Siedem igieł, cztery godziny i żadnych wahadełek – tak wygląda zrywanie z nałogiem u hipnoterapeuty

Hipnoza nie przypomina niczego, co laik może wyobrażać sobie na jej temat. Nie pląsałam po leśnej polanie ze swoim ego i superego. Nie zasnęłam, wszystko zapamiętałam, a oczy mogłam otworzyć w każdej chwili. Najdziwniejsze jest jednak to, że mimo sceptycznego nastawienia, przestałam palić.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Za nałogiem nie zawsze stoją traumatyczne przeżycia. Jednak w przeważającej części przypadków sięganie po używkę, od której się uzależniamy, łączy się z trudną emocją z przeszłości" - mówi Bartosz Jędrzejewski.
"Za nałogiem nie zawsze stoją traumatyczne przeżycia. Jednak w przeważającej części przypadków sięganie po używkę, od której się uzależniamy, łączy się z trudną emocją z przeszłości" - mówi Bartosz Jędrzejewski. (PAP)
WP

Bellucci, dresiarze i ja

Jedynymi palaczami, których znałam w dzieciństwie, były skrzeczące jak papugi koleżanki babci. Pilnowały, żeby palić "po damsku". Fajki - obowiązkowo cienkie i mentolowe - wsuwały między palec wskazujący a środkowy. W podstawówce z papierosami zaczęli mi się kojarzyć dresiarze i ich dziewczyny. Wymykali się za szkolny śmietnik, ganiani nieustannie przez woźną i/lub dyrektorkę. Słowem: niefajnie i śmierdząco. No a potem poszłam do liceum.

Palacze nie mieli już łatki "tych złych". Ci, którzy ukończyli 18 lat, nie musieli się nawet kryć. W palarni dzielili popielniczkę z panią od angielskiego i nauczycielem WOS-u. Na to nałożyły się wszystkie wdzięczne obrazki z popkultury. Paliła Mia Wallace w "Pulp Fiction", Gwyneth Paltrow u Wesa Andersona, Monica Bellucci jako Malena. Bez fajek Sartre nie byłby Sartre'm, a James Dean – Jamesem Deanem. Dla 16-latki rachunek był prosty.

WP

Przodownica palenia

Kiedy w redakcji zastanawialiśmy się, co nieszablonowego moglibyśmy zrobić z okazji Międzynarodowego Dnia Rzucania Palenia i padł pomysł poddania się hipnoterapii, tylko westchnęłam. Wiedziałam, że ten zaszczyt przypadnie w udziale mnie, nie na darmo paliłam pół paczki dziennie.

Nie żebym nie lubiła robić za królika doświadczalnego. Wydawało mi się raczej, że taki artykuł nie ma większego sensu. Pójdę, dam się zahipnotyzować (lub nie – bo w swoją podatność na hipnozę też wątpiłam), a palić i tak nie przestanę. Potem napiszę podobnym sobie sceptykom, że kończenie z nikotyną w ten sposób to pic na wodę.

Znalezienie hipnoterapeuty, który podjąłby się wyrwania mnie ze szpon nałogu ze świadomością, że opiszę swoje doświadczenia, łatwe nie było. "Widać, że to ściema" – myślałam, wykonując kolejny telefon. Zrezygnowana napisałam nawet do hipnotyzera znanego z programu telewizyjnego. Zdaje się, że był wstępnie zainteresowany, ale dopisek, że pamięta nasz tekst, w którym psycholog potępił show, zjeżył mi włosy na głowie. Zaczęłam wyobrażać sobie, jak w ramach zemsty mistrz umysłu nakłania mnie do obrabowania banku, a najbliższe lata spędzam w więzieniu. W końcu zadzwoniłam do Bartosza Jędrzejewskiego, który zgodził się bez wahania. Głęboki głos w słuchawce budził zaufanie, szybko ustaliliśmy datę i godzinę.

WP

Jędrzejewski wyjaśnia mi, jak będzie wyglądała sesja. Ma trwać 3-4 godziny. Po wprowadzeniu w stan hipnozy przypomnę sobie swój pierwszy papieros. Potem spróbujemy dotrzeć do trudnej emocjonalnie sytuacji, w której czułam się tak, jak wtedy, gdy muszę zapalić. Wyjaśnienie połączone z szeregiem negatywnych skojarzeń z paleniem ma sprawić, że zerwę z nałogiem.

