "Ponieważ jesteśmy wzorem do naśladowania, to jest ważne abyśmy byli szczerzy. To jest normalne, że jeśli jesteś w małżeństwie to pojawiają się momenty, w których chcesz odejść. Ja też się tak czułam" - napisała była pierwsza dama. Po czym dodała, że odkąd opuściła Biały Dom może spędzać więcej czasu z mężem.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość artykułu:
Zależy nam na podnoszeniu jakości naszego dziennikarstwa. Twoja opinia jest dla nas ważna!
icon info

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

d3rlm1i

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3rlm1i
d3rlm1i