Trener tłumaczy się z pobicia dziewczyny. "Gdybym to zrobił, Kasia by nie żyła"

26-letnia Katarzyna Dziedzic oskarżyła byłego partnera o brutalne pobicie. Mężczyzna jest znanym trenerem osobistym z Gdańska. Po medialnych wypowiedziach kobiety, przedstawił swoją wersję wydarzeń. Ta znacząco różni się od opowieści Katarzyny.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Miłosz Pawłowski zaprzecza, że pobił partnerkę
Miłosz Pawłowski zaprzecza, że pobił partnerkę (Screen / YouTube)

"Powiem, jak było"

– Nazywacie mnie państwo zwyrolem, damskim bokserem, trenerem-patolem. Media nie zostawiają na mnie suchej nitki. Postanowiłem opowiedzieć swoją wersję wydarzeń – mówi na ponad 20-minutowym nagraniu Miłosz Pawłowski. Podkreśla, że nigdy się nad Kasią nie znęcał i byli szczęśliwą parą. Jak twierdzi, ich związek zaczął rozpadać się z powodu depresji Katarzyny. Feralnego sobotniego wieczoru kobieta miała być na skraju załamania.

– Wróciłem z pracy, ona leżała w sypialni. Była obrażona. Usiadłem w salonie, żeby popracować – relacjonuje Miłosz. – Po pół godzinie usłyszałem trzaskanie szafkami. Potem Kasia stanęła spakowana w drzwiach. Powiedziała, że jedzie do domu – dodaje. Trener nie protestował – twierdzi, że widział w tym wyjeździe szansę na poprawę stanu Katarzyny. Kiedy opuściła mieszkanie, wrócił do pracy. – Wkrótce zaczęła wydzwaniać. Histeryzowała. Poprosiłem, żeby zadzwoniła, jak się uspokoi – opowiada. – Po godzinie wróciła, mówiąc, że źle się poczuła – twierdzi mężczyzna.

Według relacji Pawłowskiego, po przekroczeniu progu mieszkania, kobieta wyciągnęła butelkę z alkoholem i zamknęła się w sypialni. Po wypiciu całej zawartości, wyszła i po prostu wyrwała mu z ręki telefon. – Pobiegła do łazienki. I wtedy upadła – relacjonuje trener. Twierdzi, że Katarzyna leżała na podłodze. – Histeryzowała. Nie wiedziałem, że coś się jej stało. Powiedziałem, że jest nienormalna i wróciłem do salonu – podkreśla.

"Brzydzę się przemocą"

Jak mówi, nie minęła chwila, a jego była już partnerka zaczęła krzyczeć: "Co ty mi zrobiłeś? Jak ja przez ciebie wyglądam?". – Zaczęła dzwonić do brata, który ma kontakty ze światkiem przestępczym – wyjaśnia Miłosz, przekonując, że musiał wtedy wyjść z mieszkania. Pawłowski wsiadł do auta i jeździł po mieście. Ostatecznie zaparkował przed komisariatem i udał się do przyjaciół. Rano odebrał SMS-a z policji z prośbą o stawienie się na komisariacie i spokojnie udał się na komendę, gdzie spędził "najgorsze 24 godziny z żulami".

Z relacji Katarzyny wynika, że partner złapał ją za ręce i nogi i rzucił nią o podłogę łazienki. Po wszystkim zostawił ją całą we krwi i uciekł. W rozmowie z WP Kobieta przekonywała, że wcześniej już się nad nią znęcał i był znany policji z agresywnego zachowania. Policja po przyjeździe na miejsce zdarzenia, zawiadomiła pogotowie. Ze szpitalnych dokumentów wynika, że kobieta miała złamany nos i rozcięty łuk brwiowy. Jak przekonuje podejrzany, to tzw. obrażenia mechaniczne i on za nie nie odpowiada.

– Gdybym ja jej to zrobił, w najlepszym wypadku Kasia leżałaby przez kilka dni w szpitalu, a ja byłbym w więzieniu. W najgorszym, ona by nie żyła – zaznacza. Dodaje, że w przeszłości groził byłej żonie, ale robił to pod wpływem emocji - walczyli o dzieci. Podkreśla, że brzydzi się przemocą. Wkrótce wraca do pracy. Chwali się, że po nagłośnieniu sprawy stracił tylko trzech klientów i tylko z "komercyjnych powodów".

Polub WP Kobieta
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.