Usiłuję wyłuskać z pamięci swój pierwszy raz z nikotyną, ale bezskutecznie. Zastanawiam się, czy jeśli nie przypomnę sobie w trakcie sesji, mam opowiedzieć pierwsze lepsze wspomnienie, czy przyznać się, że nie pamiętam? A skoro nie pamiętam, to jak mam niby dotrzeć do wcześniejszego wspomnienia warunkującego nałóg? No i przede wszystkim - jakim cudem ma się łączyć z "trudną emocjonalnie sytuacją"? Nikt nie podsuwał mi pod nos paczki Marlboro z zapytaniem: "Boisz się, młoda?". Zaczęłam palić, bo to było fajne i dozwolone.

Siedem igieł

Przekonana, że nic z tego wszystkiego nie będzie, znajduję starą kamienicę w centrum i pukam do drzwi gabinetu. Wnętrze wygląda zupełnie zwyczajnie. Wygodny czerwony fotel, wzorzyste zasłony, a na ścianach - dyplomy w ramkach.

WP

Na wstępie słyszę, że mam zdjąć prawy but i skarpetę. Wytrzeszczam oczy. Okazuje się, że hipnoza będzie połączona z akupunkturą. Nie muszę się na to godzić, ale Jędrzejewski zapewnia, że tak jest skuteczniej. "No dobra" – myślę, mając nadzieję, że może ból w stopie ukróci amnezję w kwestii pierwszego papierosa.

Współpracujący z Jędrzejewskim lekarz aplikuje mi łącznie siedem igieł – cztery w lewą dłoń, dwie w prawe ucho i jedną w prawą stopę. Po kilku minutach przestaję je czuć. Jestem trochę zawiedziona brakiem wahadełka i pstrykania przed nosem, ale to podobno rekwizyty hipnozy scenicznej, a nie narzędzia hipnoterapii.

Ćwiczenia na wyobraźnię

Wprowadzanie w stan hipnozy przypomina trochę zabawy psychoruchowe w przedszkolu. Zamykam oczy i wyciągnam przed siebie rękę (tę bez igieł). Jędrzejewski prosi, żebym wyobraziła sobie przyczepiony do nadgarstka balonik z helem, a potem, że trzymam w dłoni cegłę. Takich zadań jest więcej. W końcu mam odliczać od stu wstecz na tyle wolno, żeby w przerwach między liczbami mógł do mnie mówić.

WP

Wyobrażam sobie kolejne rzeczy – spowijającą mnie mgłę albo oś z liczbami, która tworzy ścieżkę wokół równika. Po "97" łapię się na tym, że nie pamiętam, co miałam zrobić. Znaczy to tyle, że już jestem zahipnotyzowana. Dowiem się o tym dopiero po sesji, bo w trakcie cały czas nie jestem pewna, czy "to już to". Spodziewałam się raczej dzikich pląsów z ego i superego na leśnej polanie.

Półsen na falach alfa

Czuję się trochę jak tuż przed zaśnięciem. To stan, w którym ciało jest rozluźnione, a przepływ myśli swobodny. Pojawiają się jakieś migawki z dnia, czasem całkiem przytomne pomysły – np. że przydałoby się rozwiesić pranie, ale i zupełnie luźne skojarzenia. Na dźwięk czajnika wyobrażasz sobie parowóz, a ukrycie głowy pod kołdrą sprawia, że wydaje ci się, że nurkujesz.

Stan hipnozy jest znacznie bardziej świadomy niż podejrzewałam – wiem gdzie jestem i po co tu przyszłam. Pamiętam nawet o igle w uchu. Na niektóre nie do końca przemawiające do mnie sugestie prycham (oczywiście w myślach).

WP

Gdy hipnotyzer pyta o sytuację, w której zapaliłam pierwszego papierosa, nie muszę się zastanawiać, bo nagle pamiętam. Okoliczności okazują się kretyńskie, ale nie mam oporów, żeby o nich opowiedzieć. Zastanawiam się, jak pragnienie udawania starszej i bardziej zbuntowanej ma się do mojego palenia po dekadzie. Mimo że pozostaję w stanie hipnozy, wciąż jestem sceptyczna.

