Wstydliwy problem z partnerem. "Brzydziłam się go nawet całować"

Brak higieny u jednego z partnerów to zwiastun problemów - zdjęcie ilustracyjne
Brak higieny u jednego z partnerów to zwiastun problemów - zdjęcie ilustracyjne

22.10.2023 06:50, aktual.: 17.01.2024 17:57

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

W trakcie związku ludzie się zmieniają – i to naturalna kolej rzeczy. Trudniej zaakceptować fakt, gdy partner zmienia swoje nawyki i przestaje dbać o higienę. – Marcin najwyraźniej uznał, że skoro nie wychodzi z domu, nie ma się po co starać. Potrafił się nie myć przez trzy dni. Nie brał prysznica, ani nie mył zębów - żali się Ewa.

Kiedy Ewa poznała Marcina, pracował w korporacji, regularnie chodził do barbera, nosił marynarki – i chociaż omijał siłownię szerokim łukiem, miał wysportowaną sylwetkę. Ewa nie ukrywa, że wygląd fizyczny ma dla niej duże znaczenie, sama bardzo o siebie dba, chociaż podkreśla, że "nie przesadza pod tym względem". Problem w ich związku pojawił się, kiedy nastała pandemia.

– Marcin zaczął pracować z domu, ja zresztą też. Ale o ile ja dobrze znosiłam tę sytuację, bo już wcześniej często pracowałam zdalnie, tak Marcin kompletnie nie potrafił się odnaleźć – wspomina kobieta.

Z higieną na bakier

– Nie tylko zaczął zawalać pracę, ale najwyraźniej uznał, że skoro nie wychodzi z domu, nie ma się po co starać. Chodził po mieszkaniu w samej bieliźnie, a na spotkaniach zwykle nie włączał kamerki. To, że nie był u fryzjera, to oczywiście kompletnie zrozumiałe, ale najgorsze, że przestał dbać o higienę. Potrafił się nie myć przez trzy dni. Nie brał prysznica, ani nie mył zębów. I tak jak wcześniej dzieliliśmy się obowiązkami domowymi, tak wtedy wszystko spadło na mnie, on zostawiał po sobie kompletny syf - mówi.

- Nie muszę chyba mówić, że nasze życie seksualne umarło. Brzydziłam się go nawet całować. Na początku próbowałam delikatnie zwracać mu uwagę, nie działało. Wreszcie powiedziałam prosto z mostu, ale on najpierw się obraził, a potem uznał, że wydziwiam, i że według niego "on wcale nie śmierdzi". Przez kilka dni ze mną nie rozmawiał - dodaje Ewa.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Sytuacja nieco się poprawiła, kiedy Marcin musiał wrócić do pracy stacjonarnej – ale Ewa nie ukrywa, że mocno zraziła się do swojego partnera.

– Przynajmniej znowu zaczął się myć, ale zostały mu niektóre niechlujne nawyki. Rozleniwił się, nie chciał już nigdzie wychodzić i jeździć. Kiedy zwracałam mu uwagę, mówił, że powinnam go kochać takiego, jakim jest. Ale ja zakochałam się w zupełnie innym facecie. I uważam, że gdyby mu na mnie zależało, to też by o siebie dbał. Rozmowy nie przynosiły rezultatów. Ostatecznie się rozstaliśmy - kwituje ze smutkiem.

Brak dbałości o siebie może świadczyć o depresji

Seksuolożka Anka Grzywacz zwraca uwagę, by na początku się zastanowić, co rozumiemy przez "zaniedbanie". – Zwykle chodzi nam o elegancki, świeży i atrakcyjny strój. Bywa, że mężczyźni idą o krok dalej i zaniedbują higienę osobistą. Czasem kobiety narzekają, że mąż im "statusiał" i widują go głównie w wyciągniętym dresie i domowych kapciach – mówi ekspertka i wskazuje, że przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele.

– Wraz ze stażem związku przestają już tak mocno działać w nas hormony zakochania i pożądania. Mężczyzna, który w bardzo podstawowym sensie "zdobył" kobietę może podświadomie czuć, że już nie musi się starać.