Trauma w 20 minut

Wracamy do "ćwiczeń". Znów wyobrażam sobie różne rzeczy, np. jak zjeżdżam schodami ruchomymi pod ziemię. Jędrzejewski prosi, żeby przypomniała sobie sytuację, w której czułam się podobnie jak wtedy, gdy "muszę" zapalić. Od razu staje mi przed oczami bardzo konkretne wspomnienie.

Mam sześć lat, jestem z rodzicami na wakacjach. Moja siostra jeszcze nawet nie mówi, zajmuje się nią moja mama. Ja spędzam czas z tatą. Któregoś dnia mama zostaje w hotelu, a ja mam iść z tatą nad wodę. Nad jeziorem tata spotyka kolegę z pracy. Pokazuje mi kawiarnię, w której chcą usiąść. Pyta, czy będę grzeczna i czy zostanę sama na chwilę. Mam nie wchodzić do wody. Kiwam głową. Bawię się na kocu, ale potem widzę, że przyglądają mi się siedzące w pobliżu kobiety. Zaczynam się stresować. Chcę iść do kawiarni albo do pokoju, ale boję się, że tata wróci, nie zastanie mnie i będzie zły. Mijają minuty, nie wiem ile dokładnie. Mam ochotę się rozpłakać, ale tego nie robię, bo kobiety cały czas mnie obserwują. Potem tata wraca. Nie chcę mu mówić, że się bałam.

Opowiadam o tym bez cienia emocji, ale potem Jędrzejewski zaczyna wypytywać o emocje. Zaczynam mówić i czuję, że po policzkach lecą mi łzy. Trochę chce mi się nawet śmiać, bo oto siedzę z gołą stopą, czterema igłami wbitymi w dłoń i opowiadam obcemu facetami, że palę, bo 20 lat temu siedziałam sama na kocu przez 20 minut. Trochę też mi wstyd. Jakby nie patrzeć, jestem w pracy.

Po sesji dowiaduję się, że płaczą niemal wszyscy – a jeśli nie – Jędrzejewskiemu zdarza się zastanawiać, czy wszystko przebiega pomyślnie. Hipnoterapia to w końcu sposób na przeżycie blokowanych dotychczas emocji.

Like a virgin

Mam przypomnieć sobie inne sytuacje z przeszłości, w których czułam się podobnie, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że wspomnienie nie jest przypadkowe. "To wydarzenie inicjujące konflikt" – skomentuje po sesji Jędrzejewski.

Na tym hipnoza się nie kończy, przechodzimy do omawiania różnych, rzecz jasna negatywnych, skojarzeń z palaczami. Opisuję też, jak ciało reaguje na pierwsze papierosy. Mdłości, problemy z oddychaniem, zawroty głowy. Kiedy wieczorem będę próbowała zapalić, (bo przecież nie jestem naiwniaczką, która wierzy na słowo), będę czuła się dokładnie tak, jak po pierwszym papierosie. Na koniec padają sugestie, które mają działać po wyjściu ze stanu hipnozy.

Otwieram oczy. Odruchowo patrzę na zegarek – kiedy wchodziłam, nie było jeszcze trzeciej. Obstawiałam, że rozmawialiśmy jakieś pół godziny, tymczasem jest już sporo po szóstej. Słyszę, że zaburzone postrzeganie czasu jest typowe dla ludzi w stanie hipnozy.

Przeczytaj także:

Teoria fal

Trochę skołowana włączam dyktafon. Chcę, żeby Bartosz Jędrzejewski wyjaśnił mi, jakim cudem nagle przypomniałam sobie moment, w którym zapaliłam po raz pierwszy, i wakacje sprzed 20 lat. Chyba słabo ukrywam ekscytację, bo zaczyna od wyjaśnienia, że hipnoza to żadne "czary-mary", tylko stan fizjologiczny mózgu. Osiągamy go kilkukrotnie każdego dnia – kiedy zaczytujemy się w powieści, przed zaśnięciem i przed naturalnym wybudzeniem ze snu.