Ekspertka zwraca uwagę, że ważne jest pytanie: czy zmiana w poziomie dbałości o swój wygląd następowała stopniowo, czy może zadziała się z dnia na dzień?

– W obu przypadkach może ona świadczyć o problemach ze zdrowiem psychicznym, na przykład depresji – mówi. – Jeśli jest to nagła zmiana, koniecznie zainteresuj się też innymi aspektami zachowania partnera. Czy więcej śpi, a może zaczął cierpieć na bezsenność? Nietypowe dla niego zachowania mogą sugerować, że partner potrzebuje pomocy psychologicznej. Jak wyjść z tej sytuacji? Na pewno nie przez ciche dni czy obrażanie się. Trzeba zdobyć się na szczerość, nawet jeśli jest to trudne. Porozmawiać o swoich uczuciach, o tęsknocie za tym, jak było dawniej, gdy zaczynaliście randkować. Jeśli każda taka dyskusja kończy się kłótnią to znak, że warto pójść na terapię par.

"Zrozumiałam, że nie mogę zatracać siebie"

– Widzę w gabinecie, że zanik romantyzmu i erotyzmu to wypadkowa zachowania i podejścia obojga partnerów. Wszyscy potrzebujemy akceptacji, komplementów i docenienia – mówi seksuolożka. – W naszej kulturze heteroseksualni mężczyźni mocno uzależniają swoją wartość od poczucia, że są atrakcyjni dla kobiet. Jeśli ukochana żona, partnerka przestała rzucać mu powłóczyste spojrzenia, jeśli nie mówi już, że on seksownie wygląda w nowej koszuli, on może uznać, że nie warto się starać.

Patrycja zawsze była elegancka, regularnie uprawiała sport, dużo czytała, miała wiele pasji. Jak wyznaje, to ona jest tą, która "zaniedbała się" w związku.

– Mój mąż Adam bardzo chciał mieć dziecko; ja też, ale nie spieszyło mi się jakoś, myślałam, że zaczniemy się starać za jakiś czas. Wpadliśmy, mimo że brałam tabletki. Ciążę znosiłam bardzo kiepsko, więc zaczęłam sobie odpuszczać, jadłam to, na co miałam ochotę, nosiłam wygodne, ale średnio ładne ubrania, farbować włosów też mi się nie chciało – opowiada. – Po porodzie skupiłam się na dziecku i kompletnie olałam inne kwestie. Przez rok, potem następny, a potem jeszcze następny.

Była tak skupiona na dziecku, iż nie zauważyła, że z mężem zaczynają się od siebie oddalać. – Przestałam czytać, bo się odzwyczaiłam, nie robiłam niczego dla siebie. Adam nie naciskał na mnie, żebym natychmiast wróciła do dawnej formy, nie czułam z jego strony żadnej presji, wspierał mnie, ale… widziałam, że już tak na mnie nie patrzył. I wcale mu się nie dziwię. Całymi dniami w dresach, jadłam za dwóch, więc przytyłam 30 kg. Kiedyś uwielbiałam chodzić na siłownię, a tak się rozleniwiłam, że nie chciało mi się nawet wyjść na spacer - wspomina Patrycja.

- Rozmawialiśmy tylko o sprawach bieżących, bo straciłam zainteresowanie światem. A Adam nic nie mówił, bo nie chciał mnie ranić. W sumie żałuję, że mną nie potrząsnął wcześniej. Ostatecznie wylądowaliśmy na terapii dla par, gdzie musiał wreszcie powiedzieć, co mu leży na sercu. Najpierw się wkurzyłam, potem załamałam, by wreszcie wziąć się za siebie. Teraz, całe szczęście, znów czuję się dobrze w swoim ciele i chociaż dziecko jest dla mnie najważniejsze, to zrozumiałam, że nie mogę zatracać siebie - podsumowuje.

Dla Wirtualnej Polski Sonia Miniewicz

Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i potrzebujesz rozmowy z psychologiem, zadzwoń pod bezpłatny numer 116 123 lub 22 484 88 01. Listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz też TUTAJ.

Źródło artykułu:WP Kobieta
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (528)