– Fale mózgowe mają określone częstotliwości. Gdy nie śpimy i mamy do wykonania określone zadania, są to przeważnie częstotliwości beta. Jeśli się zamyślimy – alfa, zaś stany płytkiego snu to spektrum częstotliwości teta. Hipnoza terapeutyczna polega na wprowadzeniu umysłu w częstotliwości pomiędzy falami alfa a teta – klaruje Jędrzejewski.

W stanie, o którym mówi, funkcja krytyczna umysłu jest ograniczona. Rozbija się ją po to, żeby osoba w hipnozie była w stanie wczuć się w swoje dawne emocje, zamiast "zastanawiać się, co wtedy czuła". Podczas hipnozy zwiększa się podatność na sugestie.

– Nie jest to oczywiście tak, że pod ich wpływem hipnotyzowany zrobi czy powie coś, na co nie ma ochoty. Osoby, która nie chce współpracować, nie da się zahipnotyzować. W tym stanie ma się natomiast mniej mechanizmów obronnych. Nie racjonalizuje się wszystkiego, dlatego łatwiej dotrzeć do tłumionych emocji. Ma się doskonały wgląd we własną pamięć. Widziałem nawet przypadki osób w głębokiej hipnozie, które cofały się w ten sposób do pierwszych miesięcy życia. Podświadomość w tym stanie ma to do siebie, że chętnie przyjmuje tylko pożyteczne sugestie. Osoby, które nie poddały się, hipnozie często myślą, że chodzi o ograniczenie świadomości, tymczasem jest na odwrót – świadomość się zwiększa, tylko nie porusza się w utartych koleinach – opowiada Jędrzejewski.

Zaznacza, że hipnoterapia, której efekty są długotrwałe, to praca i hipnotyzowanego, i hipnotyzującego. Jeśli ktoś nie chce zerwać z nałogiem albo nie jest gotowy, żeby zmienić swoje życie w innym zakresie, raczej nic z tego nie będzie. Zdaniem Jędrzejewskiego chodzi nie tyle o wgranie informacji, po których problemy znikają, ile o pokazanie ich przyczyn.

Tak było chyba w moim przypadku. Wspomnienie sięgnięcia po pierwszego papierosa ma się nijak do powodów, dla których kilka lat później zaczęłam palić nałogowo. O nich zaczęłam myśleć dopiero po wyjściu z gabinetu, bazując na wspomnieniu, które skojarzyło mi się z potrzebą zapalenia.

Jeszcze na początku studiów nie paliłam codziennie. Ale jeśli wiedziałam, że poznam nowe osoby, zawsze miałam przy sobie paczkę fajek. Wydaje mi się, że to uczucie zna lwia część palaczy – idziesz gdzieś, nikogo nie znasz i zamiast się rozglądać, nonszalancko odpalasz. Papieros niweluje poczucie wyobcowania, przekonanie, że "ludzie się gapią". Zaciągasz się i nie wydajesz się sobie zagubionym człowiekiem. Niby taki towarzyski nałóg, a jednak – zupełnie nie.

- Uzależnienie od papierosów i od kompulsywnego podjadania, polegającego nie tyle na "napchaniu sobie żołądka", co na tym, żeby nieustannie przykładać coś do ust, imitują tę samą czynność – ssanie piersi matki. Noworodek nie tylko je w ten sposób. Przystawienie do piersi uspokaja, niweluje lęk, zapewnia poczucie bezpieczeństwa i bliskość – wyjaśnia Jędrzejewski.

Trudno ocenić, czy moja nikotynowa abstynencja jest chwilowa, czy pożegnałam nałóg na dobre. Mam jednak wrażenie, że wyjściowy sceptycyzm chroni przed hurraoptymistycznym podejściem do tematu. No i ostatecznie – jeśli coś jest głupie, a działa, to nie może być jednak takie głupie.

Archiwum prywatne
Podziel się

Bartosz Jędrzejewski – absolwent międzynarodowej szkoły hipnozy Omni Hypnosis Training Center. Jako hipnoterapeuta pracuje od kilku lat. Z wykształcenia jest fizjoterapeutą. Jest zwolennikiem holistycznego podejścia do zdrowia człowieka, czyli pod kątem fizycznym i mentalnym.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kobieta
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP